Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?

<< < (15/18) > >>

Eric:
Jeden ze szkieletów przejawiał niecodzienną śmiałość. Miał bowiem zamiar przystawiać się do Pani Kapitan! Już Erica w tym głowa była, by to udaremnić. Zupełnie jak w transie sięgnął po strzałę, założył ją na cięciwę, naciągnął, wstrzymał oddech... I wypuścił. Pocisk powędrował z ogromną prędkością prosto w płat czołowy szkieletu. Strzała utknęła w tkance kostnej na dobre, wokół niej zarysowały się grube pęknięcia. Impet uderzenia rzucił kościotrupa na ziemię, czaszka oderwała się od reszty ciała i potoczyła po ziemi tuż pod nogi Pani Kapitan ze strzałą żałośnie sterczącą w bok. Eric tylko uśmiechnął się przepraszająco i sięgnął po kolejną. Szeregi szkieletów już wyraźnie się przerzedziły. Kolejna strzała wypuszczona przez kuternogę dołożyła swoją cegiełkę do dzieła zniszczenia, wbijając się w oczodół jednego z nich. Wtedy Eric wyskoczył zza góry złota, zręcznym susem pokonał sadzawkę i w biegu dobrał miecza. Jeden niezgrabny szkielet już wychodził mu na powitanie z całkiem solidnym poprzecznym cięciem. Eric zbił atak przeciwnika w bok, błyskawicznie obszedł go półkolem i wykorzystując lukę w obronie siepnął na odlew w żebra. Kościotrup zdążył trochę odskoczyć, ale ostrze i tak dosięgnęło kilku bardziej powierzchownych kości. Rozochocony dobrym trafieniem kuternoga zaszarżował. Zamachnął się zza pleców wprost na czaszkę szkieletu. Ten spóźnił się nieco z paradą, toteż impet ciosu został zaledwie osłabiony, bo celu i tak dosięgnął, tyle że większych szkód nie narobił. Krzyżowali właśnie miecze, gdy Eric po raz kolejny zrobił użytek z drewnianej nogi. Kopnął nią prosto w kość piszczelową szkieletu, posyłając go na kolana. Wykończenie przeciwnika było zwykłą formalnością. Czaszka gruchnęła głucho, gdy ostrze Erica przeszyło ją od góry. Dźwięk był okropny. Tego najbardziej nienawidził w walce ze szkieletami. Tego i mocowania się z mieczem, gdy na dobre utknął w tkance kostnej.


5x szkielet
28 - 2 = 26 żelaznych strzał

Gordian Morii:
Walka szła wszystkim doskonale, nawet marynarze widząc kolosalne zwycięstwo, jakie szerzyła ledwie trójka członków załogi "Zemsty księżniczki" przejęła inicjatywę i wspólnymi siłami rozpieprzyli dwa szkielety. Elis nie próżnowała, gładko cięła swoją szabelką obcinając to i tamto jednemu z kościejów, na samym końcu obcinając mu czerep, który prysnął skruszony obcasem jej buta.
- Dawać chłopaki! Jeszcze tylko dwa!

Na co oczywiście zareagował marszałek, który szybko przeszedł do konfrontacji z innym szkieletem. Opuszczona nisko szabla i potworny grymas kościeja mógłby być jedną z ostatnich rzeczy jaką zapamiętałby, gdyby przegrał tę walkę. Ale nie przegrał, uderzył mocnym ciosem z barku. Czarne ostrze jego admiralskiej szabli rozcięło z sykiem powietrze, a później lądując na broni umrzyka dosłownie przecięło ją jak kartkę pergaminu razem z całym barkiem, który odpadł od kręgosłupa i wylądował w zmętnionej wodzie. Bezbronny już praktycznie szkielet kłapał zębami w niewiadomym zamiarze.
Requiescat in pace! - rzucił mu tylko Gordian przykładając dwa palce lewej ręki do czoła w goście jakiegoś tam salutu i odciął mu łeb czystym cięciem.

Pozostał jeden szkielet.

Eric:
- I co to ma niby znaczyć? - krzyknął do Gordiana, który ewidentnie zaczynał za bardzo szpanować. W tym samym czasie był członkiem dość intensywnej i dynamicznej wymiany ciosów. Pozwolił sobie na zepchnięcie się do obrony. Ruchy szkieletu nie były jednak nader szybkie. Eric konstatował, że jest to pewnie wynikiem braku ścięgien, włókien mięśniowych i takich tam. Jedna parada, za chwilę druga... Zaskakujące cięcie od lewej i sprytny unik, który pozwolił się mu przemieścić na flankę szkieletu. Głowicą rękojeści solidnie siepnął go w czerep. Na czaszce pojawiły się drobne pęknięcia, a kościotrup zatoczył się żałośnie do tyłu. Eric doskoczył gwałtownie i wypuścił szybkie, poprzeczne cięcie. Jednoręczny, niedbały blok szkieletu skończył się na tym, że impet uderzenia niemal oderwał mu kościste ramię od reszty ciała. Eric doskoczył jeszcze dwa kroki i ciął precyzyjnie w skroń. Znów to nieszczęsne chrupnięcie i miecz utkwił do połowy w paskudnej czaszce.
- No i po robocie.
0x szkielet

Gordian Morii:
Gordian zabrał jedną z szabel i przypiął ją sobie do pasa.
- Podobno niektóre potwory boją się żelaza. Dziwne nie?
-Ano dziwne. Brać worki i pakować to złoto. Dzielimy to później na okręcie. Migiem. - powiedziała dziewczyna przymierzając gustowny pierścień z pięknym szmaragdem.
Cóż było więc robić i na co czekać, załoga ochoczo wyciągnęła torby, worki i skrzynki, które jeszcze nadawały się do użytku i zaczęła ochoczo ładować złoto do ich wnętrza.
- ÂŻebyśmy nie przeciążyli tym okrętu hehehehe.

Eric:
- Spokojna twoja rozczochrana - rzucił tylko do strapionego marynarza i zabrał worek dla siebie. Kątem oka zauważył zielony błysk na palcu Pani Kapitan. Uśmiechnął się szelmowsko, bo przebiegły plan zaświtał w jego głowie. Góra skarbów stanowiła nielada wyzwanie dla załogi. Mimo sporej liczby rąk i worków, drogocennych artefaktów i złocistych monet ubywało w wolnym tempie. Eric łapczywie wszystko zagarniał, uważnie jednak poszukując pewnego konkretnego elementu biżuterii. Monety zsypywały się do worka, tworząc istną lawinę ze złota. Prawdziwy raj niegodziwego łupieżcy. Wtem, ni stąd ni zowąd, zielony błysk znowu padł na siatkówkę jego oka. Tym razem jego źródłem był piękny naszyjnik ze szmaragdem, dokładnie to, czego szukał. Z zalotnym uśmieszkiem zbliżył się do Elis i nim zdążyła zaprotestować, czy nawet zorientować się, co się dzieje, zapiął jej naszyjnik na szyi.
- No, teraz jest idealnie - bąknął, mierząc kobietę rozmarzonym wzrokiem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej