Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?
Eric:
Nazwa wyprawy: Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę, a przy okazji potem parę pirackich karków przetrącić, złota się nachapać i talentów do kieszeni napakować?
Prowadzący wyprawę: Gordian
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Bycie Ericem
Uczestnicy wyprawy: Eric, Gordian
Palce Erica natarczywie nacierały na łepetynę w akcie strapionego drapania się po głowie.
- Czego może ode mnie chcieć marszałek? - zapytał sam siebie, kierując się w stronę pośledniego przybytku w porcie Atusel. Jak się tak dłużej zastanowił, to chyba nigdy jeszcze tej tawerny nie odwiedził. Miał okazję nadrobić braki i przy okazji poznać powód zagadkowej prośby Gordiana Morii. Nigdy się przecież nie poznali, a marszałek miał do niego jakąś sprawę. Wnosząc po swojej sprawności, nie pociągały go w nim raczej zabójcze zdolności bitewne. Nie przypominał też sobie, żeby w jakiś sposób spektakularnie manifestował swój intelekt czy inne specjalne zdolności. Nękany podobnymi myślami usiadł na wysokim krzesełku przy ladzie. Usadowił się wygodnie i bacznie wyglądał na drzwi, czekając na swojego pracodawcę.
// Wybacz Gordiu, staromodny jestem, kiedyś takie rzeczy do końca się załatwiało po karczmach. ;[
Gordian Morii:
- Czego? - zapytał oberżysta kulturalne - - Szanowny Pan sobie życzy? - dokończył po krótkiej chwili ujrzawszy przejawy zażenowania i jakiejś pogardy w Twoich oczach.
- Ogólnie to muszę powiedzieć, że dużo rzeczy jest już średnio zdatna do jedzenia, to też polecam najpierw rum, potem rum, następnie na odmianę odrobina rumu, a później możesz pan jeść co chcesz, bo nawet stary but będzie smakował jak delicja z Obieżyświata.
Eric:
- Czekam na kogoś - odparł krótko. Propozycja rumu słodko brzmiała w jego uszach, ale musiał odmówić. - Nie będzie to bynajmniej kompan do chlania, więc wolałbym pozostać trzeźwy - poinformował oberżystę, zbywając go lekceważącym gestem dłoni.
Gordian Morii:
W tym czasie Gordian właśnie przeciągał się w swym wielgachnym łożu gdzieś tam daleko w stolicy, gdzie odsypiał ostatni nocny wypad z Themo. Po jego prawicy leżała piękna, rudowłosa elfka zaś z lewej strony wierciła się ciemnowłosa maurenka.
- Oj moje drogie panie, chyba trzeba powoli wstawać, bo już południe dawno minęło. A ja jeszcze do Atusel muszę się udać. - powiedział budząc dwie nadobne niewiasty, które razem z nim posnęły dopiero wraz z pierwszymi promykami wschodzącego słońca.
- Oj tam Atusel nie zając...- odezwała się Lilith dokładniej przykrywając się kołdrą.
- Masz rację, kochana. Pójdziesz i znowu nie będzie Cię trzy dni. A my musimy się użerać z tymi chłopami. - dodała Yasmin'a.
- Może i macie rację, jeszcze pół godzinki.
Tymczasem w Atusel, Eric nudził się niemiłosiernie co chwilę zaczepiany przez jakieś portowe dziwki i szukających przygód korsarzy.
Eric:
- Rrrrrwa! - przekleństwo po kolei przybierało kolejne fazy głośności. Zaczęło jako zaledwie niedosłyszalny bluzg, zwykła sugestia klątwy. Skończyło natomiast jako obietnica wiązanki, którą każdy psubrat, korsarz i ambitny majtek powinien zapisać w podręcznym notatniku i zachować na długie lata.
- Barman! - skinął głową na mężczyznę krzątającego się za ladą. - Dla mnie rum! A dla tej pani jakiś wymyślny drink ode mnie - wskazał kiwnięciem głowy na urokliwą kobietę siedzącą kawałek dalej po jego lewej stronie. W karczemnym tumulcie słowa Erica nie dotarły do jej uszu. Zza pazuchy wyciągnął garść monet - Tylko mi tu fuszerki nie odstaw! - pogroził, z głośnym brzękiem rzucając na ladę grzywny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej