Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dżungla - kłusownicy
Canis:
- Ofiarą padło przynajmniej 75 stworzeń ostatniej nocy w tym rejonie. Nie wiem ile ich grasuje, ale musi być to spora ilość. Sądzę, ze polują w grupkach, gdyż taki obszar ogarnąć jest bardzo ciężko jedną zwartą drużyną. Jezeli się dzielą i robią podział terenów, wówczas mógłbyś postarać się rozpracować to w jakiś sposób. Może ten chaos który robią i teoretycznie w chaotyczny sposób - być może jest jakoś zorganizowany.
Rakbar Nasard:
- Dobrze, wiem już chyba wszystko. Ruszam, zanim zapadnie noc, by mieć nad nimi nieco przewagi. Oczekuj mnie jutro. - Powiedział, po czym opuścił wieżę i skierował się na południe, na skraj dżungli.
Canis:
Szedłeś i szedłeś, a czas mijał nieubłaganie. Widziałeś jak słońce leniwie zachodzi za horyzont, a jasność dnia przeistacza się w szarość, pomału wręcz w noc. Idąc dżunglą, nie szlakiem w pewnym momencie zauważyłeś ciekawe zjawisko. Delikatną górkę, na której rosło drzewo. Wszystko było by w porządku, gdyby nie to, ze wokół niej było mnóstwo plam krwi, zaschniętej ale jednak. Zbliżając się do górki słyszałeś dziwne sapanie, charczenie, a z boku dojrzałeś, że jest tam grota, całkowicie zacieniona.
Rakbar Nasard:
Rakbar starał się trzymać dystans, ale nie większy niż 45 metrów od wejścia do ów groty. Nie planował ryzykować, cokolwiek się tam znajdowało. Była noc, a noc, to nie pora dnia, w której mógł się czuć swobodnie. Złapał rękoma pobliskie drzewo, wyczuł w nim nikłą tętniącą energie magiczną. Stworzył wtedy połączenie, transfer własnej energii do drzewa. Wtem drzewo zamieniło się w Drzewca. Oczywiście bez rozkazu nawet się nie poruszył, zatem nie wywołało to żadnego hałasu. Teraz najtrudniejsze. - pomyślał i wdrapał się na obudzonego drzewca. Nie za wysoko, mniej więcej w miejsce, gdzie gałęzie ulegały rozwidleniu. Usiadł sobie wygodnie, podwinął nogi i skrzyżował je po maureńsku.
- Anash!
Mag zaczerpnął nieco energii magicznej z duszy i skupił ją pomiędzy dłońmi. Wkrótce, pod wpływem impulsu jakim była inkantacja, ów energia zamieniła sie w granat magmy. Z pomocą psionicznej siły, Rakbar skierował pocisk do groty. Bezbłędnie przeleciał przez otwór i wybuchł po koło 1 metrze od wejścia wgłęb jaskini. Po ataku zaczął obserwować jego skutek.
Canis:
Był wybuch no i wybuchł. A nic się w kwestii dźwięków nie zmieniło.Na objętym obszarem wybuchu trawa zaczęła płonąć. Było stosunkowo sucho co zaczęło powodować powolne rozprzestrzenianie się ognia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej