Tereny Valfden > Dział Wypraw
Miękki niczym skała II
Evening Antarii:
Ręce przycisnęła mu jeszcze mocniej, tak, że zagłębiły się w śnieg. Wciąż przyciskała jego małe, choć odrażające ciało.
- Yhh..., nie wkurwiaj mnie, bo zaraz będzie po tobie... - jakby wymruczała to pod nosem. Straciła cierpliwość już do tych jego przekleństw i szarpaniny. - Powiedz, co to za śmierdząca maść i co wam kurwa te mury zrobiły, że je niszczycie? Może wtedy oszczędzę ci życie. I szybciej gadaj, bo nie chce mi się już marznąć...
Funeris Venatio:
Trablin nie odpowiedział, tylko chciał Cię ugryźć w udo. Znowu to udo... Może masz fajne nogi po prostu?
Evening Antarii:
Zostaw moje piękne nogi w spokoju! :( Eve lekko się zaniepokoiła, bowiem piękne nogi i jędrne uda, to jak wiadomo, podstawa. Lewą ręką chwyciła potworka gdzieś w okolice krtani, a prawą wyciągnęła miecz i przystawiła mu go do gardła.
- Odpowiedz, bo nie chce mi się z tobą tu już bawić. - Ostrze dotykało skóry trablina.
Funeris Venatio:
Stwór nie mógł się wyrwać, ale nie mógł też nic powiedzieć. Nie chciał - po prostu. Splunął na Ciebie, jednak nie trafił w twarz, tylko w piersi przykryte napierśnikiem.
Evening Antarii:
Evening spojrzała na biust. Ujrzała ślinę tego czegoś na swoim napierśniku. Fuuj... Wzięła w garść trochę śniegu i zmyła substancję.
- Dobra, to ja cię puszczę, ale masz mi wszystko wyśpiewać! I nie zwiewaj, bo i tak cię dopadnie albo moja strzała, albo miecz. Albo zaprowadzisz mnie do Orwella, kimkolwiek jest. No, wstawiaj mała ochydo. - rozkazała Eve, wciąż trzymając go za rękę, by nic nie kombinował. Musiała oczywiście się schylać, ale miecz miała w gotowości.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej