Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konkwistadorzy...
Gordian Morii:
- Nie wolno wam tam wchodzić! - syknął szaman zasłaniając wejście własnym ciałem.
- To święte miejsce, nie możecie przeszkadzać duchom. Tylko szaman może wejść do grobowca by złożyć prochy wojownika wśród jego przodków! - to powiedziawszy obrócił się i mamrocząc coś pod nosem ruszył schodami w górę.
Gdy był już przy samym wejściu, jakaś dziwna moc rzuciła starcem na ziemię, a kamienna urna, którą niósł potoczyła się po schodach w dół, lecz na całe szczęście przetrwała ten upadek bez żadnego uszczerbku.
Stojący obok Gordiana Progan również padł na ziemię, a jego czoło zapłonęło straszliwym bólem.
-Duchy przodków, niegodni. - sapał szaman, gdy jeszcze raz miotnęło nim o kamienie. -Tak się stanie. - powiedział i zemdlał.
A jakiś wewnętrzny głos powiedział do Progana.
-To Wy oczyścicie miejsce spoczynku przodków, mówię to Ja Wielki.
W tym samym czasie z dżungli zaczęły dochodzić zawodzenia i trzaski zwiastujące nadejście kolejnej fali nieumarłych.
- Bronic Kurhanu bracia! - krzyknął wódz, a plemienni wojownicy utworzyli półokrąg zagradzający wejście do grobowca.
Rakbar Nasard:
Rakbar szybko podbiegł do okolicznego drzewa. Złapał konar dłońmi i wyczuł weń drzemiącą energię. Stworzył z nią połączenie, przesyłając z własnej duszy energię magiczną w stronę drzewa. Po chwili ono ożyło i było na rozkazy swojego stwórcy. Mag cofnął się nieco i nakazał Drzewcowi ruch. Przebiegł parę metrów i przybrał pozycje obronną, stając na przeciwko dżungli, plecami w stronę wojowników.
- Dzisiaj sama Matka nas wspomoże. - dumnie powiedział w stronę szamana.
Progan:
//: Jestem przytomny?
Proganem rzuciło do tyłu, ból jakiego doznało jego ciało i jego duch wykręcił ciałem śmiertelnika, wygięło go w łuk. Twarz Progana wykręcona została grymasem bólu, mięśnie na szyi napięły się, po czym usłyszał on głos w środku
-To Wy oczyścicie miejsce spoczynku przodków, mówię to Ja Wielki.
Dziecię lasu zdążyło pomyśleć Ventepi, pomóż swemu dziecku... po czym spróbował przezwyciężyć ból i przemówić.
- Us... usłyszałem... głooossss... Ahhhrrr - zawył rozdzierany bólem.
Gordian Morii:
//: No jesteś.
- Co powiedział ten głos? - zapytałem trochę nie wiedząc co powiedzieć, w końcu wszystko działo sie bardzo szybko.
- Musimy im jakoś pomóc!
TheMo:
No i zaczęły się problemy.
Themo ściągnął kuszę z pleców i wyjął jednego bełta z kołczanu. Włożył pocisk do ładownicy i zaczął naciągać cięciwę, by broń była gotowa, kiedy jakieś złe Mzimu wylezie z kurhanu, a dźwięki dochodzące z wnętrza mogły na to wskazywać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej