Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?
Eric:
- Cholera - mruknął bełkotliwie. Nowe realia nieco go otrzeźwiły. Jak tu się znalazł? Ile czasu minęło? ÂŻeby sprawdzić, pogładził się po brodzie. Zarost nieszczególnie zgęstniał. Czyli od lekkomyślnej popijawy dzieliło go najwyżej kilka godzin. Czyżby to była sprawka marszałka? Niejasno reflektował, że chyba właśnie w celu spotkania z owym mężczyzną wszedł do tamtej tawerny. Taki był przynajmniej jego pierwotny cel. Potem w grę weszły alkoholowe trunki. Kolejne wydarzenia, jakkolwiek owianę mgłą zapomnienia, doprowadziły go tutaj. Kołysanie statku nie wpływało najlepiej na jego błędnik, to z kolei wcale nie pomagało mu z nudnościami. Mimo oddania wcześniej kojącego pawia, wyczuwał już, że kolejny zaczyna się puszyć ze swoim ogonem gdzieś w głębi przełyku. Z odrazą przełknął podchodzącą do gardła żółć i wstał, podpierając się na koi. Na tyle szybko, na ile potrafi człowiek pozbawiony stopy dobiegł do drzwi i rzucił się na poszukiwanie wyjścia na pokład. Ktoś zdecydowanie powinien mu wyjaśnić, co się u licha działo.
Gordian Morii:
I rzeczywiście wychodząc z kubryku natknąłeś się na schody wiodące na górny pokład. Po drodze wpadłeś na jakiegoś człowieka, który odepchnął Cię w gniewie, lecz nie wypowiedział ani słowa bo był pozbawiony języka. Na pokładzie słyszałeś dość głośne rozmowy, których sens zakłócany był przez szum fal i łomotanie żagli. Równie ciekawym jak na te warunki odgłosem był kwik jednej z kilku świń, które podróżowały pod pokładem jako prawdopodobny zapas świeżego mięsa. Nim zdołałeś się jednak wystarczajaco "napatrzeć" na to dziwne zjawisko ktoś wepchnął Ci w ręce wiadro i mopa i z niezwykle szarmanckim
- Zapierdalaj czyścić pokład. - polecił Ci... no, czyścić pokład.
Znudzony bezsensownym czekaniem w tawernie Gordian podszedł do barmana, aby zamienić z nim kilka słów. Usiadł przy barze, z bardzo dużym prawdopodobieństwie na tym samym krześle, na którym wcześniej siedział Eric i zagadał do barmana
- Tomi, szukam takiego jednego. Wyraźnie kuleje na jedną nogę...
Eric:
Eric na przemian otwierał i zamykał usta. Uniósł w górę nawet palec wskazujący, sugerując, że ma coś bardzo ważnego do powiedzenia, ale jeszcze nie do końca wie co. Słowa w jakiś dziwny sposób obraziły się na niego i mimo rozpaczliwych zachęt, na język wstąpić nie chciały. Wówczas na ratunek przyszło jedno, jedyne, niezawodne i lojalne:
- Co kurwa?
Gordian Morii:
Bosman (tak miałeś to nieszczęście, że trafiłeś na bosmana) popatrzył na Ciebie jak na debila lecz otrzepując głowę jakby ze zbędnych myśli rzekł.
- Którego z tych prostych słów nie rozumiesz? Zaciągnąłeś się na statek, spity jak morświn przeleżałeś w kubryku wyjście z portu, a teraz jeszcze masz jakieś ale? Zapierdalaj do roboty, ale już!
Rzucił Ci jeszcze do wiadra łyżkę śmierdzącego czymś łoju i wszedł po schodkach na pokład. Tyleś go widział.
- A witaj Gordianie, no był tu taki jeden, ale se poszedł już. Ze cztery godziny już będzie jak wyszedł. Elis z nim była więc jej szukaj. - odpowiedział kapitanowi barman.
- Jak Elis? Przecież Zemsta księżniczki miała wypływać o zachodzie... kurwa... - zaklął gdy zrozumiał co się właśnie stało.
- Bywaj, dopisz to do rachunku.
Eric:
- Nigdy więcej rumu - pokręcił głową. Najwyraźniej był istnym lepem na wszelkiej maści kłopoty. Te krążyły wokół niego jak muchy nad gównem, wyczekując tylko na swoją kolej ucztowania. Smutek i żal biły z jego oczu, gdy pokornie wziął w dłoń stylisko mopa, drugą ujął uchwyt wiadra i niezręcznie pokuśtykał w stronę dziobu. Cóż, naważone piwo - wypić.
... Przyjrzyjmy się teraz naszemu bohaterowi. W tle nieprzebrany błękit. ÂŁagodne fale kołysają pokładem. Promienie słońca w ciepłej pieszczocie obejmują jego twarz. Kosmyki włosów do tańca prosi delikatna, morska bryza. Zapach soli unosi się w powietrzu. Na twarzy bohatera maluje się wzruszenie. Wznosi głowę ku niebu. W jego polu widzenia przelatują dwie, skrzeczące charakterystycznie mewy. Wkoło rozbrzmiewa zwyczajowy hałas czyniony przez pracujących sumiennie majtków. Słychać wiatr bijący w żagle. To dogłębnie wzruszający obrazek. Jest w nim coś nostalgicznego.
... Przyjmijmy jednak nieco inny punkt widzenia. Rozszerzmy delikatnie perspektywę, ujmijmy w niej kompletną sylwetkę naszego bohatera. Obrazek traci nieco na swoim bogactwie kolorów. Owszem. W tle w istocie widnieje nieprzebrany błękit. Bohater jednak jest na skraju szlochu. W dłoniach dzierży mop i energicznie szoruje pokład. W jego głowie rozbrzmiewają rozżalone myśli, rozpatrujące między innymi tak kluczowe kwestie jak: "czemu to zawsze mi się przytrafia?"; "jak ja się tu znalazłem?". Innych, równie pretensjonalnych nie ma sensu wymieniać.
GOOORDIAN - skoncentrowany gniew zogniskował się w imieniu marszałka. Eric, rzecz jasna, nie wiedział, że ten nie miał z tym nic wspólnego. Ale w jakże ludzki sposób chciał się pozbyć nieco emocjonalnego balastu z pleców, obarczając winą inną osobę. Kompletnie obcą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej