Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?

<< < (2/18) > >>

Gordian Morii:
Tak więc barman podał Ci kolejkę, a po kolejce przyszła kolej na kolejną kolejkę i tak kolejka po kolejce doprowadziła z kolei do tego, że zrobiło się późno a powieki twe zrobiły się jakby z ołowiu. Uderzyłeś głową w blat i chwilowo się ocknąłeś. Siedziałeś w tawernie, obok Ciebie siedziała jakaś nadobna niewiasta, która płomiennie szczerzyła do Ciebie ząbki w uśmiechu. Z uwagi na swój niezwykle umowny stan trzeźwości widziałeś ją mniej więcej tak -


- co i tak było dla Ciebie dużym sukcesem. Wreszcie po kilku minutach walki zdołałeś przegnać zmęczenie i z niezwykłą precyzją wciągnąć powietrze do połowy objętości płuc. Chciałeś zagadać.

Gordian w tym czasie kończył właśnie wieczorne śniadanie, gdyż wstać mu się zbytnio nie chciało. Dziewczyny zażywały kąpieli gdzieś na piętrze, faceci w czterech naprawiali rozchybotaną bramkę za domem, a on siedział i kończył jajecznicę, zapijając ją lekko chłodną już kawą.
- Aaahh - ziewnął w pięść.

Eric:

- Ej mała, w pytkę dziś wyglądasz - wydusił, tyle że bez wyraźnych znaków interpunkcyjnych i właściwie również jakichkolwiek przerw - zupełnie jednym ciągiem. Cóż, nikt nie powiedział, że na wiele było go stać w kwestii  czarowania młodych, urokliwych (ale czy na pewno?) kobiet. Ani chybi wina rumu! Wszak na trzeźwo był elokwentny, a do kobiet odnosił się z należytą, dżentelmeńską galanterią! A może to również wzięło się jedynie z popłuczyn jakichś podłych, alkoholowych płynów? Jedno było pewne, mętlik w jego głowie doprowadził go na skraj zabójczej brawury, w której nieświadom własnych słabości, był gotów na wszystko. Pewność siebie, na którą pozwolił mu piracki trunek, mógłby równie dobrze przekuć w monument z granitu. Zawadiacko zamachał kikutem.
- Wiesz... - zachwiał się w swoim krześle. - Wiele mógłbym cię nauczyć - wyszczerzył zęby w zawadiackim i przystojnym (jak miał nadzieję) uśmiechu.

Gordian Morii:
A potem pacnął bez świadomości uderzając głową o kontuar. Nie, nikt go nie majtnął butelką, wszak była to porządna tawerna, a on siedział przy samym barze. fakt, że zarywał do najładniejszej z tutejszych "pań do towarzystwa" wynikać mogła z zasobności jego sakiewki, więc kolokwialnie rzecz ujmując - gówno to kogo obchodziło. Co więc się stało? Magia panowie i panie, magia, a właściwie chemia. Węglowe związki zawarte w wypitym przez Erica trunku wpłynęły na jego organizm niezwykle kojąco oferując coś, co wśród żeglarskiej braci nazywało się zgonem i było iście niebezpieczne na koedukacyjnych imprezach.
Nie mniej zapadłeś w półświadomy, chociaż na pewno niezwykle kolorowy sen w którym główną rolę grała poznana chwile wcześniej kobieta. Ahoj marynarze żagiel na maszt! Chciałoby się krzyknąć.


Tymczasem Gordian postanowił przed wyjazdem również zażyć kąpieli, a co było lepsze niż kąpiel w doborowym towarzystwie?

Eric:
Eric, mimo kompletnego spowicia słodkim, erotycznym snem, nabierał przerażająco realnego wrażenia, że ktoś nadużywa jego cierpliwości. W sposób znaczący. A to nikomu nie uchodzi płazem! Tymczasem zaczynał odczuwać delikatne skurcze mięśni brzucha. Jego organizm najwyraźniej miał mu za złe pochłonięcie takich ilości toksycznego alkoholu i na własną rękę chciał się pozbyć niechcianego pasażera na gapę. Póki co grupka żołądkowych mnichów ledwie rozważała sprawę sposobu usunięcia intruza. Jednak w każdej chwili mogli jednomyślnie uderzyć w gong ośrodków wymiotnych i narobić właścicielowi ciała sporych kłopotów z oberżystą, który pewnie zmusiłby go do posprzątania własnego paskudztwa.

Gordian Morii:
Uczucie narastało coraz bardziej i bardziej, a Ty czułeś potrzebę szybkiego pozbycia się problemu. Otworzyłeś więc oczy przechyliłeś się przez lewe ramię prawie spadając z koi i gruntownie oczyściłeś żołądek ze wszystkich bezeceństw, które zgromadziły się tam przez cały wieczór. Ulga prawda? Ale zaraz jakiej koi? Rozejrzałeś się po pomieszczeniu w którym przebywałeś i bardzo szybko dostrzegłeś kilkanaście sienników podobnych do tego, z którego właśnie wstałeś..
To nie była tawerna "u Tomiego"... Byłeś na statku! Dokładniej rzecz ujmując na brygu, ale kto by się tam tym teraz przejmował. Byłeś na statku! I sądząc po ruchach desek pod Twoimi nogami znajdowaliście się na morzu, bo okręt kołysał się dość równo.


Tymczasem do Tawerny "u Tomiego", zawitał Gordian, usiadł w swoim ulubionym miejscu i zamówił buteleczkę rumu czekając na przybycie Erica, który kiedyś tam podobno nosił jakieś nazwisko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej