Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niebezpieczne góry
Rakbar Nasard:
- Proszę. - powiedział, po czym podał malucha do rąk witality Elronda.
Elrond Ñoldor:
Elrond ponownie w identyczny sposób wysłał energię magiczną do ciała kolejnego potworka. Więź była mocna i trwała. Kanclerz sumiennie przeczesał cały organizm, każdą pojedynczą komórkę w poszukiwaniu trujących związków i innych złych rzeczy, które mogły zagrozić malcu. Gdy wszystkie przetransportował do własnego ciała zerwał połączenie. Ledwo co otarte czoło ponownie zrosiło się czarnymi kroplami. Moc magiczna wypychała z jego organizmu wszystko to, co zabrał szczeniakowi. Po kilkunastu sekundach wszyscy byli zdrowi.
- Możemy ruszać.
Canis:
Szczenięta były uzdrowione. Dwójka magów i nekromanta również ozdrowieli dzięki napływowi zimnego powietrza i byli w stanie racjonalnie i dobrze działać. Ponownie usłyszeliście wycie rogu Sazarowa.
- Lecimy ze szczeniakami na dół, są mało aktywne to nam nie uciekną, zostawimy je straży w tunelu. Powiedział wskazując w dół rozwidlenia, pod kątem 45% dokładnie na wylot gdzie stało 5 strażników. Musimy zobaczyć co sie dzieje na zewnątrz. - Powiedział jaszczur i chwycił za swojego szczeniaka, niosąc go na obu rękach zszedł z tunelu i położył przy strażniku. - Waruj! Pilnuj całej trójki.
Powiedział i spojrzał na wejście do tunelu. Ruszył biegiem w tym kierunku...
Golem rozbił całą ścianę. przy wejściu stało kilkudziesięciu górników, którym udzielano pierwszej pomocy. nikt nie był jednak ranny, najwyraźniej nic w głębi kopalni się strasznego nie wydarzyło, poza tym jednym zawałem.
Z wyjścia z tunelu niewiele widzieliście, było ciemnawo (nie ciemno całkiem ale już niemal kompletny zmrok) już na zewnątrz, lecz słyszeliście huki wystrzałów z kuszy, ryczenie i wycie harsesisów, a co najgorsze, uderzające zbroje strażników o ziemię i uderzenia mieczy. Co mogło znaczyć tylko jedno, albo nie zdołali zabić 7 przeciwników, albo wyleciało ich więcej.
Elrond Ñoldor:
- Jak oka w głowie - powiedział na odchodne strażnikowi. Również ruszył za Salazarem. Oczywiście ze względów taktycznych nie wychodził jednak przed jaszczura.
// Ja na razie muszę lecieć. Nie wiem, kiedy wejdę. Idę na ślub w ten weekend.
Rakbar Nasard:
Rakbar podążał tuż za jego jaszczurzym kompanem a szczeniaka postawił obok jego brata i wyszedł na zewnątrz, prowadząc przed sobą dwie przyzwane istoty. Jedna dominowała na ziemi, druga w powietrzu. Było już niemal ciemno, zatem wewnątrz gór pośród ciemności i duchoty, zeszło im naprawdę dużo czasu. ÂŚwiadczyło o tym między innymi lekkie zmęczenie spowodowane wyczerpującymi walkami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej