Tereny Valfden > Dział Wypraw

Konkordat puszczy i kniei

<< < (6/12) > >>

Progan:
Drasul spojrzał znowu przez prawe ramię, narzucając brzemię na Progana, testując go i sprawdzając. Badając czy w nim ogień słomiany wiary, czy pożar gotowy objąć świat swą żarliwością wiary, nadziei i miłości. Człowiek opuścił głowę, chwilę potem podniósł ją napełniony wiarą w słuszność sprawy.
- Las toczy choroba. Zwierzęta zmieniają się w bestie, których duchy są zatracone przez przekleństwo. Rośliny toczą złe soki, owoce choroby to robaczywe nasienie. Pan puszczy i kniei poddaje pod wątpliwość, że jest to przekleństwo Plagi, szerzące się po świecie 20 lat temu

Gordian Morii:
I oczywiście nikt inny tylko MY jesteśmy temu winni. Bogowie...- przemknęło mu przez myśl gdy słuchał Progana, który notabene jest lub był (co się wkrótce zapewne okaże) członkiem jego własnej załogi.
Nie chciał jednak wtrącać się do rozmowy, gdyż mogłoby być (owo wtrącenie) uznane za akt grubiaństwa bądź zwykłą niegrzeczność. Nie mniej śmieszyło go już powoli przypisywanie panującej władzy wszystkiego co negatywne, przy jednoczesnym przeświadczeniu, że wszystko co pozytywne jest darem bogini. A może było na odwrót? Może to król był tym godnym chwały, ofiarnym opiekunem, który dał druidom miejsce gdzie mogli zamieszkać, a to bogini zsyłała na nich plagi i nieszczęścia z uwagi na to, że brzydziła się takich wyznawców?

Izabell:
Podczas gdy gdzieś w mieście zaczynała się audiencja, cała reszta ludu lasu pozostała poza murami. Nie mieli nic konkretnego do roboty. Czuwali, rozmawiali, bawili się ze zwierzętami. A pośród nich Izabell. Sama. ÂŻadnej znajomej twarzy. Czuła się kompletnie zagubiona. Wiele wody przepłynie nim odnajdzie się w tej społeczności. Próbowała skupić na czymś myśli, ale była dość roztrzęsiona. Nie było jej dobrze. Uniosła nieco wzrok, gdy uznała widok swych stóp za tak samo nudny, jak łokieć i kosmyk włosów, w które wpatrywała się wcześniej.
Wtedy go zobaczyła. Zawróciło jej się w głowie. Zbliżał się do niej dostojnie. Kucnęła, by zbliżyć się choć trochę do jego poziomu. Głupkowaty wyraz na pysku spowodował, że się uśmiechnęła. Nieśmiało wyciągnęła rękę i dotknęła jego twardej sierści. Było to zaskakująco przyjemne uczucie dla ich obojga. Kontynuowała, płynnymi ruchami przemierzając jego ciało. Wydawał z siebie dźwięki rozkoszy.
Była ich tylko dwójka na całym świecie. To nie mogło trwać wiecznie. Pojawiły się kolejne ręce i kolejne obiekty do głaskania. Izabell była zaskoczona różnorodnością technik. No cóż, każdy jest inni. I każdy lubi sobie poczochrać bobra. Przynajmniej było już dobrze.

Eric:
Eric nie był przekonany co do słuszności działań podjętych przez Konkordat. Manifestacja siły była w jego mniemaniu jedynie przebłyskiem zgubnej brawury, która tak naprawdę nie niosła za sobą żadnych korzystnych implikacji. Mogła jedynie zaszkodzić wizerunkowi obrońców lasu, na pewno również nie stanowiła mocnej figury w negocjacjach z królewską świtą. Nie podobała mu się ta sztuka dla sztuki. Owszem, był pod wrażeniem wiążącej mocy druidów, która przywiodła tu setki różnorodnych bestii, ale nie odnajdywał większego sensu w tak widowiskowych działaniach. Na własnej skórze przekonał się, jakich prozaicznych kłopotów nastręczał nalot skoncentrowanych oddziałów ptactwa z całej wyspy. Nękany wątpliwościami i zatroskany najbliższą przyszłością Konkordatu przecisnął się między grupkami dzieci lasu, lekką dłonią usuwał z drogi ostrza wardyn, kije i pomniejsze zwierzęta. Wzrokiem odszukał sylwetkę Dragomira, druida o nieopisanej mądrości i doświadczeniu. Stanął tuż obok brodatego przybysza z Ankorvaat.
- Wybacz, jeśli nazbyt się nastręczam, mistrzu - zmielił w ustach pochlebne określenie. - Ale jaki był cel tych manifestacji? Nie zyskamy sobie tym niczyjej sympatii, nasz wizerunek nie ulegnie diametralnej poprawie, a wrogów, jak mniemam, czynić sobie nowych nie chcemy?

Lithan le Ellander:
Lithan zmierzył dziwnym spojrzeniem Gordiana, jakoby słyszał to co tamten myślał.
Zaś przed miastem Dragomir spojrzał na Erica i rzekł
- Osobiście nie posunąłbym się do tego typu manifestacji siły, jednakże musimy polegać w mądrości Pana puszczy i kniei. Głębszy sens musi w tym tkwić. Być może miał wizję zesłaną od bogini i pozostając wiernym sługą spełnił jej wolę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej