Tereny Valfden > Dział Wypraw

Konkordat puszczy i kniei

(1/12) > >>

Progan:
Nazwa wyprawy: Konkordat puszczy i kniei
Prowadzący wyprawę: Drasul, Progan
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: poczucie klimatu
Uczestnicy wyprawy: Drasul, Progan, Eric, Izabell, Funeris Venatio, Gordian Morii, Isentor, Aragorn, Salazar, Silvaster (cholera wie co ona ma za nazwę w spisie talentów) (pozostałych dopiszę)


Później mówiono, że plagi te były manifestacją drzemiących w naturze sił. Sił, których nie wolno było lekceważyć. Mówiło się, że lud lasu pokazał, że w jego władaniu i ziemia i powietrze i to co chodzi po świecie i to co fruwa w powietrzu. Ale najpierw... Najpierw przyszła burza.


Dziwna była to burza. Bez deszczu. Chmury kotłowały się wysoko nad ziemią przybierając fantastyczna kształty i kolory. Grzmiało wysoko, żaden piorun nie dotknął ziemi. Na duszne, dorące miasto spłynął przyjemny chłody wiaterek. Wiatr o zapachu trawy, żywicy, rześki niczym górski potok, chłodny niczym górskie szczyty. Wtedy ziemia zatrzęsła się. Raz jedyny. Drzewa zaczęły szumieć, a w szumie tym słychać było dziwną, prastarą cichą melodię. Melodię która nieprzerwanie grana była w każdym lesie...
- Teraz nasz jest czas - rzekł Drasul do zebranych. Jeden z myśliwych, ten zwany Tragisem, dobył rogu i zadął w niego. Dookoła wielkiej metropolii odezwały się pozostałe rogi. Drasul poprowadził lud lasu, wyłonili się z lasu. Drasul, Progan, Lithan le Ellander, Asja Alvawiel, Myszowór, Lille, Lorand, Bosper, Dragormi, Margaritta de Last, Jerga i dziesiątki innych. Lud lasu skierował się do wschodniej bramy miasta Efehidon. A dookoła i między nimi kroczyły zwierzęta. Wilki i niedźwiedzie, taru i sambiry, shizi i harsesisy, zaś za nimi z lasu wyłoniły się inne zwierzęta leśne. Tysiące.
Strażnicy w basztach wymierzyli w nich grotami kusz. Padł rozkaz, bramy zostały natychmiast zamknięte.
- KIM JESTE¦CIE? STÓJCIE! S£YSZYCIE?!
Zatrzymali się. Spojrzeli w górę. W majestatyczne niebo.
Drasul wyszedł przed swój lud, wzniósł do góry swój kostur i zakrzyczał. Nie do strażników. Do bram miasta. Do samego miasta. Do stolicy. Do kraju. Do człowieka, który tym krajem władał.
- UKORZ SIÊ, EFEHIDIONIE!
//: Do wyprawy może dołączyć każdy dołączając do jednej z dwóch stron. Osoby należące do Konkordatu puszczy i kniei zaczynają pod miastem, razem z Drasulem i Proganem. Osoby nienależące do tej organizacji zaczynają na ulicy miasta lub na murach obronnych nad bramą miejską.

Eric:
- Ehm - westchnął. Coś czuł, że wydarzenia dzisiejszej nocy zapamięta na długo. - Ukorz się? - powtórzył bąkliwym mruknięciem.
- Oj, komuś się to bardzo nie spodoba - powiedział do siebie. - Co teraz? Pizgamy salwy z armat? - rzucił żartobliwie i ukradkowo spojrzał na starszych, brodatych druidów zgromadzonych wokół. Gdy zobaczył dezaprobatę w ich oczach, mina mu nieco zrzedła. W tym samym momencie odezwał się potężny grom. Eric aż podskoczył. Zdecydował, że da sobie na razie spokój ze swoimi wybrykami. Cóż, należało chyba czekać na rozwój sytuacji... Chociaż napięcie i tak sięgało już zenitu. A nic nie zapowiadało tego, by nagle wszyscy mieli się rozluźnić, rozbić piknik pod murami Efehidon, wyciągnąć imbryki z herbatą i powymieniać plotki. Eric miał wrażenie, że w grę wchodzą bardzo niebezpieczne negocjacje. Westchnął głęboko i pokręcił głową. Jak on się w to wpakował? Na domiar złego nie miał stopy. ÂŁańcuch nieszczęśliwych wypadków rozwiązywał się nadal.

Progan:
Progan stał obok, jedną dłonią trzymał kij na którym się opierał, drugą głaskał po pysku niedźwiedzia. Zwierze skłaniało głowę i cieszyło się z pieszczoty. Słysząc słowa Erica spojrzał na niego i rzekł
- Bracie, stanowimy własny lud. Potrzebujemy akceptacji. Jak każdy kult potrzebujemy zapewnienia, że nikt nie wkroczy w naszą puszczę z toporami i ogniem. I potrzebujemy przestrzec, że bronić będziemy swej puszczy jako domu swego. Nie bacząc na nic. Bo jesteśmy za nią odpowiedzialni. I za nich - powiedział patrząc na niedźwiedzia i innych leśnych braci.

Eric:
- Ach - bąknął z zakłopotaną miną. - Tak właśnie myślałem, że musi być jakieś logiczne wyjaśnienie tego, co się tu dzieje.
Spojrzał z umiarkowaną ciekawością na stojącego obok mężczyznę i niedźwiedzia, którego pieszczotliwie głaskał po pysku.
- Mogę? - wyszczerzył zęby w głupkowatym uśmiechu i niepewnie wyciągnął dłoń w kierunku karku zwierzęcia.

Progan:
- Jeśli Ty ich krzywdzić nie będziesz, one nie skrzywdzą Ciebie - powiedział przyjaźnie i skinął głową. Spojrzał w niebo, na wielkie i fantazyjne chmury. Spojrzał na Pana puszczy i kniei a potem na wielkie miasto. Stolicę Valfden.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej