Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?

<< < (4/18) > >>

Gordian Morii:
Tak sobie myślałeś i przy okazji jechałeś na szmacie, czy tam szczocie energicznie wycierając przyschnięte gówna mew z dech głównego deku. Odkryłeś przy tym zaskakującą właściwość. Tam gdzie było nafajdane, po wyczyszczeniu zostawała nieco bielsza deska. Jaki z tego morał? Mocznik zawarty w kupie morskich ptaków był bardzo dobrym wybielaczem! Warto było zapamiętać gdybyś kiedyś szukał roboty w jakiejś garbarni, albo chociaż pralni.
Nie mniej jednak gdy skończyłeś szorować już jakąś jedną czwartą pokładu z kajuty kapitańskiej wyszła ona. Piękna, zgrabna i powabna, cudo dla nie jednego i nie dwóch mężczyzn kapitan tego okrętu Elis.

Spojrzałeś ukradkiem w jej stronę, spotykając się z całkiem śmiałym spojrzeniem, co nieco cię onieśmieliło.
- Widzę, że nasz ptaszek już wstał. Główka nie boli? - zapytała pokazując Ci uśmiech pełen równiutkich białych zębów. Zaraz, zaraz gdzieś już widziałeś ten uśmiech. Ale gdzie?


Gordian tymczasem wkroczył na deski pokładu Niedościgłego. Przywitał się z kapitanem i powiedział. -Chłopaki, potrzebuję waszej pomocy. Muszę dostać się na Zemstę, a mój ÂŁowca nie ma załogi. Pomożecie? W końcu wisicie mi przysługę.
- Szefie, nie ma problemu w sumie to też wychodzimy w morze, a ona nie jest dalej niż za redą. Wyszła z portu niecałe dwie godziny temu. Jak się pośpieszymy to ich złapiemy. - odpowiedział kapitan okrętu, co bardzo ucieszyło marszałka.

Eric:
Piękna i powabna, na dodatek zadziorna, co dało się stwierdzić już na pierwszy rzut oka. Czyżby już wcześniej ją gdzieś spotkał? Echa wspomnień rozbijały się o jego czaszkę, usilnie próbując przekazać mu jakąś tajemniczą wiadomość. Na razie nie był w stanie jej odszyfrować. Nie mniej dość ochoczo raczył się widokiem gibkiej pani kapitan. Coś mu podpowiadało, że różnego rodzaju okręty częściej będą wpływać do portu jego umysłu w czasie snu. Oparł się na stylisku mopa. Gdyby nie jego prozaiczność i... no mało majestatyczny wygląd, postawa ta niechybnie robiłaby niemałe wrażenie. Było w niej bowiem coś z pogranicza łobuzerstwa, zawadiactwa i tajemniczości. Eric uśmiechnął się delikatnie, choć sytuacja nieszczególnie do tego zachęcała.
- Mną się nie przejmuj, kruszynko - odpowiedział na pytanie - Nie powiem, od tego momentu ten rejs nabrał kolorów tu i ówdzie... Ale co ja tu właściwie robię? - zapytał, marszcząc nieco brwi.

Gordian Morii:
Elis tylko się uśmiechnęła i błyskawicznym ruchem ręki porwała za pistolet. Nawet nie zdążyłeś zareagować. Wystrzeliła prawie bez celowania, a Ty momentalnie straciłeś oparcie i poleciałeś na deski przewracając wiadro z pomyjami, które wylewając się zmoczyły Ci spodnie i górną część koszuli. Wywołało to salwę śmiechu wszystkich członków załogi, a sam spostrzegłeś, że mop, o który byłeś oparty leży teraz rozbity w drzazgach.
Elis podeszła do Ciebie i stanąwszy na rozstawionych, zgrabnych nogach, z nieskrywaną satysfakcją w oczach spojrzała na Ciebie z góry.
- Na MOIM okręcie - wyraźnie zaakcentowała środkowy wyraz - Jedyną dopuszczalną formą zwracania się do Mua, jest forma "Pani Kapitan", kruszyno. Zrozumiał? Idź zmień gacie w kubryku, a potem znajdź sobie jakąś robotę. Matt coś Ci wymyśli  A za mopa potrącę Ci z wypłaty. No już spływaj... - powiedziała co w obecnej sytuacji ponownie spowodowało wybuch wesołości całej załogi. A gdy tak na nią patrzyłeś, przypomniałeś sobie kogoś.
To ona czaisz, Eric? - nadał wiadomość skryty pod kopułą czaszki mózg.


Niedościgły w tym momencie właśnie wychodził z portu, pozostawiając za sobą śpiące jeszcze Atusel, było bowiem jeszcze bardzo wcześnie, chociaż słońce już stało bardzo wysoko, oślepiając sterników, którzy zmuszeni byli płynąć idealnie w jego stronę.. 

Eric:
Kobiety. Kobiety i alkohol. Bardzo kłopotliwa mieszanka, to trzeba było odnotować. No i co tu teraz zrobić? Godność i duma legły w gruzach, niewielką rekompensatą tego był widok Pani Kapitan, jak zaczął ją już podświadomie nazywać (w innych okolicznościach wywołałoby to pewnie rumieńce i pełen zakłopotania uśmiech), stojącej nad nim na szeroko rozstawionych nogach. No tak, teraz wszystko powoli stawało się jasne. Chlał w umór u Tomiego, a ta przebiegła, acz słodka istota, prawdziwe błogosławieństwo niebios, w jakiś sposób, podstępem prawdopodobnie, zatrudniła go u siebie na statku. Nie miałby nic przeciwko temu, gdyby otrzymał posadę seks-niewolnika, ale jak już zdążył się połapać, w zakres jego obowiązków wchodziły zdecydowanie bardziej trywialne sprawy. Z ociąganiem (po to, żeby dokładnie przyjrzeć się niesamowitym udom Pani Kapitan) zebrał się na nogi i obrzucił roześmianą załogę morderczym spojrzeniem.
- Coś was bawi? - ton jego głosu mógłby kruszyć kamień. No, może taki nadgryziony trochę zębem czasu. Bez kompleksów ściągnął koszulę, odsłaniając umięśniony tors. Chwycił ją w dłonie i wycisnął z wody. Krople padały na pokład. Eric stał, jak gdyby nigdy nic, mierzył jedynie resztę załogi chłodnym, spokojnym spojrzeniem.

Gordian Morii:
- Nie no skąd, po prostu bardzo rzadko mamy tu nowych z których możemy pośmiać, zwykle siedzą tacy cicho jak mysz w dziurze i nic, a Ty już podpadłeś pani kapitan. - odpowiedział ci jeden z marynarzy tej niezbyt ludnej jednostki.
- - Powiem Ci w sekrecie, że ona takich lubi, Jakby nie to już byś wygrzebywał tę kulkę z dupska. - dodał po chwili, a Tobie zaczęły w tym momencie zaczęły doskwierać przemoczone spodnie.
Trzeba było ruszyć dupsko i przebrać się pod pokładem.
- ÂŻagiel, żagiel na horyzoncie! - krzyknął kolejny raz w przeciągu ostatnich kilkunastu minut siedzący na ostatniej rei majtek.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej