Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nie ma takiego dobra, które powraca złem!
Lucas Paladin:
- Jesteśmy gotowi, bracie. Podnieśliśmy trochę swoje kompetencje od tego czasu, dużo więcej potrafimy. Nasz Pan wspiera nas na każdym kroku i prowadzi. To nasze przeznaczenie, przyjacielu. - Kanclerz zwrócił swój wzrok na Kinrayę i czekał na jej odpowiedź.
Kinraya:
W kronikach skryba mniej więcej określił położenie wsi Sowie Sady. To dobre miejsce, by zacząć nasze śledztwo. Lepiej nie tracić już czasy, wszystko wszak wiadome. Czeka nas długa podróż, potrzebujecie koni. Będę na was czekała przy północnej bramie miasta. Pośpieszcie się.
//Skombinujcie sobie po wierzchowców o ile potraficie nimi jeździć. Zwyczajnie na wyprawie możecie zaaranżować pójście do stajni, kupno lub wynajęcie konia.
//Jeśli ktoś nie ma jeździectwa ma zwyczajnie pecha i będzie robił za drugiego pasażera na czyimś koniu.
Funeris Venatio:
- Nie ma co czasu mitrężyć, bracia i siostro. Ruszajmy czym prędzej. - Funeris wstał zza okrągłego stołu, przysunął krzesło i ruszył ze wszystkimi w stronę wyjścia z komnaty. Patricia została w drzwiach przepuszczona jako pierwsza, jak nakazywał zwyczaj, by kobiety puszczać przodem. Była to kwestia dobrego wychowania, ale i tego, że mężczyzna miał wtedy sposobność podziwiać piękne widoki w postaci kobiecych krągłych pośladków opiętych materiałem spodni, spódnicy, bądź zdobionej sukni. Chwilę wcześniej z sali wyszła Kinraya, więc nie musieli się martwić zasadami etykiety wobec anioła - bo jak to tak, kto ma pierwszeństwo? Anioł, czy ludzka kobieta? No niby anioł, ale to istoty nieco odmienne i nie wiadomo... Ech, nieważne.
Zeszli wąskimi schodkami na dół, na korytarz. Oświetlony pochodniami, z posadzką wyłożoną słomą. Długi tunel, który powadził do krużganków wewnętrznego dziedzińca pałacu królewskiego. Jednego z dziedzińców. Potem jeszcze tylko kilka przejść i wartownia i kompania znalazła się na ulicach starego miasta. Posiedzenie Bractwa zaczęło się późnym wieczorem, gdy miasto było sparaliżowane przez ptaki, owady i mniejsze zwierzęta. Teraz, gdy opuścili teren pałacu, ujrzeli, że szkodniki, jak to określano, zniknęły. Pozostały ptasie odchody, rozgniecione pluskwy i robale, ale nie było widać żadnej żywej istoty, która by na co dzień nie mieszkała w stolicy królestwa Valfden. Elfy, ludzie, maureni - wszyscy zbierali się do swoich domostw lub do karczm, by w spokoju opić to wydarzenie, porządnie obgadać i dopiero wtedy pójść do swoich domostw.
Pod stajnią znaleźli się niedługo potem. Nowoczesna, całodobowa, z własną myjnią i punktem gastronomicznym - wysoki standard. Funeris szybko odnalazł człowieka, który zajmował się wydawaniem wierzchowców i zbliżył się do niego. Szedł dumnie, z wysoko uniesioną głową, jak prawdziwy szlachcic. Odziany w czerwono-złote barwy i srebrną zbroję wyglądał jak prawdziwy paladyn, którym nomen omen był. Jego czarny miecz zwisał z lewej strony pasa, śmiercionośny i gotowy do ataku. Tarcza na plecach, z wymalowanym herbem. Emanował siłą i powagą.
- Dobry wieczór, szlachetny człowieku - ukłonił się Funeris Venatio, pan na gminie Afers. - Przybywam do Ciebie w tej godzinie, gdyż Bractwo ÂŚwitu potrzebuje pomocy tak zacnych obywateli jak ty. - Tutaj wycelował palcem w pierś stojącego przed nim człowieka, w takim krasomówczym geście pokazującym, że Poeta mówi samą prawdę.
- Jesteśmy członkami Bractwa ÂŚwitu. Ja jestem Funeris Venatio, paladyn i Wielki Marszałek zakonu. Ruszamy na północ, do wsi Sowie Sady w hrabstwie Revar, lecz poprzez ciąg niefortunnych zdarzeń mojej skromnej osobie skończyła się gotówka w postaci srebrnych monet, które grzywnami się zowią. Liczę na Ciebie, szlachetny człowieku, że dzięki łasce Zartata, która na Ciebie spływa, wspomożesz dzielnego wojownika w jego świętej misji. Uprzejmie proszę, byś wypożyczył mi jednego konia, bym mógł wypełnić powierzone mi zadanie. Należne pieniądze otrzymasz zaraz po powrocie, a tymczasem, jako zabezpieczenie, otrzymasz moje szlachecki słowo i list, który możesz przedstawić w punkcie rekrutacyjnym Bractwa ÂŚwitu na Starym Mieście. Zawrę tam informacje, że wypożyczyłem wierzchowca i będziesz mógł domagać się zadośćuczynienia ze strony Zakonu Braci, jeżeli nie powrócę z należną Ci zapłatą. - Funeris spojrzał na człowieka wzrokiem, z którego biła siła wiary. Biła pewność, szlachecka sprawiedliwość i prawdomówność.
Użyta umiejętność: Perswazja.
//C'mon, mam 6 grzywien tylko.
Gorn Valfranden:
Gorn stał obok Funerisa i czekał na odpowiedź dotycząca konia.
// Ja mam 3 grzywny.
Lucas Paladin:
Lucas trzymał się blisko Funerisa, wiedział, iż będzie musiał jechać jako pasażer na jego koniu, gdyż nie posiadał umiejętności jeździeckich. Szepnął tylko do uszu paladyna:
- W razie czego mogę wyłożyć połowę grzywien. Będę zmuszony siedzieć na Twoim koniu, przyjacielu. Nie potrafię jeździć konno.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej