Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konkwistadorzy...
Hagmar:
Wstyd Aragornie żeś o tych ludziach nawet nie słyszał... wstyd. Ganił się w myślach wchodząc do wioski.
//Szory, znajomy dopiero wyszedł ;p
Rakbar Nasard:
- To naprawdę... zdumiewające. Przywitamy się z wodzem? - rozglądał się uważnie i zapamiętywał trasę do tego miejsca. A jego pojemna pamięć od studiowania licznych ksiąg mu w tym dopomagała. Podziwiał drewnianą palisadę tubylców a także wszelakie ornamenty i twarze wyryte w drewnie.
Progan:
Progan natomiast kroczył sztywno, oglądał się dookoła siebie. Czuł lęk. Lęk przed majestatem i potęgą natury. Krocząc ścieżkami leśnej braci dokonywała się w nim przemiana... Jaka to przemiana, tego na razie nikt nie mógł odgadnąć.
Gordian Morii:
Podążyliście za wodzem do wioski, która nota bene składała się z kilkunastu prymitywnych chatek zbudowanych z tego co ludzie mogli znaleźć w dżungli. Większość z nich nie posiadała ani okien ani drzwi. Część nie miała nawet ścian, gdyż klimat tego miejsca sprawiał, że nawet Hemis było tutaj niewiele chłodniejsze od pozostałych pór roku.
Kobiety nosiły swoje najmłodsze pociechy w plecionych chustach przewieszonych przez plecy, podczas gdy te starsze pomagały im w codziennych czynnościach.
Wódz zaprowadził was na sam środek, gdzie wokół rytualnego ognia zebrali się wszyscy wojownicy odziani w odświętne skóry dzikich bestii i pióra ptaków.
- ÂŻyjemy w zgodzie z Matką. Nie polujemy dla przyjemności, bierzemy to czego potrzebujemy, bo Matka o nas dba. - zaczął wódz.
- Dlatego Wy też dbajcie o Matkę, bo kto krzywdzi Ją, krzywdzi i nas. A wtedy przestaniemy być przyjaciółmi. Mzimu złe wami zawładnie, a dobre Mzimu was zniszczy. Bo my jesteśmy jego rękami. Jego oczami. Jego nogami. I jego krwią.
- A Wy?
Progan:
Progan rzekł cichym i spokojnym głosem
- Jestem członkiem konkordatu puszczy i kniei... Służę Matce Naturze według słów Pana puszczy i kniei, który jej wolę nam objawia...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej