Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niebezpieczne góry
Canis:
- Ucieczka przed dużymi kotami ze skrzydłami, to nie to samo co umykanie przed gigantycznym gadem, magu. Bierz i nie pierdol. - Powiedział podając mu drugie szczenię. Sam wziął jedno. Jaszczur siłą woli zakończył utrzymywanie widma w świecie materialnym. "Wracaj gdzie twoje miejsce." Powiedział ostatecznie kończąc ten związek i zrywając nić porozumienia.
Szczenięta są niemrawe, zatrute dymem i oparami w pomieszczeniu. W przeciągu następnych 30 minut obumrą.
- Elrondzie, musisz je uleczyć, jak najszybciej... - Powiedział zataczając się ze szczeniakiem pod pachą. dotarł do tunelu i ręką zaparł się o ścianę. Zaczął iść po ścianie do tunelu, gdzie był przewiew.
- Lecz Elrondzie... lecz... - Powiedział gdy dotarł i oddychał sobie świeżym powietrzem kładąc szczenię, by Elrond mógł je swobodnie uleczyć.
//Nie dopisujcie sobie szczeniąt nigdzie, póki nie zostaną uleczone, poza tym te które przeżyją zawrę w podsumowaniu wyprawy.
Rozległo się wycie rogu zarządcy fortu, Mikolaja Sazarowa, co mogło jedynie oznaczać Atak harsesisów na fort.
Rakbar Nasard:
- Ależ ja nie uciekałem przez dużymi kotami. - zaśmiał się rubasznie, a echo rozniosło się po pomieszczeniu i tunelach. Rakbar nadal prowadził żywiołaka przed sobą. Utrzymywał go jak najdalej od siebie, aby dodatkowo nie podtruwać towarzyszy i małych Harsesisów. Kula światła oczywiście, o ile jeszcze istniała, była utrzymywana przez magiem, aby oświetlać korytarze skąpane w ciemnościach.
- Mam im pomóc? - powiedział, a kiedy przyjrzał się kompanowi, dodał: - Wyraźnie osłabłeś od tego bohaterstwa, Salazarze. Lepiej, gdybyś tu został.
Elrond Ñoldor:
- To nie powinno potrwać zbyt długo - powiedział i przyłożył dłoń do głowy tego, którego miał na rekach Salazar. Energia magiczna wpłynęła do ciała małej bestyjki. Stworzyła połączenie w postaci jasnej wiązki światła. Następnie rozlała się ciepłem od ogona po pyszczek. Szukała wszystkiego co złe, co trujące. Krew została przefiltrowana, tak samo tkanki. Wszystko popłynęło strumieniem magicznym do ciała witality. Zerwał połączenie. Szczenie było zdrowe.
Następnie zregenerował własne ciało. Trwało to dosłownie chwilę, gdy toksyny wypłynęły z jego ciała poprzez pot.
- Dużo magii... Dajcie chwilkę odsapnąć. Zaraz zajmę się kolejnym.
Canis:
- Dojdziemy do siebie, to pomożemy im na zewnątrz. Powinni sami dać radę. To kusznicy, na otwartym polu 7 harsesisów? Jak już teraz słońce im w oczy nie świeci? Dadzą radę. - Powiedział powoli wracając do siebie.
Wszyscy czuliście się lepiej. Elrond wyleczył się odtruwając jednocześnie pierwszego harsesisa. Rakbar już wracał do normy, dym zszedł z płuc, najwyraźniej nie był to problem, zaś temperatura i ciepłota twego ciała powoli spadała normując się, lecz nadal doskwierała ciału.
//Elrond - Zdrowy.
//Rakbar - Tracicisz 1 finiszery na post z każdej wyuczonej specjalizacji.
//Salazar - Tracisz 1 finiszery na post z każdej wyuczonej specjalizacji i 2 inkantacje na post.
Elrond Ñoldor:
- Dobra. Kolejne - do trzymanego w dłoniach szczeniaka popłynęła świetlista smuga światła, która wleciała w niego i rozprzestrzeniła się po nim. Pomiędzy dwoma ciała została utworzona więź. Elrond za jej pomocą zbadał cały organizm bestii i każdą złą cząstkę, która truła i zabijała przetransportował do swojego ciała. Oczyścił krew, narządy, wszystkie tkanki. Szczenie było zdrowe. Zerwał połączenie i dał energii magicznej uzdrowić samego witalitę. Czuł pot spływający mu po twarzy i plecach. Pot pełen trujących substancji. Prawie czarny. Mirabel będzie musiała wyprać mu koszulę i bieliznę jak wrócą.
- Rakbar, podaj ostatniego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej