Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy Mirty nie daje zaznać spokoju
Rakbar Nasard:
- Po drodze napadły nas trabliny. - bezczelnie skłamał. - Musieliśmy tych zawszonych knypków ganiać po lesie, bo się bandyterką zajęły. Chłopu dom spaliły a nas za jajca powiesić chciały. Co to za czasy, żeby nie można było spokojnie do Mirty, takiej pięknej mieściny, dotrzeć? Dorzuć za konie i uciekamy. Gdybyś potrzebował czegoś kiedyś, to możesz ponownie po nas posłać. Drugi raz już ratujemy tą wioskę, więc korzystaj. - wyszczerzył się zuchwale.
Canis:
- Nie interesuje mnie to jakie problemy mieliście by tu dotrzeć.
Powiedział i rzucił mieszek 350 grzywien.
- Coś czuję, ze ta mieścina zdobędzie trochę popularności sołtysie. - powiedział zabierając grzywny. pomachał łapką i nie czekając na nic wyszedł przed karczmę szukać wynajętej szkapy.
Rakbar Nasard:
Rakbar również opuścił karczmę, bez słowa pożegnania. Dojrzawszy z kompanem wynajęte konie, podszedł do swojego, wsiadł i ruszył w stronę Efehidon, na północ.
- Zakończyło się jak dobra historia z książki, co?
Canis:
- Czekaj czekaj. Musimy jechać do paktu teraz... oddamy konie później. Póki świeżo po odkryciu, trzeba kuć żelazo póki gorące. Musimy jechać do Canisa i dowiedzieć się wszystkiego, by móc podjąć odpowiednie kroki. - Powiedział i zwrócił konia na zachodni wyjazd z wioski. - Przemkniemy tędy koło bractwa świtu, wtedy przez rzekę i prosto do paktu. W sam raz na nocną podróż. - Powiedział iw skazał niebo, było około godziny 21.00.
Rakbar Nasard:
- Cholerna dżungla. Miejmy nadzieję, ze Viperion trzyma rękę na pulsie, bo nie mam sił walczyć z hordą wampirów, rotishów czy spijaczy... - odparł, całkiem zmęczony, po czym pognał konia na zachód, zamierzając wjechać na trakt, aby uprzyjemnić sobie podróż. Groźnym wzrokiem obserwował bramy. Przyciągam, jeśli teraz mnie ktoś zatrzyma - zabije.
Golem, który dotrzymywał im dotychczas towarzystwa, został zniszczony, poprzez odcięcie życiodajnej więzi transportującej energię magiczną.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej