Tereny Valfden > Dział Wypraw

Suchy dok

<< < (6/10) > >>

Gordian Morii:
//: A czy ja Ci cokolwiek bronię robić? Opisuję Ci tę dziurę. To, że zwracasz skrzyneczkę nie jest dla mnie istotne. Co ja Ci muszę potwierdzić dotarcie na miejsce?

Dotarłaś do magazynu i oddałaś skrzyneczkę. Magazynier kiwnął głową i zajął się swoimi sprawami.

Aaria Kruczowłosa:
//Chodziło mi raczej o to, że ona tak faktycznie to tej dziury na razie nie oglądała, ale ok - uznajmy, że to zrobiła... A poza tym na którejś tam wyprawie ktoś się na mnie wkurzał, że zbyt szybko posuwałem akcję do przodu w takich sytuacjach :P

Myślałam intensywnie co mogłabym zrobić dalej. Zeszłam ze statku i znalazłam dziurę. Nie przypuszczałam jednak, że aż tyle statku zanurzone jest pod wodą, że dziura jest tak wysoko. I jeszcze te stelaże... Kolejna opcja odpadła - pomyślałam ponuro. Perspektywa konieczności przejścia całego okrętu w drodze do ładowni stawała się coraz realniejsza. Wątpiłam by udało mi się wykombinować cokolwiek innego, więc zaczęłam się rozglądać za kimś kolejnym kto potrzebowałby mojej pomocy. Wtedy wpadłam jednak na lepszy pomysł. Najpierw jednak postanowiłam przyjrzeć się dokładniej strojom tych "ważniejszych" pracowników stoczni, lub załogi statku o ile uda mi się ją rozpoznać i rzecz jasna jeżeli są w pobliżu.

Gordian Morii:
No niestety tym razem nikt na Ciebie nie machał, gwizdał ani nawet nie mrugał. Każdy zajęty był swoją robotą. W pewnym momencie kwatermistrz, który właśnie wyszedł z magazynu klepnął Cię w ramię i powiedział.
- Ej młoda, widzę, że na razie jesteś wolna. Przebiegnij się po pokładzie i zawołaj wszystkich na obiad. Robotnicy zjedzą w barakach a szkutnicy, cieśle i kapitan niech przyjdą tam gdzie zwykle. Migiem!

Aaria Kruczowłosa:
Zaskoczona, spojrzałam do tyłu, jednak ta informacja tak poprawiła mi humor, że od razu ruszyłam  wykonać zadanie. - Już lecę! - Wiedziałam, że to jest najlepszy moment, aby gwizdnąć te klucze i zabrać co trzeba w momencie, gdy na pokładzie nie będzie zbyt wielu ludzi. Nie miałam pojęcia, gdzie jedzą kapitan i reszta, ale miałam nadzieję, że nie miało to miejsca na statku. Tym jednak miałam martwić się później. Wchodząc na statek, wydarłam się na cały głos - OBIAD! KAPITAN, SZKUTNICY, CIEÂŚLE - TAM GDZIE ZWYKLE! RESZTA W BARAKACH! - Powtórzyłam tą informację kilka razy przebiegając po pokładzie. W trakcie wykonywania tej czynności obracałam się na wszystkie strony, idąc nieco nieostrożnie. Oczywiście celowo, kierując się prosto na kapitana i wpadając na niego. W momencie uderzenia, moja ręka powędrowała prosto do torebki w której trzymał klucze. Zamiast nich wylądował w niej jeden z moich noży do rzucania w celu wyrównania ciężaru, po czym zręcznym ruchem na powrót zamknęłam torebkę. - Oj przepraszam, najmocniej przepraszam! - Zaczęłam przepraszać kapitana, próbującego złapać równowagę. Klucze w tym czasie bezpiecznie spoczęły już w miejscu w którym prędzej znajdował się ich zamiennik. - Na prawdę nie chciałam!

Gordian Morii:
- Nic się nie stało ptaszyno. - powiedział kapitan i pogładził się po brodzie. Zerknął jeszcze kilkukrotnie na łódź po czym opuścił pokład schodząc po trapie na dół. Tam skierował się do głównego budynku stoczni, gdzie znajdowało się biuro zarządcy stoczni i mistrza cechu szkutnickiego. Robotnicy zaś powolnym krokiem ruszyli w kierunku baraków znajdujących się tuż za magazynami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej