Tereny Valfden > Dział Wypraw

Gdy Mirty nie daje zaznać spokoju

<< < (4/37) > >>

Canis:
- Drzewiec? hmmm. Powiedział sam do siebie i mknął dalej...

Mijaliście drzewa. gdy zagajnik kończył się zobaczyliście całą rodzinę. starszego mężczyznę, kobietę i ich czworo dzieci. płakali i łkali. dało się słyszeć takie zwrotu jak: Jak mogli! Nasz dom! Co my teraz poczniemy!

Rakbar Nasard:
Rakbar podjechał na koniu do ofiar napaści i spojrzał nań z wyższością tudzież współczuciem.
- Dokąd poszli? Ilu ich było?

Canis:
- Nie wiemy <szlocha>, wchodzimy do domu a tu pełno dymu, nagle słomiany dach zajął się ogniem i płonie <szlocha dalej>

Rakbar Nasard:
Rakbar pokiwał głową.
- Uosh izaar!
Z dłoni maga wyleciała energia magiczna, która wkrótce zmieniła się w telepatyczny impuls, który uderzył w mózg chłopa, wprowadzając go w stan hipnozy. Nie było to zauważalne do osób stojących obok, prócz nekromanty Salazara.
- Opowiedz mi wszystko co widziałeś, a czego nie widziałeś, dopytaj dzieci i żony. - mag chciał wykluczyć wpływ emocji na pamięć człowieka. Gdyby to był samozapłon bądź nieumyślne podpalenie przez dziecko, to nic tu po nim.

Canis:
porozmawiali ze sobą i w ogóle...
- Nic nie widzieliśmy... Ale może to moi dłużnicy... - zaczął powoli, lecz nie miało to nic wspólnego z pytaniami jakie mu zadałeś...

Salazar spojrzał na Rakbara i wiesniaków. Machnął ręką i zsiadł z konia. Podał Rakbarowi lejce i samemu wolnym krokiem ruszył w kierunku płonącego domu, przez pole.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej