Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?

<< < (13/18) > >>

Eric:
- Aha - krótko potwierdził zakończenie procesu przetwarzania informacji. Tymczasem pierwsza łódeczka już niemal została pochłonięta przez otwór gębowy czaszki, który w istocie był dość efektownym wejściem do wnętrza jaskini. Może przez efehidońskie magazyny mody nie zostałby nazwany stylowym, może niektórzy mówiliby, że nie jest "w dobrym guście", ale trzeba było przyznać, że robił piekielnie mocne wrażenie.

Gordian Morii:
ÂŁodzie dobiły do brzegu wewnętrznej zatoczki czy tam nawet kanału. Marynarze opuścili szalupy wyjęli pochodnie i odpalając jedna po drugiej ruszyli wgłąb jaskiń w poszukiwaniu skarbca.
Gordian wysiadając podał rękę pani kapitan, ułatwiając jej wysiadkę, na co ta zareagowała ledwie prychnięciem rozkapryszonej smarkuli (ale ta smarkula była przecież jedną z najlepszych części składowych) i korzystając z pomocy wysiadła na brzeg.
- No to idziemy. - powiedział, a właściwie stwierdził niezwykle odkrywczą rzecz i wszyscy powoli ruszyli wgłąb jaskini nasłuchując z przejęciem każdego dźwięku który mógłby zdradzić obecność przeklętych strażników, bądź co bardziej prawdopodobne skarbczyka pełnego gotówki.

Eric:
- Przytulnie tu - rzucił, mrużąc oczy w półmroku. ÂŚwiatło pochodni, którą trzymał w dłoni, oświetlało tylko niewielki obszar wokół niego, rzucając charakterystyczne, dynamiczne cienie pląsające po ścianach jaskini niczym jakieś tajemnicze malowidła przedwiecznych. Idąc, trzymał się blisko chropowatej ściany, jak również Pani Kapitan i Gordiana. Wewnątrz nadal było słychać przyjemny szum fal rozbijających się na zewnątrz o ściany jaskini. Skaaarbie, gdzie jesteeeś? Jak tu wywabić skrzynię pełną złota? Cip, cip, cip nie wydawało się najbardziej odpowiednie...

Gordian Morii:
Schodząc coraz głębiej w czeluści jaskini znajdowaliście bardzo dużo śladów obecności ludzi. Jednym z takich szczególnie częstych były uchwyty z dawno zgaszonymi pochodniami, które mimo upływu lat z lekkim trudem, ale odpalały się od pochodni Gordiana oświetlając korytarz, którym zmierzali na sam dół. Prócz tego pełno tu było rozbitych skrzyń, pustych beczek, połamanych wioseł i pordzewiałej broni. Znaleźliście też kilka czaszek pochodzenia ludzkiego, oraz kilka większych, których właścicielami byli zapewne orkowie.
Na samym dole korytarz się rozszerzał tworząc wielką komnatę zalaną wodą, na środku której była wysepka. A na wysepce... standard. Złoto, biżuteria, klejnoty, co kto chciał i lubił. Wszystkiego było tam, że się tak wyrażę od chuja.


- Ajj!! - zakrzyknęli uradowani marynarze widząc takie góry złota.
- Widzisz? Mówiłam, że znalazłam skarb. Tera możesz mi mówić Lady Elis, bo z takim bogactwem zaraz znajdę sobie bogatego hrabiego, albo barona. - powiedziała patrząc na Gordiana wzrokiem typu "miałam rację, miałam racje, łyso Ci"
- No wiesz, tak po prawdzie to jestem wicehrabią i nie sformalizowałem jeszcze swojego związku. - odpowiedział jej Gordian szczerząc zęby w uśmiechu. Szeeerokim uśmiechu.
-Chciałbyś... nie dla Ciebie to ciałko. - odparła i wyzywająco poddźwignęła rękoma obydwie piersi napierające na jej kubrak.

Eric:
- Nie sądzicie, że jak na legendarny, przeklęty skarb, to poszło nam trochę za łatwo? - powiedział bezmyślnie, nie zdając sobie sprawy, że zwykle właśnie po takich słowach wszystko zaczyna się komplikować. Eric podszedł bliżej sadzawki i przejrzał się w tafli wody. Przykucnął nad jej brzegiem i rozejrzał się czujnie dookoła. A ta przeklęta załoga to gdzie się podziała?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej