Tereny Valfden > Dział Wypraw

Na drodze ku zrozumieniu

<< < (40/42) > >>

Izabell:
Coś się kończy, coś się zaczyna. Powrót do natury skończył się dla mnie nim na dobre go rozpoczęłam. Co ja teraz z sobą pocznę? Jeśli nie ma dla mnie miejsca tu, to nie ma dla mnie miejsca nigdzie. Och, Matko, rozmyślała elfka, układając się na wodzie do upragnionego snu. Mogę obwiniać ich, ale przecież sama zawiniłam bezczynnością i bezradnością. Ziewnęła i obróciła się na drugi bok.
- Miej mnie w swojej opiece - szepnęła jeszcze i zasnęła przemęczona.

Drasul:
Izabell zmorzył kamienny sen. Elfce przyśniła się polana, podobna do tej ze skażonym drzewem. Spostrzegła, że w zasadzie jest to ta sama polana, a ona jest unieruchomiona w czarnej brei wypływającej spod kory dębu. W panice Izabell zaczęła się chaotycznie szamotać, jednak w niczym to nie pomagało. Z czarnej brei wypełzły drobne insekty, które zaczęły kąsać jej jasną skórę. Z początku ich ukąszenia były nieznaczne, zupełnie jakby żerowało na niej kilkanaście komarów. Z czasem wgryzały się w jej skórę coraz mocniej potęgując większy ból. Niektórym z nich udało się przebić warstwę skóry, wpełzały głęboko pod mięśnie wgryzając się w nerwy. Izabell czuła niewyobrażalny ból ogniskujący na całym ciele. Zza dębu wyłonił się młody elf, stanął metr od elfki. Jego oczy były zupełnie czarne, zdawał się nieobecny, stał bezczynnie, nie próbując nawet pomóc Izabell.

Melkior Tacticus:
Popełniłem błąd, my wszyscy. Ale kto mógł wiedzieć że stanie się to co się stało? Czasu się nie cofnie... Młody elf wolał zbytnio nie myśleć o wydarzeniach minionej nocy, był przygnębiony. Ziewnął i utulił się do snu.

Drasul:
Melkiora nawiedziły koszmary, w których ciężko chory potrzebował pomocy. Wysłał więc posłańca do apteki, oczekując na jego powrót odczuwał niewyobrażalny ból, miotał się w okrutnych konwulsjach. Gdy młodzieniec powrócił na ustach Melkiora zagościł uśmiech, lecz ten ku jego zdziwieniu wziął flakonik z lekarstwem w rękę, wyjął korek i ostentacyjnie wylał zawartość na podłogę patrząc z pogardą na elfa. Melkior zaczął się krztusić odchrząkując krew, nie mógł oddychać...aż zbudził się oblany potem.

//Izabell nadal śni i może w tym śnie reagować.
//Melkior zbudził się i tego dnia już nie zaśnie.

Melkior Tacticus:
Elf otarł pot z czoła. To tylko sen, zły sen... Melkior nie miał sług, we dworze nie bywał wcale. ÂŻył skromnie w chatce na podgrodziu. To go trochę uspokoiło, ale tylko trochę. Może to jakiś znak?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej