Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy Mirty nie daje zaznać spokoju
Rakbar Nasard:
Rakbar skinął głową w podzięce i zaczął sączyć trunek.
- Noc prędko nadejdzie, więc albo załatwiamy sobie lokal na noc, aby pod stołem nie spać, albo ruszamy teraz, by przed zmrokiem wrócić do wioski. Jak myślisz, zdążymy? - pytał kompana.
- Nie wiem czy nas pamiętasz, panie Leonie, ale my wam już pomagaliśmy. Byłem tu ze szlachcicem Salazarem około roku temu, kiedy mieliście problem z tymi cholernymi dyniami.
Canis:
- Las jest i tak gęsty i mroczny, niezależnie od słońca jest tam ciemnawo. A w tunelach właściwie nie robi nam różnicy czy jest noc, czy dzień.
- Wiem, sam po was wtedy posłałem, jednak nie mieliśmy okazji się spotkać. Zapłacę wam, lecz nie będzie to duża kwota. Ostatnio coraz biedniej z pieniędzmi.
Rakbar Nasard:
- Przy takim szczęściu to nic dziwnego, że pieniędzy wam brakuje. Dobra, zbieramy się. - powiedział, dopijając miód. - Jeśli nie wrócimy w ciągu kilku godzin, to zamykajcie bramy i módlcie się, żeby szkielety różnego pochodzenia do was nie wyszły. - ostrzegł, po czym wstał od stołu i skierował się do wyjścia a potem w stronę cmentarza. Wiedział mniej więcej gdzie on leży, był już tu.
Canis:
Zagajnik znajdował się na północ od wioski, tam też się udaliście. Gdy wkroczyliście do lasu naszedł was delikatny półmrok. W lesie panowała pełna cisza, że byliście w stanie usłyszeć bicie własnych serc. Po chwili z oddali usłyszeliście hałasy... na tyle daleko, ze nie były bezpośrednio przy was, ale "coś" na pewno tam było przed wami...
Rakbar Nasard:
Rakbar nie śmiał odezwać się nawet słowem. Był zaalarmowany dźwiękami i wglądał zagrożenia. Był tu kiedyś i wiedział, że rejony te zamieszkują głównie nieumarli. A ci potrafią zaskoczyć, szczególnie w obecnych warunkach. Nim jeszcze wkroczyli w rejony lasku, mag wziął w prawą dłoń bułat ze srebra, aby być przygotowanym do natychmiastowego ataku. Oby nie było zjawy, widma albo innego padalca. Ruszył dalej.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej