Tereny Valfden > Dział Wypraw
Konkordat puszczy i kniei
Progan:
Człowiek stanął przed królem z opuszczoną głową. Nie podnosił jej, czekał na jego słowa. Miał świadomość tego, że owe zamieszanie jakie powstało w mieście mogło zostać odebrane jako napaść. Było to jednak coś innego. Arka pomyślał Zwierzęta przybyły do bezpiecznego dla ludzi miasta, aby tam szukać dla siebie schronienia. Wiedział, że mądrość ta została zesłana przez Ellmora, którego ubłagała sama bogini Ventepi.
- Arka - rzekł - Zwierzęta przybyły do bezpiecznego dla ludzi miasta, by same szukać tu schronienia - powiedział sam do siebie. Chociaż król miał na ten temat zapewne inne zadanie, nikt nie doniósł mu o tych wydarzeniach, a gdyby to nie był konkordat, a Meaneb...
Gordian Morii:
-Nie przeinaczaj moich słów Proganie. - odparł czując się zobowiązany do odbicia tej przysłowiowej piłeczki - -Nie powiedziałem, że działacie nierozmyślnie, ale raczej, zwróciłem uwagę na fakt, że wasze działania stawiają Was w złym świetle w oczach królestwa, jak i zamieszkujących go ludzi. Mówisz ponadto, że nie zrobiłem niczego, aby zbadać przyczyny owych "plag". Otóż z dostarczonych mi informacji wynika, że strażnicy jak i rycerze Bractwa ÂŚwitu natychmiast reagowali na każde zgłoszenie w sposób zgodny z ich kompetencjami. Ponadto ja sam skróciłem swój wyjazd do Atusel, by niezwłocznie powrócić do stolicy skąd mogłem bezpośrednio koordynować działaniami moich ludzi. Wybacz jednak, że nie jestem magiem i nie potrafię pojawić się w miejscu, w którym jestem potrzebny w mgnieniu oka, ale sama podróż trwa a te kilkaset kilometrów, które musiałem pokonać wymaga poświęcenia kilku dni nawet w przypadku Marszałka. Wy sami przybywaliście do miasta w częściach, najpierw najszybsze ptaki, a na samym końcu ludzie. Więc upraszam o nie zarzucanie mi braku kompetencji, czy niedbalstwa, gdyż sam urząd wbrew pozorom nie daje mi boskich mocy, które ode mnie wymagasz.
-Mówisz ponadto, że nie możemy zasłaniać się herbem czy tytułami. Rozumiem więc, że wasze wcześniejsze prośmy spotkały się ze zwyczajną ignorancją tak? Przybyliście prosić o pomoc, a My wypchnęliśmy was z pałaców i urzędów wprost w błotniste kałuże? Nie wydaje mi się. Przybyliście nie prosić, ale żądać! Z góry założyliście, że to nasza wina iż Wasz las trawiony jest przez chorobę. Traktujecie nas jako tyranów, którzy tylko myślą o sobie, by móc się nażreć cierpieniem najsłabszych, lecz nie zauważacie tego co robimy dla Was, byście mogli żyć w bezpiecznym i spokojnym królestwie. - mówił całkowicie niewzruszony.
- Proszę Cię daruj nam też porównywania stolicy do arki. ÂŻadne dzikie zwierze, nie szuka schronienia wśród ludzi. Valfden to nie tylko północ, to również wschód, zachód i południe, które jest wstanie zapewnić wszystkim stworzeniom dom i pożywienie. One przybyły tu tylko i wyłącznie z waszej woli. Chcieliście pokazać swoją siłę i nas zastraszyć, co nie jest jak dla mnie zbyt dobrym pomysłem, gdy zapewniacie nas, że przybywacie tylko prosić o pomoc. Jesteś znany z tego, że znajdujesz przysłowia na każdą okazję Proganie... Teraz ja powiem Ci jedno... "Cichy i pokorny, o co prosi - dostanie, bądź dumny i zaborczy, a z niczym zostaniesz."
Progan:
Progan wysłuchał słów marszałka z pokorą
- Nie było w mym zamyśle przeinaczać Twoich słów, marszałku. Jednakże każdy z nas inaczej postrzega otaczający go świat. Dla Ciebie my przychodzimy żądać i terroryzować miasto, ale jak sam rzekłeś, nie jesteś magiem i zgaduję, że nie czytasz w myślach, bo oczytałbyś nasze prawdziwe racje z jakimi przychodzimy. Tak samo My nie czytamy twoich i możemy oceniać tylko po tym co sami widzimy. Co zaś do tytułów... Im wyższe stanowisko i urząd, tym niżej chylić musi się ów osoba, aby służyć innym. Nie można więc przekładać sprawy okoliczności naszego przybycia nad sprawą w jakiej przybyliśmy, bo gdy ktoś tak robi, dając upust swoim niezadowoleniom, głupcem musi być nazwany. - mówił całkowicie wzruszony, spokojny i opanowany.
- Powiadasz, żeście dali nam wszystko, czego wcześniej chcieliśmy. Nikt nas nigdy nie wyrzucił z pałaców, z miast, z błotem nas nikt nie mieszał. Przybyliśmy rozmawiać, a nie żądać. Co niektórych na tej sali zaślepia widać zabawa jaką jest słowna przepychanka, kiedy trzeba działać a nie droczyć się. Co niektórzy nie widzą też istoty sprawy, bowiem nie przez grzechy świata las toczy choroba, nie z tym przychodzimy. Na miejsce naszej egzystencji otrzymaliśmy Wieczną Puszczę, tam czcimy swą boginię i opiekujemy się dziełem stworzenia. Miejsce to jednak jest skażone Złem, mieszkacie tu od dawna, pewni byliśmy, że wiedząc o tym skierowaliście nas właśnie tam. Kto wie, może był w tym boży palec? Marszałku... kończąc powoli. Dla naszego bezpieczeństwa i spokoju nie musicie robić nic, każdy z nas to wie, tak samo wie to Jego Wysokość Król. Prosiliśmy o skrawek ziemi i jego otrzymaliśmy. Opiekuje się nami Matka, a my opiekujemy się jej dziećmi.
- Mówisz, żeśmy chcieli pokazać swą potęgę. Nie jest to słuszne stwierdzenie, jednakże moje kolejne słowa zrozumie tylko osoba wierząca lub poświęcona słusznej sprawie. Myśmy są jak te ziarna piasku, które miesza się z botem i depcze pod sandałem, ale utrzymujemy ich stopy, przez co nie zapadają się. Cichy i pokorny, o co prosi - dostanie. Tak, to święte słowa, pełne mocy. Jakże jednak mielibyśmy pokazać naszą bezradność wobec toczącej las zarazy jak nie przychodząc tu z każdym, kto takiej pomocy potrzebuje. Pokazaliśmy wam ogrom problemu i ogrom klęski jeśli nie zaradzi się temu. Pokazaliśmy wam, że nie o siebie, ale o swoim braci mniejszych martwi się nasza dusza. Nie czas więc na spory, marszałku. Nie czas na utarczki. Nasze kultury różnią się, inne obyczaje nami rządzą i do innych jesteśmy przyzwyczajeni. Zapewniam, że wszystko to co się stało, miało uzmysłowić wam wagę zadania z jaką przychodzimy. I jeśliś zauważył znajomość moich powiedzeń... Miast rozmawiać o chorobie lasu z Jego Wysokością Królem, dyskutujemy z Tobą, marszałku, o niezadowalających Ciebie okolicznościach. W tej sprawie należy radzić i działać, pochylić się nad problemem z jakim przychodzimy. Nie można zaś się unosić ponad to innymi sprawami. Bowiem tylko pusty kłos wywyższa się na łanie nad inne i lśni w słońcu ponad innymi. Pełny kłos gnie się do ziemi, tak i mądry człowiek pochyli się pośród innymi. Jeśli nie chcesz nam pomóc tedy ubolewamy, ale przyszliśmy tu do Jego Wysokości Króla i z nim rozmawiać mieliśmy - rzekł Progan, odwrócił się od Gordiana w stroną tronu królewskiego i pochylił głowę przez królem.
Gordian Morii:
- Czyli to nie Wy krzyczeliście przed murami - "Ukorz się Efehidonie!"?, to nie Wy mówiliście, że obecny tu władca Was uraził? Strasznieście hardzi, jak na pokorne sługi bóstwa. - wtrącił się jeszcze Wielki Komtur, który cały czas przysłuchiwał się audiencji.
Gordian natomiast z coraz większą wesołością przysłuchiwał się tłumaczeniom.
- Zgadzam się, skończmy te czcze rozmowy Proganie, bo widzę, że zaślepiony jesteś tylko swoimi problemami i uważasz, że to wasza sprawa jest najważniejsza. Zauważ też sprzeczności które głosisz. Wedle Twoich słów gdyby role się odwróciły i cały lud królewska wkroczyłby do ÂŚwiętej Puszczy z ogniem i toporami, aby zrobić sobie wygodne przejście do samego jej Matecznika, gdzie prosiliby o błogosławieństwo Ventepii to jak sam mówisz nie liczyłyby się okoliczności przybycia ale sam jego cel. Co chyba jest idiotyzmem.
- A rozmawiasz ze mną, gdyż jestem przedstawicielem króla w sprawach najbardziej dotkniętych przez wasze przybycie. Przez co mam prawo żądać od was wyjaśnień wszystkich tych kwestii, tym bardziej, że jak sam powiedziałeś miał być to mój test. Bo jak powiedziało się "A" trzeba powiedzieć i "B", a Ty bezpodstawnie oskarżasz i unikasz wyjaśnień zasłaniając się sprawą. Wy zawiedliście nasze zaufanie. Otrzymaliście wszystko w dobrej wierze, a przychodzicie straszyć i testować tych, którzy wam to dali. Czego mamy spodziewać się gdy wasza bogini doświadczy was następnym razem? Trzech dni mroku? Ognistego deszczu? A może siedmiu lat suszy?
- Oczywiście dołożę największych starań, by pomóc Wam uporać się z chorobą, która toczy las. Ale jeśli Wy ciągle będziecie uznawać nas za waszych nieprzyjaciół to ta pomoc będzie całkowicie bezowocna. Skończyłem, wybacz mi królu, to wtrącenie ale musiałem. - rzekł tym razem zwracając się do króla. Skinął także na jednego ze sług i szepnął mu coś do ucha. Ten tylko kiwnął głową ukłonił się i odszedł.
Przez główne bramy Valfden wyszło kilkunastu sług królewskich dźwigając kosze z chlebem i serem.
Jeden z heroldów stanął przed zgromadzonymi przed miastem ludźmi i rzekł.
- Stoicie tu już od kilku godzin, Król pragnie podzielić się z wami swoim chlebem, byście nie osłabli w swej misji. Przyjmijcie ten chleb, ser i sól na znak gościny. - gdy to powiedział słudzy postawili kosze z jedzeniem i oddalili się do miasta.
Nie jesteśmy waszymi wrogami, chociaż za takich nas uznano. Bywajcie w zdrowiu. - dodał i również odszedł pozostawiając druidom jedzenie.
Canis:
Salazar wyłonił się zza komnat rady i wyszedł stając w pobliżu króla i obok marszałka.
- Rozumiemy wasz problem i ból, z jakim przyszło wam się spotkać. Jak sam król wspomniał, miał z tym problem i wyplenił zarazę. Nikt w zamyśle i celowo was tam nie wysłał. Doznaliście łaski od władcy, który dał wam miejsce do życia. Zaraza, która się tam toczy z pewnością nie jest winą naszą. Najpewniej źródłem problemu będą osoby, wrogowie królestwa, którzy chcą zniszczyć nas od środka, toczyć nas niczym pasożyt od środka. - Powiedział odnosząc się do plagi.
- Wasza podejrzliwość, niechęć, przybycie tutaj niczym zbrojny oddział ze z zwierzętami, doprowadzając do oblężenia stolicy zwierzętami uniemożliwiając ruch w stolicy, ale także do stolicy. Konwoje z minerałami, kupcy i rzemieślnicy niemogący kontynuować swojej pracy. Jesteśmy w przededniu ważnych wydarzeń, a to co się działo na ulicach ostatnie dni to tylko i wyłącznie straty finansowe i straty w dniach, przy ważnych wydarzeniach dla dobra i bezpieczeństwa naszych ludzi, na całej wyspie - w tym także wasze. Możemy zrozumieć dobre intencje, lecz dobrymi intencjami nie odkupi się strat i zagrożenia jakie to sprawia dla nas wszystkich, nie tylko ludzi ale i zwierząt. ÂŚwiadomi problemów puszczy mogliście przyjść nie paraliżując miasta, król w swej miłosierności zawsze pomaga w potrzebie i znajduje czas dla swych obywateli i gości na ziemiach. W tym momencie straty można liczyć w tysiącach, dziesiątkach tysięcy, a nawet i większej wartości, zależnie jak ktoś ceni największą wartość, życie. Jesteście w stanie nam zadość uczynić sparaliżowanie miasta przez ostatnie dwa dni? Straty jakie to poniesie w nadchodzących tygodniach? Czas jest dla nas większą wartością niż złoto w tym momencie, bo przełoży się na zachowanie życia. - Powiedział, jak się należało ze strony podskarbiego i usiadł.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej