Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak konkwistadorzy...

<< < (24/38) > >>

Gordian Morii:
Substancja podana przez Progana nie mogła zbytnio pomóc ale w połączeniu z zabiegami szamana sprawiła, że wojownik mógł przynajmniej iść. Gordian poczekał aż wszyscy będą gotowi, a potem zarządził wymarsz. Wojownicy plemienni byli bardzo dobrymi przewodnikami, gdyż znali te okolice praktycznie od dziecka. Prowadzili więc grupę bardzo sprawnie ostrzegając przed złudnymi kępkami trawy czy pniakami, które kryły obok siebie ruchome piaski, bądź gniazda strasznie uciążliwych robaków.
Po kilkunastu minutach marszu grupa przeszła niewiele ponad 50 metrów, lecz i trakt zmienił się diametralnie.
Kręta ścieżka na bagnach powoli zaczęła piąć się w górę a podłoże z bagnistego zmieniło się na twardsze, jakby górskie. W istocie bowiem grupa wspinała się na niewysoki na którym usypany miał być kurchan. Narastający huk zwiastował jeszcze inne zjawisko, niezwykle piękne i urzekające.

Między bujnymi drzewami Gordian dostrzegł wodospad, którego istnienie wyjaśniało istnienie swoistych mokradeł w tej części dżungli.
- Coś pięknego. Szkoda, że Lilith została na okręcie. - powiedział przystając na moment. Lecz zaraz ruszył dalej wspinając się kamienną ścieżką na osamotniony płaskowyż jakby wycięty w szczycie górskim, na który z kolei miał znajdować się stary dracoński chram. Niestety wysokie drzewa i ogólnie bujna roślinność nie pozwalały dostrzec ruin.

TheMo:
Themo szedł w środku grupy dźwigając pakunek z łupami, który dał mu kapitan. Gdy ujrzał pełnie dżungli i wodospad otworzył usta ze zdziwienia. Pełnia dziewiczej natury. Nic dziwnego, że tubylcy chcą walczyć ze złym Mzimu. Gdy wszedł na twardy grunt mocno tupnął nogami, by usunąć błoto z butów, które wcześniej mu się nazbierało na obuwiu, szczególnie, że niósł ładunek który powodował większe zapadanie się. Lecz nie szło mu się łatwiej a to ze względu na wspinaczkę na wzniesienie. Chociaż dzięki czystemu powietrzu i chłodzie powiewającym od strony rzeki znacznie lepiej mu się oddychało i nie czuł takiego zmęczenia.

Gordian Morii:
Grupa wiedziona przez przewodników pięła się coraz wyżej i wyżej powoli wychodząc z lasu. Gdy w pewnym momencie znaleźli się ponad dżunglą słońce zbliżało się już do południa, a mgły spowijające ogromny las rozwiały się odsłaniając wspaniałe widoki.
-Patrzcie tam. To chram o którym wam opowiadałem, a właściwie chram do którego mieliśmy iść, ale nam nie wyszło. Obiecuję, że jeszcze tam pójdziemy. - powiedział wskazując na olbrzymią dracońską piramidę górującą nad wiecznie zielonymi lasami tej części wyspy.


- Tam złe Mzimu, dużo! - odezwał się przewodnik wskazując włócznią na budowlę.
- My iść, już nie daleko. - dodał i ruszył dalej uważnie rozglądając się po ścieżce.

TheMo:
Odwrócił głowę w kierunku wskazanym przez kapitana.
- Mam nadzieję, że tam wrócimy. Ja zawsze chętny ubić złe Mzimu.
Długo jeszcze podziwiał dracońskie ruiny. Przywołał wspomnienia ze swojej ostatniej wycieczki do takiego chramu. Tam znaleźli maszynę, dzięki której usunięto mgłę. Ciekawe, co jest w tym, opuszczonym pewno nie uczęszczanym przez nikogo. Ale zaraz po tym przypomniał sobie ile opryszków i plugastw czaiło się w chramie. Pozostaje tylko gdybać co może być w tym. Nie chciał się domyślać, chciał to sprawdzić. Ruszył dalej. Dobrze, że wódz poinformował go o odległości, bo miał chęć rzucić pytaniem "daleko jeszcze?".

Progan:

--- Cytuj ---Szaman właśnie kończył opatrywać ranionego wojownika, który jak się okazało skończył tylko z kilkoma głębszymi zadrapaniami i stłuczeniem z uwagi na przygniecenie przez gada.
--- Koniec cytatu ---
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
//: To jak to ledwo pomogło? :(


Progan podziwiał piękno i majestat dżungli, kiedy zaś zauważyli chram, wciągnął głośno powietrze. Nigdy nie był w dzikiej świątyni draconów. Znał jedynie chram, który znajdował się w konkordacie. Tamten był jednak dokładnie zbadany.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej