Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy Mirty nie daje zaznać spokoju
Canis:
- Drzewiec? hmmm. Powiedział sam do siebie i mknął dalej...
Mijaliście drzewa. gdy zagajnik kończył się zobaczyliście całą rodzinę. starszego mężczyznę, kobietę i ich czworo dzieci. płakali i łkali. dało się słyszeć takie zwrotu jak: Jak mogli! Nasz dom! Co my teraz poczniemy!
Rakbar Nasard:
Rakbar podjechał na koniu do ofiar napaści i spojrzał nań z wyższością tudzież współczuciem.
- Dokąd poszli? Ilu ich było?
Canis:
- Nie wiemy <szlocha>, wchodzimy do domu a tu pełno dymu, nagle słomiany dach zajął się ogniem i płonie <szlocha dalej>
Rakbar Nasard:
Rakbar pokiwał głową.
- Uosh izaar!
Z dłoni maga wyleciała energia magiczna, która wkrótce zmieniła się w telepatyczny impuls, który uderzył w mózg chłopa, wprowadzając go w stan hipnozy. Nie było to zauważalne do osób stojących obok, prócz nekromanty Salazara.
- Opowiedz mi wszystko co widziałeś, a czego nie widziałeś, dopytaj dzieci i żony. - mag chciał wykluczyć wpływ emocji na pamięć człowieka. Gdyby to był samozapłon bądź nieumyślne podpalenie przez dziecko, to nic tu po nim.
Canis:
porozmawiali ze sobą i w ogóle...
- Nic nie widzieliśmy... Ale może to moi dłużnicy... - zaczął powoli, lecz nie miało to nic wspólnego z pytaniami jakie mu zadałeś...
Salazar spojrzał na Rakbara i wiesniaków. Machnął ręką i zsiadł z konia. Podał Rakbarowi lejce i samemu wolnym krokiem ruszył w kierunku płonącego domu, przez pole.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej