Tereny Valfden > Dział Wypraw
Konkordat puszczy i kniei
Drasul:
- Królu! Uwolniłeś nas spod jarzma bandyckiego tytułu, jaki ciążył nad naszymi głowami po rozłamie w łowcach i krwawej wojnie domowej. Jesteśmy Ci za to wdzięczni, dałeś nam dom i pozwoliłeś zaopiekować się dziełem stworzenia na Valfden. Nasza wizyta nie jest aktem agresji, ni pokazem siły lub zbytecznego wywyższania się. Postanowiliśmy przybić licznie, by umocnić siłę naszego oddania i pokazać ilu z nas podąża za Ventepi. Zwierzęta przybyłe z nami mogły wywołać lekkie zamieszanie wśród miejskiej ludności ale był to jedyny i niezamierzony, negatywny efekt ich wizyty. Królu stajemy przed Twym obliczem rozczarowani. W kniei, gdzie się osiedliliśmy coraz częściej można spotkać oznaki plagi. Tej plagi, która nie powinna istnieć od przeszło 20 lat!
Isentor:
- Drasulu nie szukaj wymówek, gdy masz spełnić swój obowiązek, i nie przechwalaj się, gdy przyszedł czas twego poniżenia. Nie trzeba mi przypominać o niebezpieczeństwie plagi, walczyłem przeciwko niej jeszcze za czasów młodości w pierwszych wyprawach ognia na południowe tereny kontynentu. Jako Król naszego pierwotnego państwa na wyspie Marant poprowadziłem oddział dzielnych śmiałków na wyspę wulkaniczną, gdzie ostatecznie udało nam się zniszczyć wszelkie pozostałości plagi. Resztę zrobiła za nas asteroida. Jak śmiałeś zarzucać mi świadomość obecności plagi na Valfden? Z nas wszystkich zebranych w tym pomieszczeniu to ja straciłem najwięcej przez tę abominację z czarnej rudy. Nigdy nie przeszedłbym obojętnie obok najmniejszego podejrzenia bądź najcichszego szeptu na temat plagi.
Gordian Morii:
Gordian zaś spojrzał całkowicie obojętnie na Lithana, gdyż większość myśli, które przypisywał mu ten elf były zwyczajnym ironicznym dopiskiem autora, który nijak miał się do tego o czym rozmyślał marszałek. Ten bowiem zastanawiał się w tej chwili czym uraczą ich królewscy kucharze, gdy w czasie przerwy w obradach udadzą się na obiad. Nie mniej jednak przekonanie Gordiana okazało się słuszne. Dlatego postanowił wtrącić do rozmowy swoje trzy grosze.
- Przepraszam, że się wtrącam do Waszej dyskusji Królu, ale jako, że własną osobą reprezentuję urząd Marszałka Koronnego, a więc i wszelkie instytucje, których jestem zwierzchnikiem, chciałbym zadać szanownym druidom jedno istotne pytanie. Czy wasze przypuszczenia dawały Wam prawo do spowodowania całkowitego paraliżu stolicy? Czy nie uważacie ponadto, że lud Valfden będzie uważał Was teraz za tych, którzy strachem i terrorem chcą wymusić na innych zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń? Nie mogliście o Szanowni wystosować do króla zwyczajnego poselstwa z prośbą o pomoc, lub wyjaśnienie zaistniałej sytuacji? Wydaje mi się, że powinniśmy dążyć do uzyskania harmonii, a nie do powstawania kolejnych zarzewi konfliktów w tak trudnych dla naszego królestwa chwilach.
Hagmar:
A jeden już ta elfia kurwa rozpętała. Dracon stał w cieniu, gdzieś tam z tyłu. Gdyby ktoś spojrzał w lewo zobaczyłby czerwone ślepia patrzące z mroku. Powstrzymywał się przed rzuceniem się na elfa. Wiedział że skończyło by się to zdrapywaniem ich ze ścian...
Choćbyś zaczął gotować obiady dla sierot nie uwierzę w twoją przemianę Lith... Słuchał i analizował.
Drasul:
- Nie wierzymy w poprawne politycznie bóstwa, przybyliśmy do Króla wedle naszego zwyczaju. Nie musisz tego pojmować marszałku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej