Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?

<< < (6/18) > >>

Gordian Morii:
"Niedościgniony", który na tych wodach miał opinię najszybszego okrętu, chociaż oczywiście było to nieprawdą z uwagi na fakt, że "ÂŁowca burz" dowodzony przez jednego z najlepszych i najbardziej doświadczonych (przy okazji najskromniejszego) z kapitanów Valfden brał go jak marynarz portową dziewkę, powoli zbliżał się do brygu kapitan Elis, która w oczekiwaniu na spotkanie złapała się wanta i weszła na reling eksponując swoje zgrabne ciało w promieniach porannego słońca.
- Rzucaj! - krzyknął bosman, a kotwiczki ze świstem wylądowały za relingami fregaty i wczepiając się zadziorami w wystające części burt powoli dociągnęły okręty do siebie. Rzucono trap, a na mostku pojawił się kapitan Hugo.
- Mam nadzieję, że masz ważny powód, żeby mnie zatrzymywać.
- zapytała zadziornie bawiąc się włosami.
- Gdzieżbym śmiał nie mieć. - odparł stary żeglarz - Przywiozłem Ci gościa. - powiedział i wskazał ręką na stojącą pod grotmasztem postać, która w tym momencie drgnęła i wolnym krokiem zbliżyła się do trapu.
- Ahh, Pan Marszałek.. - powiedziała gdy Gordian przechodził na pokład mniejszej jednostki i wyciągnęła w jego stronę dłoń.
- Witaj moja droga... pani kapitan. - dokończył po chwili pauzy i nonszalancko ucałował drobną rączkę dziewczyny.
- Ukradłaś mi kogoś, nieładnie tak. - powiedział i pogroził jej palcem.
- Oj tam, oj tam. Potrzebowałam członka załogi, a ten ptaszek był tam taki samotny hihihi. - zaśmiała się.
Załoga fregaty odrzuciła kotwiczki abordażowe, trap został wciągnięty a żagle ponownie wciągnięto na maszty. Niedościgniony wykonał zwrot i żegnając się marynarskim "Ahoj" ruszył wodnym traktem prosto na północ, by ostatecznie za kilka dni dopłynąć do portu na Doral.

Eric:
- Pan marszałek? Gordian Morii? - wydedukował ze zdumieniem. Zmierzył go podejrzliwym wzrokiem. Pośrednio to właśnie przez niego się tu znalazł. Gdyby nie był tak opieszały... Ale Eric przecież o tym nie wiedział.
- Czekałem na pana w Atusel... Ale przejęła mnie Pani Kapitan. Doprawdy nie mogę sobie przypomnieć, jak do tego doszło - wytłumaczył się z uśmiechem zakłopotania.
- Nie mniej sprawił pan sobie dużo trudu, by do mnie dotrzeć. Czym sobie zawdzięczam to nagłe zainteresowanie moją osobą?

Gordian Morii:
- Witaj. - wyciągając dłoń w kierunku mężczyzny.
- Po pierwsze Gordian, jeśli chcesz pogadać z Marszałkiem Koronnym Gordianem Morii, wcehrabią Verran, to zapraszam do pałacu. Tam bywa najczęściej. U mnie na pokładzie kapitan, a w każdej innej sytuacji po prostu Gordian. - mówił, chociaż nie miał zamiaru skończyć.
- Chwali się to, że czekałeś, lecz widać jak się ma w porcie taką lisicę, to trzeba uważać, bo każdego "ptaszka" jest w stanie wyrwać nawet z zamkniętej klatki. A dlaczego się Tobą zainteresowałem? Powiedzmy, że po starej dobrej znajomości. Mój przyjaciel powiedział, że masz problem, obaj wiemy jaki. Wiszę mu przysługę, więc chciałem Ci pomóc, ale najwyraźniej plany lekko się zmieniły i muszą poczekać. Bo płyniemy teraz do.. - tu zwrócił się do pani kapitan
- Do Gardzieli Umrzyka.- odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna spotykajac się z dziwną miną Gordiana.
- Gdzie? Przecież to są bajki.
- Chciałbyś.

Eric:
- Rozumiem - odparł krótko. Zastanawiał się, jak szlachic może mu pomóc. Nie wyglądał jak typowy przedstawiciel swojego "gatunku", który załatwia wszystkie sprawy ze swojego wygodnego salonu, nie brudząc przy tym rąk samemu. Od razu zrobił na Ericu pozytywne wrażenie. Wydawało się, że ma jaja. W końcu ruszył w pościg za Panią Kapitan, byle tylko spłacić dług wobec przyjaciela. No i nie przejmował się tytułami i uprzejmościami. Swój chłop.
- Gardziel umrzyka? W sensie piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni, hejho i butelka rumu? - zarechotał. - Cóż, dawno nie uganiałem się za legendami, warto spróbować. Co do mojego problemu, Gordianie. Jak możesz mi pomóc? - zapytał.

Gordian Morii:
- Szczerze to sam za bardzo nie wiem jak mogę Ci pomóc z samym źródłem problemu, ale..
- Jakim źródłem problemu? Co mu jest? - zapytała Elis wtrącając się do rozmowy.
- To nie widzisz, że Eric nie ma stopy? Nie zauważyłaś, że chodząc kuleje. - odparł jej Gordian.
- Naprawdę? Myślałam, że sobie coś zrobił i przez to utyka, a nie, że brakuje mu stopy, bogowie. Czekajcie, mamy tu takiego jednego. Specjalistę. Matt! - krzyknęła wołając bosmana.
Chodź tu, bo naszemu ptaszkowi łapkę urwało i trzeba mu doprawić, a Ty jesteś w tym mistrzem. Możesz wziąć moją kajutę, tylko nie na brudzić mi tam. - powiedziała.
- Chodź młody, poradzimy coś. - powiedział wysyłając Cię do kajuty pani kapitan, a sam pobiegł schodami w dół do ładowni, by wrócić z niej dźwigając ciężką skrzynię.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej