Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konkwistadorzy...
TheMo:
Themo kierował się tuż za tubylcami. Nie chciał wpaść w żadną z pułapek. Widok wioski od wewnątrz zrobił na nim wrażenie. Taka cywilizacja w takim terenie. I na dodatek żyjąca zgodnie z naturą. Jednak nie przybył tutaj zwiedzać, toteż starał się nie rozglądać po chatach, a pilnować się załogi. Co chwilę odganiał się od owadów, które chyba chciały założyć gniazdo w jego brodzie. W końcu doszli do centrum wioski. Dokładnie przyglądał się odświętnym strojom Indian. W trakcie podziwiania wódz wygłaszał przemówienie. Gdy padło pytanie, nie bardzo wiedział jak na nie odpowiedzieć. "A wy"? Przecież nie może powiedzieć za wszystkich. Jednak postanowił zabrać głos w nadziei, że nie powie nic głupiego.
-A ja jestem ten dobry. Nie mam zamiaru naruszać równowagi natury.
Rakbar Nasard:
Rakbar musiał przedstawić i siebie. Nie spodziewał się jednak entuzjazmu, kiedy przedstawi swoja personę jako powiernika ognia, czyli żywiołu destrukcji.
- Tak... ja studiuje moce poszczególnych żywiołów. Jestem uczonym, można to tak powiedzieć. ÂŻyje w zgodzie z dżunglą.
Gordian Morii:
- Więc jesteście nam braćmi w... - nie skończył, gdy powietrze rozdarł świdrujący ryk rogu, a właściwie wielkiej muszli. Stojący na wieżyczce palisady strażnik wzywał wojowników ostrzegajac wszystkich mieszkańców przed niebezpieczeństwem.
- Złe Mzimu. - warknął tylko przez zęby wódz i chwytając za swoją włócznię pobiegł w kierunku bramy.
- Pomożemy! Za mną załoga. - zawołał kapitan i wyciągając pistolety ruszył za plemiennymi wojownikami, którzy o dziwo, (albo i nie) już dawno znajdowali się przed bramą.
- ÂŚwięta walka, nasze dusze zostaną Mzimu! Brońcie swojej wioski! - zagrzewał do walki wódz w czasie gdy brama się podnosiła.
Tymczasem załoga również pokonała dzielący ich dystans i gdy przejście było otwarte ujrzeli całą hordę nieumarłych. Przegniłe zwłoki zombie i wysuszone szkielety wyszły z gęstwin leśnych powoli krocząc w kierunku osady.
Wojownicy ustawili się ławą w odległości około pół metra od siebie, tak by nie przeszkadzać sobie nawzajem.
Zombie i szkielety poruszały się dość wolno z uwagi na miękki grunt, w którym grzęzły, były nie więcej niż 50 metrów od nas wszystkich. Szły i warczały, a gorąc i duchota tylko potęgowała wydzielany przez nich smród.
20x Zombie
20x Szkielet//:Szkielet wyposażony jest w
Nazwa broni: Martwy toporek
Rodzaj: topór
Typ: jednoręczny
Ostrość: 13
Wytrzymałość: 15
Opis: Wykuty z 0,73kg mosiądzu i wystrugany
z 0,2kg drewna o zasięgu 0,7 metra.
//: Jest wieczór, godzina 18:00
//: Najbliżsi przeciwnicy są 45 metrów od wojowników, najdalsi 80
//: Jest dość wilgotno, grunt stosunkowo miękki, piechurzy w ciężkich pancerzach mogą sie zapadać przy próbach biegu.
//: Jesteśmy na wielkiej leśnej polanie, więc proszę uważać z ogniem
//: Przestrzegam przed używaniem zaklęć obszarowych zabijających setki wrogów, nie podpalić lasu, ani nie zabić sprzymierzeńców
//: Walczyć ładnie, talenty czekają :)
Rakbar Nasard:
// To w końcu jest wilgotno i bagniście czy sucho? Kula ognia, granat magmy podpali grunt?
Gordian Morii:
//: No przecież napisałem. Zresztą chyba każdy miał geografię i wie co to jest las deszczowy. Jest tam duszno, parno i wilgotnie. Grunt jest cały czas wilgotny, codziennie pada tam deszcz. ÂŚciółka nie wysycha, ale gnije. Nie zapali się od iskry jak u Salazara na wyprawie. Tu bardziej chodzi o używanie jakichś mocnych skilli ognistych. Deszcz ognia, meteor, etc.
//: Serio trochę takiej własnej wyobraźni. Przecież nie będę opisywał wilgotności, temperatury, kierunku wiatru i wszystkich innych zmiennych.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej