Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niebezpieczne góry
Rakbar Nasard:
- Tyle śmierci... Ech, nie lubię tego widoku. - powiedział wyczerpany i nieco przygnębiony. - Gdzie marszałek kopalni? - jednym teatralnym skinieniem ręki odwołał ÂŻywiołaka, na miejscu którego pojawiła się kałuża lawy. - Trzeba załatwić resztę i nie zostawać tu dłużej. Zła atmosfera tu panuje.
Canis:
Mikołaj Sazarow zadął w rog po skończonej walce i rzucił się do rannych żołnierzy.
- Ranyach do baraków! Martwych za mur, na stos i spalić! Kanclerzu! Podskarbi! Proszę do biura...
Salazar usłyszał, co mówił Sazarow.
- Ty idź do niego, ja idę krew pozyskać do tunelu i zobaczyć co ze szczeniakami...
Rakbar Nasard:
Rakbar nieco markotny ruszył do biura Sazarowa licząc, że rychło tą kopalnie opuści. Tyle trupów. Wszedł do baraków, a potem do pokoju zarządcy fortu...
Canis:
- Co wyście kurwa zrobili?! TYLE MARTWYCH! TYLE NIEWINNYCH ZGINĂÂŁO!
Zaczął mówić Sazarow gdy tylko wszedłeś.
Salazar cofnął się do tunelu i widząc, ze nic już mu nie grozi, spojrzał na widmo, które szaleńczo szatkowało martwe ciało harsesisów. siłą woli zakończył łączącą ich więź, i transportowanie własnych sił. Nie będziesz mi tu potrzebny... Pomyślał i ruszył w głąb tunelów do strażników udzielających pomocy.
- Macie jakieś puste fiolki, szkła? Może być po mleku, wodzie... na pewno macie coś opróżnione od ostatniego konwoju.
- Owszem, są, zaraz przyniesiemy. - Powiedział strażnik i skinął głową na młodego strażnika, który biegiem ruszył na stołówkę, gdzie był również magazyn.
Rakbar Nasard:
- Panie Sazarow, niech pan pomyśli logicznie. Czy to myśmy was zabijali? Jeśli pan chce cokolwiek ugrać na mniejszej nagrodzie, to raczej się pan przeliczy. Wykonaliśmy gargantuiczną pracę, tak wielką i wymagającą, że wszyscy byście polegli bez naszej pomocy. Kiedy spotkamy Viperiona, z pewnością nas za skuteczność pochwali, bo leże Harsesisów było liczne a są to bestie, których nie pokona zwykły woj. Podziękuj pan i zapłać, to się rozstaniemy w zgodzie. I proszę wziąć, marszałku, pod uwagę to, że kiedyś w przyszłości może pan ponownie potrzebować pomocy, a kiedy zwróci się pan do odpowiednich osób, te przyślą nas, bo nie ma w okolicach lepszych. Proszę więc... - mówił nieco podnosząc ton, ale zachowując normy neutralności i przyzwoitości szlacheckiej, choć mało w nim było manier z tej sfery.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej