Funeris zastosował ten sam atak, który przed chwilą zakończył żywot demonicznego ogara. Wybiegające demony nie wiedziały jeszcze, że za drzwiami stoi tylu wojowników, którzy tylko czekali na to, by zakończyć tę potyczkę. Przekraczając próg pod pierwszym zapadły się nogi. Czarna klinga świsnęła, przecięła powietrze i uderzyła z zabójczą siłą o piszczele. Tkanki, kości, mięśnie - wszystko poddało się od razu, Neltharion był tak ostry, że Poeta nawet nie poczuł siły uderzenia. Brzeszczot przeszedł jak ciepły nóż przez świeżo ubite masło. Demon poleciał do przodu, nie mając oparcia w nogach, wyrżnął się o kamienną posadzkę. Topór wypadł mu z ręki. Venatio szybko dopadł do demona, zdzielił go mieczem przez kręgosłup, poprawił drugi raz. Dla pewności uderzył jeszcze w szpetny łeb, by mieć pewność, że ten już nie wstanie.
Dwa pozostałe, które jeszcze dychały, wpadły na Rigor Mortis, Lucasa i Gorna. Zajęte parowaniem i atakowaniem nie widziały paladyna, który puścił zakrwawiony miecz i wyciągnął przed siebie rękę. Wypuścił powietrze z płuc, sięgnął po magię kłębiącą się w jego duszy i przekierował ją instynktownie w stronę rozpostartej dłoni. Pozytywne mocje, które miał w sobie, przelewał prosto do tworzącej się kuli światła, zaklęcia z żywiołu życia. Pocisk esencji uwolnił swoją moc, gdy zakonnik wypowiedział słowo Izeshar, inkantację, katalizator. Za pomocą telekinezy pchnął zaklęcie w plecy tego, który stał bliżej. Nieosłonięty, walczący, chcący tylko zabić, otoczony przez prawie dziesiątkę zbrojnych - i tak był bez szans. Nie wiadomo czy czuł, że coś nadlatuje, ale na pewno czuł, jak górna część jego pleców spopiela się w iście diabelskiej temperaturze, jak przeżera mięśnie i kości, jak tworzy się dziura, jak odpadły mu ręce i głowa potoczyła się po posadzce.
//1 Demon Remaining.