Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?
Eric:
- Gordiu, ledwie odzyskałem stopę, nie chcę od razu pójść na dno - zrobił smutną minę, komentując wyczyny już wkrótce interkontynentalnego handlarza i hegemona imperium wszelkich wyrobów rzemieślniczych. Nie wiedząc za bardzo, co ze sobą zrobić, podążył za Elis na dziób, niczym wierny i lojalny towarzysz. Czyż nie tam właśnie dochodziło do najbardziej namiętnych uniesień? Już widział oczami wyobraźni tę scenę, była wyraźna jak na dłoni, splatające się ciała dwojga bohaterów... Na granicy słyszalności, niczym bzyczący natrętnie komar, dała się już usłyszeć cichą i delikatną pieśń Celine Dion. Prędzej, Ericu, prędzej, nim ktoś zmieni płytęęę!
Gordian Morii:
Nieprawdopodobne wręcz umiejętności Gordiana Morii, a właściwie KAPITANA Gordiana Morii wyprowadziły bryg z labiryntu raf i zabójczych skał, które przez te kilkadziesiąt minut groziły rozpruciem kadłuba i zatopieniem jednostki. But, not today. Zemsta Księżniczki wpłynęła w piaszczystą cieśninę cały czas prowadzona przez dziwny kompas.
- Kotwica w dół! - krzyknął wreszcie Morii z wysokości mostka a wielki stalowy hak wpadł w głęboką na ledwie 4 metry krystalicznie czystą toń.
-Przygotować szalupy, jesteśmy na miejscu! - zakomenderowała kapitan Elis
- Pani kapitan, ale gulasz już ciepły, a ziemniaki się ugotowały. - ochoczo zareagował Fill.
- No dobra, zjedzcie, a później do szalup. - powiedziała zrezygnowana kapitan, a później drapiąc się po nosku wróciła do swojej kajuty.
Eric:
Sama bliskość lądu sprawiła, że od razu poczuł się ociupinkę lepiej. Nie pozbawiła go jednak uczucia głodu, które ssało mocno w jego żołądku. Apetyt co prawda nie dopisywał mu już jak wcześniej, ale miski gulaszu z ziemniakami nigdy by nie odmówił.
- Zwracam honor - pochwalił Gordiana i klepnął go przyjacielsko po ramieniu. - To co, na wyżerkę, hm? - rzucił i wręcz poszybował do mesy, gdzie o grubość cienia wyprzedził nader zapalczywego Matta. Ach, te pięknie zastawione stoły, a czyjaż to była zasługa? Pod czaszką wystosowana jedna, jedyna komenda: jeść, jeść, jeść! Gulasz pachniał wyśmienicie, Eric zaś żywił szczerą nadzieję, że nie zawierał elementów tak niespodziewanych i ekskluzywnych, jak obcięty przypadkiem palec marynarza, fragment toczonego grzybicą paznokcia czy pukiel tłustych włosów, który w jakiś dziwny sposób oderwał się od czaszki. Zanurzona w misce drewniana łyżka przetrwała (Eric stosował ten test już od dawien dawna, miał więc wymagane doświadczenie), więc specyfik ewidentnie był jadalny, wziął się zatem ochoczo za pałaszowanie. Lekko przesolone ziemniaki nie przeszkadzały w zachwycie nad smakiem całkiem przyzwoitego, mięsnego gulaszu. Biedne świnki. Chętnie zalałby posiłek kropelką rumu.
Gordian Morii:
Bo biesiadzie przyszedł czas na tak zwaną "zapojkę" która to z kolei zakończyła się ostrym piciem. W trakcie tego jakże niezwykle przejmującego przyjęcia Gordian gdzieś zniknął, a zaraz zanim zniknęła również pani kapitan. Oj nie! Nie pomyślcie sobie, że zniknęli gdzieś razem, nie, nie. Pani kapitan odnalazła się w swojej kajucie, a Gordian powrócił dopiero nad ranem, zwyczajnie zszedł na ląd.
Jak już powiedziano nad ranem wrócił Gordian. Ociekając jeszcze wodą ubrał leżący gdzieś tam obok masztu pancerz i przecierając wilgotne od słonej wody czoło zapukał do kajuty Elis. Ta otworzyła mu drzwi po dłuższej chwili, co zdradzało, że mimo wszystko została obudzona. Potwierdzał to też fakt niezbyt wyjściowego wyglądu, który wedle wszelkich mądrości ludowych pozwalał sprawdzać urodę kobiet. Bo podobno naturalne piękno kobiety ocenia się w momencie wstania z łóżka. A warto zauważyć, że w tym momencie urodę pani kapitan można by oceniać jako bardzo zadowalającą, a więc górne granice.
- Znalazłem, miałaś rację. - powiedział -Ogarnij się Słonko i schodzimy na ląd, bo przygoda czeka. - dodał i pstryknął dziewczynę w lekko zadarty nosek.
Eric:
Nic tak nie zacieśnia więzów jak wspólny posiłek i popijawa, to też Eric zdążył się już zakumplować z połową załogi, a za paroma jednostkami zdolny byłby skoczyć w ogień. No, po przejściu kaca przynajmniej. Do tego czasu nawet klinu by psubratom nie oddał, choćby za skarby Drewnianej Nogi! Co do drewnianej nogi... Takowej posiadacz właśnie zwlókł się ze swojej koi i niechętnie poczłapał w stronę górnego pokładu. Podmuch świeżego powietrza trochę go orzeźwił. Przysłoniwszy nieprzywykłe do dziennego światła oczy grzbietem dłoni podszedł do gawożącego sobie w najlepsze z Panią Kapitan Gordiana. I choć promienie słońca nieustannie katalizujące promieniujący ból w jego czaszce zdecydowanie zaburzały wszelkie funkcje komunikacyjne, zdobył się nawet na kilka słów!
- Dzień dobry - wyraził subiektywną opinię. - Pan najlepszy kapitan tej części świata, to gdzie się po nocy szlajał, hm?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej