Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niebezpieczne góry

<< < (29/43) > >>

Canis:
Salazar wyciągnął ostrze wolną ręką z zaciśniętej ręki rozcinając wewnętrzną stronę dłoni.
- Elhuxu!

Wypowiedział formułę czerpiąc moc z głębi swej duszy. Energia magiczna błyskawicznie pomknęła w kierunku kropel krwi łącząc się z nią. Energia magiczna wchodząc w interakcje z krwią nabrała specyficznej dla zaklęcia mocy. Błyskawicznie, zgodnie z wolą jaszczura energia pomknęła w kierunku pędzącego Harsesisa. Błyskawicznie wniknęła w ciało bestii łącząc się z układem krwionośnym. Bestia pędząc doznała drgawek na ciele po czym ciężko dysząc padła na ziemię. Energia magiczna doprowadziła krew wewnątrz ciała do wrzenia, z otworów ciała, zaczęła ciec gorąca, wrząca krew świadcząc o śmierci przeciwnika.


Granat magmy eksplodował na 3 metry przed  jednym Harsesisem. Wbiegł on w pole wybuchu i magma ogarnęła całą głowę bestii rozrywając doszczętnie głowę. Pędzące ciało jednak przykryło dalsze efekty wybuchu.

Ciała zaczęły sunąć po pochyłej powierzchni. Były tuż przed wami dając wam ostatnią szansę ucieczki przed staranowaniem przez (już teraz) zwłoki.

Rakbar Nasard:
Rakbar mając oświetloną przestrzeń przed sobą teleportował się na wprost. Cząsteczka po cząsteczkę została przetransportowana za pomocą energii magicznej w miejsce oddalone o 10 metrów wgłęb tunelu, a ciało Rakbara zostało ponownie uformowane w tymże miejscu. Musiał jednakże złapać się ścian tunelu, bowiem duże nachylenie podłoża połączone z krwią i innymi substancjami pochodzącymi z organizmu Harsesisa, powodowały słabą przyczepność butów do podłogi. Po chwili zaczął powoli kontynuować ten krwawy ale jakże męczący marsz.

Elrond Ñoldor:
Elrond mocą mortokinetyczną zatrzymał pędzące na niego zwłoki. Oczywiście jedne zwłoki. Na drugie nie starczyłoby mu sił. Ustal jednak tak, by owe drugie w niego nie przyhaczyły.

// Sorry, ale dzisiaj i jutro nie będę miał czasu. Grajcie sobie. ;)

Canis:
Salazar skupił się i wniknął w swe ciało energią magiczną. Wczuł się w każdą cząsteczkę i wybrał miejsce tuż obok Rakbara, do teleportacji. W jednym momencie dał nakaz energii rozbicia ciała na cząsteczki, by w drugim momencie przetransportować je i scalić się w całość tuż obok Rakbara, za zlatującymi ciałami. Udało mu się.


Widmo pędziło za Harsesisem i dorwało je, by zadać cięcia szponami ponownie w ciało. Cieniste szpony zadawały rany raz po raz zadając głębokie rozcięcia i tworząc dokuczliwe rany. bestia wycieńczona padła ciężko dysząc i wykrwawiając się w prawej odnodze tunelu. Po zabiciu widmo ponownie skryło się pod osłoną niewidzialności.


Wycie i ryczenie dobiegało w głównej mierze z lewej odnogi tunelu, z którego wyleciały poprzednie harsesisy. Można było to uznać za ich swoiste leże i siedzibę w tej odnodze tuneli.


Golem przedarł się na wylot ściany gruzów rozsypując powstały mur. Strażnicy z pochodniami prędko wykorzystali moment i dzierżąc pochodnie w jednej dłoni, miecze w drugiej wbiegli do środka by ocenić stan kopalni wewnątrz i straty w ludziach.

Rakbar Nasard:

- Słyszycie? Na lewo. Tam ich jest dużo, a co znaczy, że tam jest też szerzej. Może nawet wielka grota. Tam przyda się żywiołak.
- Heshar! - padło słowo inkantacji.
Mag wyciągnął przed siebie ręce i złączył dłonie, z których wkrótce po wypowiedzeniu inkantacji wyleciał podmuch ognia. I wtedy zaczął. Przelał sporo energii magicznej z własnej duszy i oddziaływał na nią pirokinezą, która spowodowała znaczny wzrost temperatury, wyładowania aż w końcu powstanie półpłynnej cieczy przypominającą magmę. Za pomocą psioniki zaczął rzeźbić jego ciało, aby twór ten był trwały i skuteczny w działaniu. Korpus szeroki, ręce długie, zakończone ostrymi jak brzytwa magmowymi ostrzami. Idąc wyżej, Rakbar uformował głowę i twarz, nadając jej jako taki wyraz. Głowa była zespolona z korpusem bezpośrednio. Mag wyczuł wiązkę energii magicznej w dopiero co urzeźbionym ciele i dołączył do niej swoją, grubszą, transportującą większe pokłady energii magicznej. Spowodowało to ożywienie istoty. Istota była tworzona w poziomie, gdyż warunki nie pozwalały jej na przybranie pełnej pozycji. Jakkolwiek była ona zła, żywiołak lewitując na "brzuchu" zajmował w tunelu niewiele miejsca na szerokość.
- Chodźmy. - powiedział idąc w obranym kierunku. ÂŻywiołak emanując gorącym powietrzem leciał 10 metrów przez swym źródłem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej