Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?

<< < (7/18) > >>

Eric:
Eric przełknął głęboko ślinę. W wyobraźni zamajaczył mu widok rozgrzanych do czerwoności szczypiec, tnących bezlitośnie nożyc i niemiłosiernie ostrych igieł. To było głupie, prawda? Przecież nie było się czego bać. Raz, dwa i po sprawie. Nie powinien mieć co do tego żadnych wątpliwości, był w końcu dorosły. A jednak... Cóż to za niepokój wpijał swe oślizgłe palce w jego kark? Nie dając po sobie niczego poznać, acz wyglądając na nieco bardziej spiętego niż chwilę wcześniej, udał się do kajuty Pani Kapitan. Nie w takich okolicznościach planował tu zawitać. Tylko nie nabrudzić mi tam... Co to u licha miało znaczyć? Na twarzy Erica pojawił się uśmiech podenerwowania. Matt, obyś faktycznie był cholernym specjalistą!
- Matt... - wydusił - Bądź delikatny. Przywiązałem się do tej kończyny - oznajmił poważnie.

Gordian Morii:
- Spoko luz! - powiedział mężczyzna kładąc na podłodze kajuty skrzynię wypełnioną jakimiś pierdołami. Pierwsze co zrobił to wyjął ze skrzynki wielkie krawieckie nożyce i rozciął Ci spodnie na wysokości kolan obcinając kolejno jedną i drugą nogawkę. Następnie zdjął Ci buty, które wg mnie powinny być zdjęte jako pierwsze i kazał Ci się położyć na stole. Kikut był już ładnie zrośnięty i zaleczony więc nie powinno być żadnego problemu z mocowaniem protezy.
- No to teraz będziemy się bawić. - powiedział i wyciągnął ze skrzyni jakieś szczypce, którymi zmierzył dokładną średnicę nogi i jej wypukłość. Z dna wygrzebał jakąś surową protezę w kształcie stopy i przykładając Ci ją do kikuta zaczął ją przymierzać.
- Taa.. Tu trochę, za wąsko, więc się przypiłuje. - mówił do siebie gładząc drewno jakimiś pilnikami i dłutami. Po kilkudziesięciu minutach pracy przymierzył ją znowu i zamlaskał z zadowolenia.
- Jak oryginalna. - powiedział sam do siebie i odkładając nogę na stolik wyjął teraz jakiś słój wypełniony wodnistą substancją. Grubym pędzlem z końskiego włosia zaczął nasączać drewnianą protezę owym płynem, który pozostawiał na jej wierzchu lekko szklistą powłokę odbijającą światło.
- - To wydzielina z takiej jednej ryby, wymieszana z sokiem dżunglowego drzewa. Sprawi, że proteza nie będzie butwiała przy kontakcie z wilgocią, ale za to stanie się bardzo łatwopalna. Więc trzeba uważać przy ogniskach z grzaniem stóp. - powiedział i podrapał się w łysą głowę.
Następnie odłożył protezę do wyschnięcia, a sam zajął się przygotowywaniem uprzęży, którą mocowało się pod kolanem. Kilka prostych obejm ze skórzanych pasków, które ciągnęły się ku dołowi, aż do miejsca w którym miała być zamocowana proteza.
Po dwóch godzinach "zabawy" ostatecznie przyłożył Ci protezę do kikuta i zapiął pasy mocujące ją do nogi.
- Gotowe, przetestuj. No niestety nie zgina się, bo do tego trzeba by było wklepać tam jakiś zawias, ale jak dla mnie to za dużo z tym wszystkim roboty. Biegać po wantach nie będziesz, ale już po prostym, z wyższym bucie, raczej nie będziesz miał problemów. - powiedział i pomógł Ci wstać.

//:Jej 7000 post będzie, taka okazja, żeby dostać nową stopę!

Eric:
Eric z namaszczeniem dotknął drewnianej stopy. Przy reszcie organicznego ciała wyglądała jak maureńskie dziecko adoptowane do tradycyjnej, efehidońskiej rodziny, ale postanowił dołożyć wszelkich starań, by szybko została zaakceptowana jako jej pełnoprawny członek. Wstał i przeszedł na próbę kilka metrów. Poruszał się jeszcze trochę niezgrabnie, ale przynajmniej pierwszy raz od prawie tygodnia nie musiał utykać. Z czasem powinien nabrać wprawy, a wtedy nawet bieganie po wantach nie będzie stanowić problemu. Szczególnie przy odpowiednich akrobatycznych zdolnościach.
- Dzięki, Matt - klepnął łysego bosmana przyjacielsko po plecach - Ratujesz mi dupę.
Każdy krok odbijał się głuchym stukiem drewna. Nad tym trzeba było popracować. Robienie niepotrzebnego hałasu mogłoby pewnego dnia doprowadzić do zguby. Tak czy owak ta nowa sprawność niesamowicie go radowała. Miał ochotę pląsać jak polna rusałka, krzyczeć z radości i wznieść toast. Miast tego w głowie zaiskrzyła mu pewna myśl. Zawadiackim krokiem podszedł do Pani Kapitan.
- Może ochrzcimy moją nową stopę w szalonym tańcu, droga Pani Kapitan? - uśmiechnął się szarmancko, lekko skłonił i zachęcająco, acz nienatarczywie wyciągnął w stronę kobiety dłoń. ÂŻywił szczerą nadzieję, że taki pokaz bezczelnej bezpośredniości nie wytoczy w jego ciele rany postrzałowej.

Gordian Morii:
-Ha, ha ha ha, nie rozpędzaj się tak kochasiu, na tańce przyjdzie czas kiedyś tam, ale nie teraz. - odparła pani kapitan i weszła do swojej kajuty by sprawdzić czy nie na brudziliście.
- Macie szczęście. - powiedziała tylko i zamknęła drzwi zostając w środku.
Statek natomiast płynął już dosyć szybko przecinając swym dziobem kolejne fale. Zbliżali się sukcesywnie do archipelagu małych wysepek, leżących kilka mil morskich na południe od gminy Polamin.
Gordian natomiast siedział na beczce oparty plecami o barierkę schodów, które wiodły na mostek. Czyścił broń dokładnie polerując zewnętrzną i wewnętrzną część lufy.
- Widzę, że jeden z naszych problemów został rozwiązany. Przydałby Ci się teraz jakiś pancerz, żeby uchronić tę nogę. Ale mniejsza... resztę problemów myślę, że już mógłbym rozwiązać. Pieniądze i doświadczenie na lepszy start możesz łatwo osiągnąć współpracując ze mną. Planuję otworzyć wielką kompanię handlową z kontynentem, ale najpierw muszę przygotować ku temu grunt. Zlikwidować przemyt, wzmocnić lokalnych kupców i rzemieślników i zabezpieczyć trasy żeglugowe przed korsarzami i piratami, a to wymaga współpracy kilkudziesięciu kapitanów, wiec jak widzisz praca jest. Wystarczy trochę chęci.

Eric:
- A czym dokładnie chcesz handlować z kontynentem? Poza tym z tego co wiem, większość jest okupywana przez Meaneba. Jego demony niekoniecznie będą zainteresowane skupem owczych skór czy innych takich - zamachał gwałtownie rękami, obrazując całą paletę towarów, jakimi demony nie będą zainteresowane.
- Chyba że w grę wchodzą dusze śmiertelników - zarechotał. - Nie mniej jestem zainteresowany. Handel morski to doskonały pomysł. Logiczny kierunek dla rozsądnych przedsiębiorców po opadnięciu mgły. Tylko że na żegludze to ja się znam co najwyżej średnio. A właściwie w ogóle. Cud, że mnie jeszcze na tej łaj... - rozejrzał się czujnie dookoła, wszak maszty mają uszy! - tym okręcie nie zemdliło.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej