Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nie ma takiego dobra, które powraca złem!

<< < (89/96) > >>

Kinraya:
Kinraya uniosła się z gracją białej gołębicy unikając ataku demona. Przemieściła tuż za plecy Markunnra, by zadać śmiertelny cios niebieską włócznią. Demon odwrócił się i sparował uderzenie berłem Zewoli.


//Do niedzieli mnie nie ma ale postaram się ogarnąć neta i odpisywać, także czekam na wasze posty. ;)

Funeris Venatio:
On naprawdę się modlił. Zawierzał swoje życie Panu ÂŚwiatła i prosił go o pomoc. Prosił o siłę, prosił o łaskę i błogosławieństwo. Wszystko w krótkim przekazie, w jednej myśli, by nie mitrężyć niepotrzebnie. Posłał do góry, do niebios, ten jeden mały, ale jakże obszerny w znaczeniu przekaz. Posłał go i ruszył do boju. Otwierając oczy widział swój miecz, żarzący się na niebiesko Neltharion, który pałał miłością Zartata. Błogosławiony oręż. Nie czekając więc ani chwili dłużej, gdy posadzka zaczęła się rozpadać, Funeris przemieścił się do przodu. Nie widział nawet, że Kinraya zrobił to samo, że znalazła się wtedy za plecami Markunnra. Nawet lepiej, że z tamtej strony, gdyż on postanowił zaatakować frontalnie, od przodu, patrząc mu w tę szpetną facjatę. Kiedy przymierzał się do zadania ciosu, tnąc poziomo na wysokości biodra, demon odwrócił się, by sparować atak Kinrai. To otwierało tak wiele możliwości, dawało tak wielką szansę. Boski demon nie powinien zdążyć nawet zorientować się, że nastąpił jednoczesny atak z drugiej strony. A jak wiadomo, nawet Beliar nie wygrał na dwa fronty.

//Isu, no weź spójrz łaskawiej na to. Przecież takie ładne posty pisuję... :)

Isentor:
Ostrze Funerisa rozpłatało podbrzusze demona, przeciwnik kontratakował mortikinetycznym ciosem odrzucając paladyna na odległość 5 metrów.

Funeris Venatio:
Utrzymał się na nogach. Stał jak posąg, łapiąc równowagę i nie doprowadzając do wywrócenia się. Jego okute w srebro buty zachrzęściły o kamienną posadzkę, posypały się dwie iskry. Poeta nie czekał ani chwili dłużej, gdyż wiedział, że demon nie da im żadnej szansy, gdy tylko dadzą mu chwilę wytchnienia. Już jakiś czas wcześniej odrzucił na bok swoją tarczę, więc miał cały czas wolną lewą rękę. Korzystając więc z tego, dosłownie sekundę po odrzuceniu od przeciwnika, wyszarpnął telekinezą zza pasa swój sztylet. Niewidzialna magiczna ręka porwała go do przodu, kierując srebrnym brzeszczotem w zranione miejsce. Ostrze powinno wbić się głęboko ze sporą siłą, a następnie wwiercić jak najdalej, penetrując tkanki i organy. Nie zawierzając jedynie w tę małą broń, Funeris ruszył znowu do przodu, postępując kilka kroków i przemieszczając się do przodu i minimalnie w prawo, dosłownie o kilkadziesiąt centymetrów. Znów zaatakował mieczem. Neltharion świsnął w powietrzu, mierząc w to samo miejsce co poprzednio, również poziomo i również wkładając w to całą swoją siłę i technikę. Demon zmagał się jednocześnie z atakującą anielicą, więc był wielce zajęty.

//Kończmy to, no kończmy. Isu, nabij go na swoją dzidę. Znaczy, na dzidę Kinrai. :)

Isentor:
Demon wytrącił Kinraye z równowagi wygrywając starcie na siłę. Po czym mocnym uderzeniem łapy ogłuszył anielicę i odwróciwszy się w stronę Funerisa próbował zadać mu cios berłem. Wydawało się, że nie zważa na rany, które odniósł.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej