Tereny Valfden > Dział Wypraw
Miękki niczym skała II
Funeris Venatio:
Eve nie uważała odpowiednio, gdy śniegiem wycierała swój napierśnik. Trablin chlasnął ją pazurami po ręce, przeciął lewą rękawicę i pozostawił trzy rany cięte, na szczęście niezbyt głębokie, nawet nie jednocentymetrowe. Ciekła z nich krew, bolało całkiem wyraźnie. Cipkowi udało się wyrwać, wstał na równe nogi i zaatakował znowu. Tym razem chciał ugryźć nieszczęsną dziewczynę w twarz. Z racji tego, że ta znajdowała się jeszcze na kolanach, to miał ku temu idealną okazję.
//1x Trablin. Drugi zdążył już zniknąć Ci z oczu. Na lewej ręce posiadasz płytkie trzy rany cięte, sączy się z nich krew, twoja rękawica otrzymuje status "uszkodzona", poprawne statystyki otrzymasz później. Trablin próbuje wgryźć Ci się w twarz, nadal trzymasz w ręce miecz, ale jesteś na kolanach i masz chwilę na reakcję. Do tego ciągle obowiązuje Cię kara "osłona nocy".
Evening Antarii:
Choć sprawy poszły nieco niepomyślnie, Eve w czas zorientowała się, co trablin ma w zamiarach. Na kolanach była mniej więcej jego wzrostu, mógł łatwo zrobić jej krzywdę. Potyczki w śniegu nie należały do jej ulubionych. W pogotowiu jednak wciąż miała miecz i w odpowiedniej chwili zwróciła go w stronę stwora, gotowego do ataku. Przeciwnik wykonał kilka ruchów, jednak w chwilę później tkwił już na ostrzu, przeszyty na wskroś, a w stronę rękojeści spływały pojedyncze krople krwi. Odetchnęła z ulgą , wypuszczając kłębki pary z ust i patrząc w zastygłe w zdziwieniu gałki. Trup wykonywał jeszcze jakieś ruchy konwulsyjne, wyglądało to tak, jakby jeszcze chciał walczyć. Usiadła na śniegu, nogą zsunęła trablina z miecza. ÂŚnieg wokół sztywnego ciała zabrudziła cieknąca ciepła krew.
Wstała, otrzepała się ze śniegu, poprawiła włosy- wiadomo, jak to kobieta, i wzrokiem powiodła za czteropalczastymi śladami biegnącymi do ciemnego lasku.
Funeris Venatio:
ÂŚlady, jak to ślady, w ciemności były mało widoczne. Na szczęście zza chmur wyszedł drugi księżyc, oświetlił przestrzeń nieco lepiej i dało się w miarę komfortowo podążać za tropem odciśniętym w rozmokniętym śniegu. Temperatura utrzymywała się w graniach zera stopni, więc do rana nie zostanie już nawet ślad po tym, gdzie Zgonek uciekł. Eve musiała podjąć jakieś konkretne działania.
//Wytrzyj miecz z krwi, kobieto! Jak mi zacznie rdzewieć, to policzę Ci jak żyd za matkę!
Evening Antarii:
//Yhh, wymagający! :x
W prawą rękę wzięła kulkę śniegu, przejechała tak od rękojeści do samego czubka, zmywając krew, która osadziła się na rękawicy. Co by powiedział Brat Funeris, gdyby to zobaczył... takie zaniedbanie! Miecz teraz pięknie odbijał światło księżyców, był jak nowy. Eve uśmiechnęła się tylko sama do siebie i ruszyła w głąb, w ciemność, za małymi śladami. Szła szybkim i pewnym krokiem, chcąc dogonić te małe cholerne stworzonka. Musiała wytężać wzrok, mrużyć oczy, czasem nawet iść "po omacku", by nie zgubić tropu. Księżyce tworzyły w lasku dziwne cienie, utrudniając jej nieco to zadanie. Choć musiała przyznać, wyglądało to nawet magicznie.
Funeris Venatio:
Idealne miejsce na romantyczny spacer z ukochanym. Niestety Evening nie szła na romantyczny spacer, tylko śledziła małe wredne stworzonko, które przed nią uciekało. Szła tak i szła, teren na powrót wypłaszczył się całkowicie, a ślady... zniknęły. Urwane nagle. Widać było, że mniej więcej z tego miejsca wychodziły i trzy wcześniejsze pary tropów, czyli to tutaj trabliny rozpoczęły swoją wędrówkę do Bractwa ÂŚwitu. Kobieta znajdowała się dobre siedem kilometrów od najbliższych murów, przeszła naprawdę spory kawał drogi. Do krańca lasku miała dosłownie z trzysta metrów. ÂŚlady zniknęły pod sporym grabem, który oczywiście dawno zrzucił liście. Takie uroki hemis.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej