Tereny Valfden > Dział Wypraw

Konkordat puszczy i kniei

<< < (8/12) > >>

Hagmar:
Zanotować, druidzi mają w zwyczaju chadzać w delegacje z armią sarenek i króliczków. Ciekawe... Dracon pokręcił głową.

Gordian Morii:
- Ukorzmy się zatem przed druidami, bo tak mają w zwyczaju... - zadrwił z odpowiedzi pod nosem i pokręcił głową z politowaniem.  Nie zamierzał jednak opuszczać sali, gdyż czekał na jeszcze większą ilość jak on to nazywał "kwiatków", którymi uraczą go dzisiaj druidzi. - Dobrze, że nie mają w zwyczaju przychodzenia przed króla... nie, nie będę nawet prowokował. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby któryś z nich czytał w myślach... - powstrzymał się się marszałek i rozsiadając się wygodnie w fotelu, czekał aż przedstawienie potoczy się dalej.

Eric:
- W takim razie pozostaje tylko czekać - westchnął ze zrezygnowaniem. - Mam nadzieję, że nic złego z tego nie wyniknie.
To powiedziawszy, pogrążył się we własnych myślach.

Progan:
- Mogę? - zapytał się Progan zerkając na Drasula. Ten skinął mu głowa. Progan postąpił kilka kroków do przodu.
- Mówisz Marszałku o tym, że my działamy nierozmyślnie. Otóż uderzyliśmy w Ciebie by sprawdzić Twój dźwięk. Przez dwa dni nie uczyniłeś nic, ażeby zapobiec dziwnym plagom, nie szukałeś nawet ich źródła. Dźwięki jak wydałeś nie pokazał iż z dobrego metali kutyś, lecz z drewna klecony. Nie mówię tego do Ciebie, Gordianie, jesteś wszak moim bardzo bliskim druhem, którego nigdy nie chcę zawieść, jednakże do marszałka. Ty nam zarzucasz nieroztropność, my teraz możemy powiedzieć, żeś przeszedł chrzest - powiedział i pomyślał Bogini daj mi siły abym się nigdy nie zachwiał pod oskarżycielami swymi, wziął wdech i mówił dalej.
- Przybył lud lasu, pod wasze bezpieczne miasto. My przybyliśmy i nasi bracia mniejsi. Bo nasz dom zagrożony jest. Bo w naszym domu źle się dzieje, zaraza i śmierć tam rządzi miast zdrowia i życia. I tak jak z waszego domostwa przed pożarem ratują się ludzie, ale i zwierzęta, tak z naszego ratują się one. ÂŻaden z was nie rozumie ich mowy, ich strachu i bólu. My je rozumiemy. One cierpią i boją się tak jak my o swój dom. Dlatego przybyły tak licznie. Z dwóch powodów. By dać wam świadectwo swej potęgi, którą wesprzeć mogą dobrze im czyniących. Ale także po to, abyście zauważyli ich liczebność i to, że wszyscy jesteśmy słabi pośród nich, a uzmysłowić sobie to musi każdy z nas, bowiem gdy choroba zbierze żniwo... Gdyby dotknęła tyle milionów istot, żadne miasto nie da schronienia - powiedział i dodał po sekundzie - Nas nie stać na przejście obok tego obojętnie. Nie można unosić się honorem i tytułem, zasłaniać się herbem i kancelaryjnym papierem. Trzeba podjąć środki aby temu zapobiec. To zaś wszystko po to, abyście nas wysłuchali, nie zaś odprawili bez słowa - skończył zarumieniony odwagą swoich słów. Przełknął ślinę bojąc się, że za swoje zuchwalstwo zostanie pojmany, wtrącony do lochu czy ścięty. Ale to nie on przemawiał, czuł, że całe dzieło stworzenia mówiło, że sam Adanos przez swe działa wejrzał na niego w osobie Ventepi. Spojrzał ukradkiem na Drasula, aby oczytać z cokolwiek z jego twarzy.

Drasul:
Drasul był dumny ze słów Progana, sam lepiej by tego nie ujął.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej