Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŁodzie przemytników
Thoran:
Cóż, akcja zakończyła się powodzeniem. Thoran dalej rozdawał karty w tej partii. Przeciwnik był na jego całkowitej łasce. Mógł to zakończyć w jednej chwili wbijając topór prosto w czaszkę wroga. Jednak jeszcze nie teraz. Przemytnik mógł znać hasło do kryjówki, poza tym posiadał strój taki sam jak ludzie odpływający z towarem. A to mogło okazać się kluczem. Dlatego też zdecydował się kontynuować taniec. Raniony przeciwnik przyklęknął odsłaniając zdrową nogę... Cios był błyskawiczny, krew pociekła cieńkim strumieniem... Ostatni czyn skutecznie wybił z głowy przemytników myśli o mieczu....
- Teraz gołąbeczku odpowiesz mi na dwa, może trzy pytanka i zobaczymy co się da zrobić- syknął człowiek z zakrwawionym toporem.
Gordian Morii:
- Zabiję Cię kurwa, zobaczysz, zabiję Cię... - wysyczał przemytnik mimo, że nawet nie mógł się ruszyć. W jego oczach widziałeś wielki gniew, bez żadnych oznak strachu. Twardy był. Wielki i twardy.
Thoran:
Skurwysyn, trzyma się nieźle - zdziwił się Thoran.
- Gdzie są statki w którym przemycacie towar i jak tam się dostać ?- zapytał lodowato Thoran.
- Masz trzy szanse za każdym razem, za niepoprawną odpowiedź zapłacisz. - Jak? - Oj, wiesz, wiesz jak gołąbeczku.
Gordian Morii:
- - W dupie kurwa! Po chuj Ci statek, skoro towar już dawno w mieście?! Stoi se bezpiecznie ukryty i nic Ci do niego. - mówił a właściwie warczał na Ciebie tak, że miałeś świadomość co by było gdyby jednak zdołał zadać pierwszy cios.
Thoran:
-Ciekawe czym ty jesteś kurna naćpany, że nie szanujesz własnego życia i zdrowia- syknął Thoran.
Po tych słowach z hukiem wbił ociekający krwią topór w wystającą dłoń przemytnika. Mając nadzieję, że nie zemdleje zapytał i spróbował blefu.
- Synku, dalej nie chcesz mówić ? Ja mam takie małe buteleczki z miksturą leczenie. Będą twoje, jak tylko się dogadamy- zmieniając ton głosu na bardziej przyjazny. Miał nadzieję, że szansa na uzdrowienie przysłoni racjonalne pojmowanie świata przez leżącego przemytnika i zmięknie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej