Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pułapka na myszy II

<< < (14/41) > >>

Canis:
"Wykonajcie plan. ÂŚmierć to nie koniec waszego życia, powrócicie w chwale i potędze. Jednakże teraz najważniejsze to odciągnąć jego uwagę. Nerwowy i bezradny, zmieszany będzie niezdolny do prowadzenia walk na nieistniejących frontach i zajmie się tym czego nie ma, pomijając i wdzięcząc uwagą także to co jest. nie da się wielu srok za ogon trzymać. Wszystko będzie nasze." Czytał Nathaniel w liście.

Gdy otworzyłeś list Salazar wszedł i naszedł Elfa czytającego sobie list.
- Coś ciekawego w nim piszą? - Zapytał ciekawy.

Nawaar:
Elf kończył czytać, gdy w końcu wszedł Salazar spóźniony. - Nie che mi się recytować. Masz sam poczytaj. Powiedział elf wstając i wręczając list jaszczurce.

Canis:
Wziął list i przeczytał. złożył go na pół i wrzucił do kominka niczym papierowy samolocik, który zwykł nazywać papierową sową.
- A jemu? Musieliście ucho odciąć? Przecież to tylko przeszkadza takie coś... Eh nieważne. Idźcie spać. Macie klucze jeszcze nie? Więc dobrej nocy. - Powiedział odprowadzając gości do wyjścia z pokoju.

Nawaar:
- To akurat zrobił Eric. Ja nawet nie zdążyłem, zareagować przykro mi. Powiedział elf biorąc klucz, aby udać się do swojego pokoju należycie wypocząć. Nathaniel otworzył drzwi, które następnie zamknął od środka. Nie chciał mieć gości, takich jak Salazar. Elf zdjął sajdak z łukiem jaki i oba kołczany, jednak na klatce piersiowej zostawił sztylecik, który błyskał srebrnym blaskiem kiedy jakieś światło na niego padło. Dziecię lasu usnęło natychmiastowo. Na szczęście nic mu się nie śniło, żeby nie musieć budzić się w środku nocy. W taki sposób czekał na poranek i pianie koguta.

Eric:
- No cóż - westchnął. - Dobranoc - pozdrowił obu kompanów i poklepał się po kieszeniach w poszukiwaniu klucza. Wyczuł go w tylniej kieszeni spodni. To zabawne, że do tej pory nie przeszkadzał mu w walce. Jego umiejscowienie wydawało się wysoce niefortunne przy zbyt nagłych ruchach. Zastanawiając się nad takimi drobiazgami udał się do swojego pokoju. Wetknął klucz w zamek, przekręcił i słysząc znajomy szczęk otwierających się drzwi, westchnął błogo. Miał już serdecznie wszystkiego dość, na dodatek dziwnie łaskotała go klatka piersiowa w miejscu, w którym doznał rany. Zamknął za sobą i zapalił lampę leżącą na szafce obok łóżka. Podszedł do skromnej toaletki i dokładnie obmył sobie twarz oraz strup na klatce. Przyglądnął się swojej okazałej brodzie. Zaczynała go swędzieć. Wziął z umywalki brzytwę i się ogolił. Kładąc się spać piał z zachwytu nad gładkością swoich policzków.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej