Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy Mirty nie daje zaznać spokoju
Canis:
- To un! - Powiedział karczmarz z hakiem wskazując dobrze ubranego mężczyznę opychającego się jadłem podanym mu tuż przed naszym wejściem.
Rakbar Nasard:
// Ma też takiego psa? :>
Rakbar bezceremonialnie minął karczmarza i skierował się do stolika sołtysa. Odsunął jedno z krzeseł i odczekał chwilę, by jego kompan mógł zrobić to samo. Chcąc nie chcąc, działali razem.
- Niechaj ci na żołądku lekko będzie. Przybywamy w interesach, mości sołtysie.
Canis:
//Ma ale nie przy sobie w tym momencie.
Salazar podał rękę karczmarzowi.
- Witaj Maximusie! Co tam u ciebie, jak zdrowie, jak idzie interes? Słyszałem, że ostatnio ładnie się tu bawicie. Konwoje giną, strażnicy giną na szlaku. Gratuluję sukcesów, tylko czekać aż was pozamykają.
- No gdzież co?! Toż to my żech dali wywiść i zabezpiczyć ciała. Nimo śladów.
- Cieszcie się, że te kobiety są mi potrzebne, bo nie miał bym skrupułów z informowaniem marszałka. uważajcie komu każecie ulotnić ciała następnym razem. Musimy jeszcze porozmawiać o klifie. Trzeba byście przejęli ich biznes. -Powiedział i pomachał.
Jaszczur podszedł do Rakbara i sołtysa.
- Poznajcie się, to jest sołtys, wielmożny Leon z Mirty. A tutaj jego mość szlachcic Rakbar Nasard. Mnie znacie oboje więc nie muszę się przedstawiać...
- No tak. Słuchajcie, w lasach grasują mi duże szkielety, ze skrzydłami i wymiotują ogniem. To cholerne tałatajstwo ciągnie od cmentarza, wybijcie mi to w lasach i chociaż coś na cmentarzu. Myśliwy ledwo uszedł z życiem uciekając przed tym.
Rakbar Nasard:
//A tak w ogóle, to która jest godzina?
- Witajcie. - powiedział podając rękę sołtysowi. - Dziwne anomalie wokół waszej wioski ostatnio się dzieją. Co za czort to sprawia? No ale nic, to będzie droga usługa, bo wiem z czym problem. Jeśli kilka sztuk tam jest, to niełatwo będzie. - pokiwał w zamyśleniu głową i spojrzał na talerz Leona. - Gdzie ta woda?
Canis:
//Około godziny 17tej.
- Przeca niese! - Wrzasnął karczmarz przeciskając się z dwiema litrowymi butelkami wody do stolika. brzuchem zawadził kilku gości niemal wszczynając tawernianą burdę. podał jedną Salazarowi i drugą Rakbarowi. Maximus mrugnął do gości okiem. Spojrzeliście na płyn - nie był przeźroczysty. Był złotawy i nieco gęsty.
Salazar obliznął mordkę jęzorem i odkorkował butlę racząc się podanym miodem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej