Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak konkwistadorzy...

<< < (32/38) > >>

Progan:
Progan lekko cofnął się kiedy z grobowca wyłonił się pysk dziwnej istoty, niemniej jednak został. Stał niepokornie dla innych, jednakże swym estetycznym okiem oglądał przedziwną istotę. Nie znał tego gatunku, nie słyszał o nim nawet. Jednakże był to rodzaj leśnego smoka. Progan wychwalał w swym sercu Matkę Naturę za tak piękne stworzenie.
- Dziękuję Ci, Ventepi, żeś zachowała nas, dzieci swe, od złej przygody. Dziękuję Zartacie, Zewolo, Ellmorze. Dziękuję... - wyszeptał szczęśliwy, że wszystko dobrze się kończy.

TheMo:
A Themo stał i patrzył w górę bez żadnego skrępowania.
-Kolejny smok. Za niedługo zacznę zbierać smocze kule.
Powiedział cicho pod nosem. To był trzeci smok jakiego widział na oczy z tak bliska. Ale nadal był pełen podziwu i szacunku dla tych mistycznych istot.

Gordian Morii:
Smok siedział chwilę w milczeniu odczytując myśli i intencje zebranych. W pewnym momencie odezwał się.

- Jesteście przekonani o swej słabości i kruchości. To nie jest jednak prawda. Wróćcie do swoich i odpocznijcie, przed wami czas próby. - po tych słowach zamachał skrzydłami i odleciał w kierunku gęstej dżungli, gdzie zapewne żył.

- Wielki i potężny powrócił... - zaczął szaman, którego podnieść próbowało dwóch wojowników.

- Nie widziałem, żeby Syn Ducha był tak przejęty. Wracajmy do domu. Do wioski. - powiedział wódz i wszyscy razem ruszyliście w drogę powrotną.

TheMo:
Themo odprowadził smoka wzrokiem. Nie miał mu nic do przekazania. Nie zinterpretował jego słów. Czas próby. Pewno czeka ich starcie z siłami zła, co było wiadome od dawna. Wziął swój pakunek, który wcześniej dał mu kapitan. Odwrócił się i pokierował swoje kroki w głąb dżungli, gdzie skierowali się też pozostali. Kroczył ścieżką za tubylcami. Z jednej strony się cieszył, że wraca do domu bogatszy o nowe doświadczenia, a z drugiej nie bardzo, gdyż znów musi iść przez gęstwinę i błoto dźwigając łupy. Chociaż schodząc z górki miał znacznie łatwiej. Stawiał tylko uważniej stopy, by się nie zsunąć i nie zjechać.

Progan:
Progan zamyślił się nad słowami smoka. Nie mogło być one zwykłymi słowami rzucanymi na wiatr, cechować musiały się głębszym sensem. Człowiek zastanowił się nad nimi kontemplując ich sens. Znowu myśląc zaczął mówić głośno, ni to do siebie, ni to do zebranych, mówił w eter, do wszystkich. Do wszystkich narodów, nacji, rodów, plemion.
- Wydaje nam się, że jesteśmy słabi, przeświadczeni o swej kruchości jesteśmy, lecz prawdą to nie jest... Razem... Razem jesteśmy silni, razem gotowi jesteśmy iść w bój i mocą swego ramienia walczyć z przeciwnikiem. Razem... Ale żeby razem być, każdy sam musi być silny, musi rozwijać się i doskonalić, bo każdy łańcuch jest na tyle silny na ile silne jest najsłabsze jego ogniwo. Nam to przyświeca idea wolności, prawdy, sprawiedliwości. W nas to płonie ogień nadziei. Dlatego mimo swej kruchości, marności i słabości, jesteśmy silni. I siłę tą okazywać musimy, zachwiać nam się nie wolno. A każdy wróg, który nas spotka ulęknie się naszego ducha wiary i nadziei, ulęknie się tego, że w nas strachu nie znajdzie... - zmieszał się, gdy zorientował się że mówi na głos słysząc swój własny głos w swych uszach. Wiedział jednak, że słowa które mówił były prawdziwe.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej