Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu
Izabell:
Izabell nie powstrzymywała krzyku. Ból, jakiego nigdy nie doznała, nawet w porównaniu z pewnym wydarzeniem, przeszywał całe jej ciało. Zaczynała panikować, nie wiedząc co zrobić z sobą. Kręcąc się po okolicy, udało jej się dostrzec najpierw drzewo, które było w jeszcze gorszym stanie, ale i mężczyznę. To nie ja tu się liczę, przemknęło jej przez myśl. Uczepiła się tego jak liny, próbując się uspokoić. Ból wprawdzie się potęgował, ale zaczęła walczyć. To nie ja potrzebuję pomocy, ja muszę jej udzielić. Spróbowała drżącą ręką strząsnąć z siebie chociaż część robactwa. Dostrzegła w międzyczasie szczegóły elfa, który się pojawił. Walczyć, walczyć z tym, tym plugastwem. Ale jak?!
- Kim jesteś? - spróbowała z siebie wydusić. - Jesteś wrogiem czy... czy ofiarą - dodała zaraz. Wyciągnęła w jego kierunku rękę, nie prosząc o pomoc, lecz ją oferując, mimo iż nie miała pojęcia, jak miała by to zrobić. Matko, miej mnie w swojej opiece, powtórzyła w myślach słowa najkrótszej modlitwy, tym razem dodając jeszcze jedno zdanie. I pokaż mi, jak pomagać twemu stworzeniu w potrzebie.
Eric:
Eric błędnym wzrokiem wodził po okolicy. Wspomnienia z ostatnich kilku godzin były dla niego skryte mglistym, mrocznym welonem. W niektórych miejscach umysł przesyłał mu różne sygnały, wśród nich dominowały informacje u bólu, smaku krwi i niegodziwych mutantach czyhających na jego życie. Zupełnie bez udziału narządów słuchu i tradycyjnych dróg przepływu dźwięku, w jego głowie rozbrzmiało donośne kłapnięcie potężnych szczęk i dziwny mlask, jakby ktoś rozdzierał aksamit. Poczuł ciepło w dolnej kończynie. Zaryzykował krótkie spojrzenie w dół i wtedy doznał szoku. Bezbronny, budzący litość, obandażowany kikut znajdował się w miejscu, w którym spodziewał się dojrzeć swoją stopę. Zacisnął szczęki, starając się powstrzymać złość i żal. Bólu właściwie nie czuł. Dłońmi zakrył oczy, a kciukami intensywnie i natrętnie nacierał na skronie. Natłok beznadziejnych myśli, jaki go zalał, był nie do zniesienia. W tej chwili odczuwał tylko dotkliwe zmęczenie, a on sam wręcz pragnął, by oddać się delikatnym dłoniom ograniczonej świadomości. Opuścił powieki, czując wilgoć zaszklonych oczu i zasnął.
Drasul:
Mężczyzna dotknął dłoni Izabell kończąc jej męki. Sen był już dla niej lekki.
Eric oblany potem po części przez gorączkę a po części przez nękane koszmary, w których nieustannie uciekał przed zagrożeniem, przewracał się z boku na bok. Sen zaprowadził go do groty zamieszkałej przez tą samą istotę, którą swego czasu widzieli w lesie. Amorficzny stwór nie okazywał wrogości, nie lękał się człowieka. Zapędzony w kozi róg Eric oglądał się przez ramię próbując upewnić się czy zmory z lasu wciąż za nim podążają. Bestia z jaskini zrobiła ku niemu krok.
//Czekamy na Erica, kolejny raz.
//Sen Izabell zakończył się.
Eric:
Eric czuł, jak wilgotna tkanina jego koszuli przylega mu do lepkiego od potu karku. Niepewnie postawił pierwszy krok w kierunku potwora. Czuł się jak szaleniec, który dumnie kroczy w paszczę zagłady. Krok po kroku, coraz bliżej. Zaraz, znów miał stopę? Na moment ucieszył się tak, jakby grota nie była mrocznym siedliskiem zła, a biesiadną salą ze stołami zastawionymi trunkami i mięsiwem. Z trudem opanowywał drżenie rąk.
Drasul:
Wypaczone skażeniem stworzenie wtargnęło do jaskini, włochaty potwór stanął w Twojej obronie rzucając się na oponenta. Walczyli zaciekle miotając się po jaskini, obijając od jej ścian, w ferworze walki wturlali się do wyjścia kontynuując potyczkę przy jeziorze. Usłyszałeś głośny ryk i cichy pisk, po chwili do jaskini powrócił włochaty potwór, wygrał pojedynek z wypaczonym agresorem, w wyniku starcia utracił jednak dłoń. Od tego momentu sen był już dla Erica lekkim.
Po kilku godzinach podróży dotarliście do stolicy. Druid zaczął wypakowywać towary z wozu, Drasul zbudził was, by powiedzieć kilka słów na pożegnanie.
- Nie mnie oceniać wasze poczynania w kniei, jeśliście godni Ventepi wkrótce da wam znak.
Wyprawa zakończona
Grupa rekrutów aspirujących do zostania dziećmi lasu została wysłana przez Pana Puszczy i Kniei do dżungli na północ od stolicy. Napotkawszy anomalię w postaci skażenia czarną rudą próbowali wyleczyć las z choroby. W skutek błędnych decyzji plan nie koniecznie poszedł po ich myśli. Gdyby nie interwencja prawdziwych obrońców puszczy, zapewne rekrutów nie byłoby dziś z nami.
Drasul
Aktywność: 1 złoty talent
Opisy: 1 złoty talent
Walka: brak
Bonus pieniężny: 200 grzywien
Eric
Aktywność: 1 brązowy talenty
Opisy: 1 złoty talent (+1 złoty talent za bonus rasowy)
Walka: 1 brązowy talenty
Bonus pieniężny: 150 grzywien
Izabell
Aktywność: 1 srebrny talent
Opisy: 1 srebrny talent
Walka: 1 brązowy talenty
Bonus pieniężny: 125 grzywien
Melkior
Aktywność: 1 srebrny talent
Opisy: 1 srebrny talent
Walka: 1 brązowy talenty
Bonus pieniężny: 125 grzywien
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej