Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?
Gordian Morii:
I dokładnie w tym momencie wszystko zaczęło się komplikować...
Gdy przyglądałeś się swojemu odbiciu w wodzie zorientowałeś się, że masz strasznie bladą cerę. po prostu umrzyk.. No chyba, że ta głowa nie należała do Ciebie wtedy mogło się okazać, że przyglądasz się skrytej tuż pod powierzchnią wody czaszce szkieleta, który o dziwo nie zareagował. Skubany... Już miałeś rozpocząć epickie opisy walk, gdy szkielet okazał się być szkieletem i nie zrobił niczego by przestać nim być.
- No nie wiem... Jak dla mnie cisza i spokój. - powiedziała Elis i przeskakując nad wodą podniosła leżącą na kupie złota koronę wkładając ją sobie na głowę.
- Całować stopy, księżniczce Elis! - zażartowała, a żart był tak dobry, że nawet truposza by ruszyło. I ruszyło. Z wody powstał szkielet, który dzierżąc w garści starą, pordzewiałą szablę zamachnął się by zadać cios pani kapitan, która owego ciosu się nie spodziewała.
Szkielet
A gdzieś w głowie zaszeptał Ci dziwny głos <To jest ta scena, w której ratujesz panią kapitan i zdobywasz jej serce>...
A po chwili dodał
<Ale w przenośni kurwa! ÂŻebyś nie był zbyt dosłowny z tym sercem>
//:Szkielet jest 4 metry od Ciebie.
//:Uzbrojony jest w:
Nazwa broni: Szabla piracka
Rodzaj: szabla
Typ: jednoręczny
Ostrość: 20
Wytrzymałość: 25
Opis: Wykuta z 1,25kg żelaza o zasięgu 0,8 metra, skorodowany.
Eric:
Tak! To była ta chwila, na którą czekał cały ten rejs. Jego podróż do własnej rajskiej przystani chyliła się ku końcowi. Taka szansa nie przytrafiała się na codzień. Nim zdążył choćby pomyśleć, jego samczy instynkt już wygiął nogi w pozycji do skoku i posłał go wprost na szkielet zagrażający jego nadobnej femme fatale! Potoczył się wraz z kościejem po górze pełnej złotych monet; kilka z nich wpadło mu za spodnie, jeszcze parę innych do buta. Nieumarlak rzęził paskudnie, co było dziwne, wszak nie posiadał tchawicy, strun głosowych czy innych takich dupereli, które potrafią powietrze wprawić w odpowiednie drganie. Swoją drogą, zawsze Erica zastanawiało, czy szkielety przestrzegają higieny osobistej. W końcu nie od parady miały te paskudnie mocne zębiska, na które każdy poszukiwacz skarbów musiał wiecznie zważać. Eric szybciej podniósł się na nogi, momentalnie wyciągnął miecz i kopniakiem posłał wstającego niezgrabnie szkieletora z powrotem na górę złota. Monety z radośnym brzdękiem wzbiły się w powietrze, kilka z nich z cichym pluskiem wpadło do sadzawki, a drewniana noga w końcu się na coś przydała. Kościej zawistnie ciął szablą z pozycji leżącej w stronę nóg Erica. Ten uskoczył zgrabnie, znalazł się po lewej stronie szkieletu, blisko żeber. Zamachnął się zza pleców, chcąc niemal przeciąć kościotrupa na pół. Szkielet przeturlał się na bok i wskoczył na górę złota. Eric podążył za nim, stąpając niepewnie po złocistych monetach. Doszło do krótkiej wymiany ciosów w iście epickiej scenie pojedynku. Eric nacierał, ale przeciwnik parował każdy cios. Cięcia szły z każdej strony, na odlew, po skosie, zza pleców, na czaszkę. Skorodowana szabla szkieletu amortyzowała jednak za każdym razem wszystkie uderzenia. Szkielet jednak cały czas się cofał wobec naporu Erica. W pewnym momencie stracił równowagę i potoczył się w dół. Kuternoga błyskawicznie skoczył za nim, raz jeszcze sprzedał mu kopniaka z drewnianej nogi prosto w czaszkę, odskoczył na do tyłu, zamachnął się na poziomie bioder i wraził ostrze prosto w kościaną głowę. Czaszka pękła z nieprzyjemnym trzaskiem i odłączyła się od reszty szkieletu. Stoczyła się po zboczu góry monet, kilka razy odbiła z głuchym stukiem po posadzce i z cichym pluskiem wpadła do wody. Eric z zawiścią kopnął resztę niewładnego już ciała z powrotem do sadzawki.
- Do usług, Pani Kapitan - uśmiechnął się szelmowsko i ukłonił lekko, układając klingę wdłuż boku.
Gordian Morii:
Elis nawet nie zdążyła się uśmiechnąć gdy z wody wyskoczyło... Tak wyskoczyło, wypełzło. Jeszcze 15 innych szkieletów. Nagły podmuch wiatru poruszył płomieniami pochodni, które nie zgasły jednak a tylko zamigotały rzucając przedziwne cienie na ściany komnaty.
Szieletory rzuciły się do walki atakując przerdzewiałymi szablami całą załogę, która najpierw zareagowała krzykiem, ale później już dzielnie chwyciła za broń.
Gordian wyciągnął pistolet i mierząc w łeb jednego z wynurzających się przed nim szkieletów wystrzelił prosto w blady czerep. Kości rozprysnęły się pod wpływem uderzenia, a dodatkowe cięcie szablą dokończyło dzieła zniszczenia. Padający szkielet zdążył jeszcze drapnąć, lecz pazury przejechały tylko po stalowych nagolennikach marszałka.
14x szkielet
Eric:
Eric uskoczył za górę złota, zdjął z pleców łuk i wyjrzał zza sterty monet na pole walki. Jeden szkielet zachodził Gordiana z boku, na dodatek był osamotniony, więc stanowił doskonały cel. Skryty w chłodnym gniazdku pełnym klejnotów kuternoga sięgnął po strzałę z kołczanu, założył ją na cięciwę. Cel powoli zbliżał się do Gordiana, zostało mu może jeszcze sześć czy siedem kroków. Akurat tyle, by Eric mógł naciągnąć cięciwę i wypuścić strzałę. Ta poszybowała w powietrzu ze złowróżbnym świstem i wbiła się wprost w czoło szkieletu. Zbieranina kości trzymana do kupy przez cholera wie jaką klątwę rozsypała się tuż pod nogami wicehrabiego. Eric uśmiechnął się z satysfakcją i wypatrzył kolejny cel. Głupie szkieletory, bezmyślnie nacierające na innych marynarzy, kiedy ze swojej doskonałej kryjówki mógł ich po cichu zdejmować jeden po drugim. Tak przynajmniej sądził, dopóki tuż za jego plecami nie zabrzmiał dźwięk deptanych przez kościste stopy monet. Niemal cudem uniknął cięcia skorodowanej szabli. Stoczył się w dół góry złota, upuszczając przy tym łuk. Jeszcze w pozycji leżącej dobył miecza, właśnie dzięki temu zdążył sparować śmiertelne cięcie nadchodzące od góry wprost na niego. Odturlał się w bok, podniósł na kucki i błyskawicznie zblokował kolejne cięcie szkieletu. Postarał się o to, by parada zbiła ostrze szabli nieco w bok, by wytrącić przeciwnika z równowagi i w tym samym momencie zaszarżował, napierając dłońmi na korpus kościeja. Kiedy tamten leciał do tyłu, Eric zamachnął się potężnie znad ramienia i wraził miecz w czaszkę przeciwnika. Ostrze z gruchnięciem zanurzyło się na kilka centymetrów w tkance kostnej. Niedoszły marynarz wyciągnął klingę, schował ją do pochwy i wrócił po łuk. Wypatrzył jeszcze jeden odpowiedni cel, wziął poprawkę na wiatr, którego nie było i popisał się wyborową celnością. Kolejna strzała utkwiła w pustym oczodole jednego ze szkieletów.
11x szkielet
30 - 2 = 28 żelaznych strzał
Gordian Morii:
Strzały latały, broń trzaskała, ktoś tam darł ryja, bo Matt będzie miał do przykręcenia kolejną nogę. - standardowa walka w pełni.
Gordian wyjął drugi z pistoletów i postanowił wspomóc załogę, gdyż marynarze bardziej bronili się niż atakowali. Elis tylko jako ta amazonka pięknie rozpieprzyła łeb szkieletu strzałem z przyłożenia. Nie można było powiedzieć, że było to odstrzelenie czaszki, a raczej jej anihilacja. Odłamek kości przeleciał tuż przed nosem marszałka.
-Ej! Co to za przelatywanie przed nosem? To nie jest autostrada! Tu ludzie chodzą! - powiedział niezadowolony i pobiegł dalej. Autostrata? Autostrada? Co kurwa?
Posuńmy jednak akcję nieco do przodu, a nie rozwódźmy się zbytnio nad nieistniejącymi w tym uniwersum słowami. Dzierżąc w jednej ręce szablę a drugiej pistolet skoczył na pomoc towarzyszom, przyjmując prawie natychmiast cios na płaz ostrza. Nie siłował się z ożywieńcem, nie miał zamiaru nawet tego zbijać. Korzystając z chwilowego impasu podniósł broń dzierżoną w ręce lewej i wystrzelił prościutko w pusty czerep wybijając w potylicy konkretną dziurę. Cios pięścią w pozostałości łba wystarczył, gdyż stalowa rękawica miała wystarczająco dużą siłę, aby rozbić naruszoną konstrukcję czaszki z której uszło życie.
8x szkielet
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej