Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niebezpieczne góry

<< < (36/43) > >>

Rakbar Nasard:
- Proszę. - powiedział, po czym podał malucha do rąk witality Elronda.

Elrond Ñoldor:
Elrond ponownie w identyczny sposób wysłał energię magiczną do ciała kolejnego potworka. Więź była mocna i trwała. Kanclerz sumiennie przeczesał cały organizm, każdą pojedynczą komórkę w poszukiwaniu trujących związków i innych złych rzeczy, które mogły zagrozić malcu. Gdy wszystkie przetransportował do własnego ciała zerwał połączenie. Ledwo co otarte czoło ponownie zrosiło się czarnymi kroplami. Moc magiczna wypychała z jego organizmu wszystko to, co zabrał szczeniakowi. Po kilkunastu sekundach wszyscy byli zdrowi.
- Możemy ruszać.

Canis:
Szczenięta były uzdrowione. Dwójka magów i nekromanta również ozdrowieli dzięki napływowi zimnego powietrza i byli w stanie racjonalnie i dobrze działać. Ponownie usłyszeliście wycie rogu Sazarowa.

- Lecimy ze szczeniakami na dół, są mało aktywne to nam nie uciekną, zostawimy je straży w tunelu. Powiedział wskazując w dół rozwidlenia, pod kątem 45% dokładnie na wylot gdzie stało 5 strażników. Musimy zobaczyć co sie dzieje na zewnątrz. - Powiedział jaszczur i chwycił za swojego szczeniaka, niosąc go na obu rękach zszedł z tunelu i położył przy strażniku. - Waruj! Pilnuj całej trójki.

Powiedział i spojrzał na wejście do tunelu. Ruszył biegiem w tym kierunku...

Golem rozbił całą ścianę. przy wejściu stało kilkudziesięciu górników, którym udzielano pierwszej pomocy. nikt nie był jednak ranny, najwyraźniej nic w głębi kopalni się strasznego nie wydarzyło, poza tym jednym zawałem.

Z wyjścia z tunelu niewiele widzieliście, było ciemnawo (nie ciemno całkiem ale już niemal kompletny zmrok) już na zewnątrz, lecz słyszeliście huki wystrzałów z kuszy, ryczenie i wycie harsesisów, a co najgorsze, uderzające zbroje strażników o ziemię i uderzenia mieczy. Co mogło znaczyć tylko jedno, albo nie zdołali zabić 7 przeciwników, albo wyleciało ich więcej.

Elrond Ñoldor:
- Jak oka w głowie - powiedział na odchodne strażnikowi. Również ruszył za Salazarem. Oczywiście ze względów taktycznych nie wychodził jednak przed jaszczura.

// Ja na razie muszę lecieć. Nie wiem, kiedy wejdę. Idę na ślub w ten weekend.

Rakbar Nasard:

Rakbar podążał tuż za jego jaszczurzym kompanem a szczeniaka postawił obok jego brata i wyszedł na zewnątrz, prowadząc przed sobą dwie przyzwane istoty. Jedna dominowała na ziemi, druga w powietrzu. Było już niemal ciemno, zatem wewnątrz gór pośród ciemności i duchoty, zeszło im naprawdę dużo czasu. ÂŚwiadczyło o tym między innymi lekkie zmęczenie spowodowane wyczerpującymi walkami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej