Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konkwistadorzy...
Progan:
- To Wy oczyścicie miejsce spoczynku przodków, mówię to Ja Wielki... To usłyszałem... - rzekł leżąc na ziemi i jeszcze <?> walcząc z bólem.
Gordian Morii:
//: Proguś, masz narysowaną na czole białą farbką coś, jakiś znak, który robi z Ciebie półszamana. Jak duchy pieprznęły szamanem to Ty też dostałeś ich gniewem, a więc poczułeś jakby ktoś przyłożył Ci gorący pręt do czoła. Już Cię nie boli. :)
//:Themo "W tym samym czasie z dżungli" czytajcie moje posty. <poirytowany>
A więc ruszamy do kurhanu, nie ma czasu do stracenia - powiedział i łapiąc za szablę ruszył ku wejściu kurhanu. Trochę obawiał się jakiejś dziwnej reakcji duchów, ale na szczęście nic takiego nie nastąpiło. Korytarzy był długi i prosty, a na półkach po prawej i lewej jego stronie złożone były urny podobne do tej, którą upuścił szaman. Cholera. - pomyślał, gdy uświadomił sobie, ze zapomniał wziąć ją ze sobą. Może reszta będzie bardziej zapobiegliwa. - co kawałek korytarz posiadał odnogi prowadzące do większych wnęk jednak teraz nie było potrzeby ich badać. Wydawały się puste i tonęły w ciszy. Główna komora musiała być gdzieś na końcu, przecież zawsze coś takiego jest.
Progan:
Progan podniósł się z ziemi obolały. Czuł jakoby rozgrzany do gorąca pręt został przyłożony mu do czoła. Krocząc do kurhanu zauważył urnę z prochami, odwrócił się do innych wspominając na to co działo się z szamanem rzekł
- Niech któryś z wojowników weźmie prochy... - powiedział i ruszył za Gordianem szepcząc pod nosem
- Zewolo, królowo dusz, miej nas w opiecze, oświetlaj naszą drogą swym świetnym ogniem, rozświetl mądrością swej prawdy ciemności naszych umysłów. Ellmorze, panie losu i przeznaczenia, nie dopuść złego do nas, abyśmy szczęśliwi wypełnili swoje przeznaczenie, jakie by ono nie było... Ventepi, moja pani, strzeż nas, dzieci swoje, które swoje dłonie unoszą przeciwko niegodziwości Tobie zagrażającej. Pomnij na to, że podnosimy rękę na to, coś powołała do śmierci, lecz żyje na przekór Twej woli... - wszedł za Gordianem do kurhanu. Ciemność opanowała go. W powietrzu unosił się zapach kurzu.
TheMo:
Akustyka w dżungli była dość kiepska, dlatego wydawało mu się, że dźwięki dochodzą z kurhanu, w którym może prawdopodobnie coś siedzieć, ale po skupieniu się zorientował się, że zagrożenie nadchodzi z zupełnie innej strony. Udał się do kurhanu, zaraz za Gordianem. Cały czas dzierżył w rękach załadowaną kuszę na wszelki wypadek. Lecz widoczność się pogarszała i aby nie zranić żadnego z towarzyszy zdjął palec ze spustu i skierował broń w podłogę.
-Przydałoby się jakieś światełko.
Gordian Morii:
Progan poczuł na sobie wzrok setek astralnych bytów, które szeptały coś w nieznanym mu języku. Wojownicy i szamani, których prochy złożone były w tym kurhanie przyglądały się przybyszom z zaciekawieniem wymieniając uwagi.
W grobowcu wbrew pozorom nie było aż tak ciemno, gdyż skomplikowany system szczelin i wypolerowanych miedzianych dysków zapewniał światło każdej z komór grobowych wraz z tą, do której dotarł Gordian.
Kapitan stanął przy wejściu do komory, na której środku znajdowała się wielka studnia sięgająca kilkaset metrów wgłąb ziemi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej