Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pułapka na myszy II

<< < (15/41) > >>

Canis:
- Jesteśmy sami przyjacielu. Powiedział jaszczur do wojownika zgromadzenia który i tak nadal nic nie słyszał. Jednak jaszczur nie lubił czuć się samotny. - Potrzebuję twojej pomocy, będziesz bardzo przydatny, ale to za chwilę.

Powiedział jaszczur i podszedł do zwłok Trablina. wyjął mały nożyk i zaczął oprawiać zwierzynę. zaczął od ściągnięcia łusek. odpowiednio naginając przestrzeń nakładania się łusek ze sobą, wyrywał je odkładając na kupkę. Kolejno wziął się za dłonie, wpychał nożyk pod pazury wyhaczając je z tkanki, następnie silnym ruchem dłoni wyszarpując je z palców. Na koniec zabrał się za uzębienie bestii i wbijając ostrze w dziąsła podważał, aby wydostać je. Gdy zebrał trofea - uznał, ze krew stworka będzie również przydatna. mając puste flakony ze sobą, zaczął zacinać ciało w newralgicznych miejscach podcinając główne żyły i tętnice stworzenia. oprawiając tak ciało przystawiał fiolki napełniając je krwią.

Pozyskuję:
12 pazurów trablina
4 kły trablina
1,5 litra krwi trablina
1m2 łusek trablina


Po oprawieniu zwierzyny podszedł do wojownika zgromadzenia by ocenić jego stan. Wojownik skończył się wić w konwulsjach i uspokajał się. zdolność słyszenia - upośledzona, ale zaczęła funkcjonować, pozwalając mu słyszeć poprawnie jaszczura mówiącego bezpośrednio do niego przy nieodciętym uchu.

- Już się uspokoiłeś? ÂŚwietnie. Chciałbym z tobą porozmawiać. Czy znajdziesz dla mnie czas? - Zapytał patrząc na niego w pełni związanego do krzesła bez możliwości ruchu.

-  Wiesz, że zacznę krzyczeć, ktoś mnie usłyszy i wezwie straże, będziesz skończony szlachciu!

- Moi przodkowie mawiali, że nie ma dobra, ani zła, jest wyłącznie potęga i ci ludzie, którzy są zbyt słabi, by do niej dążyć. Nie interesuje mnie opinia o mnie, powinieneś o tym wiedzieć, jednak nieoszkalowana opinia nie jest przeszkodą. Niemniej jednak krzycz. To zawsze wzmaga mój apetyt.

- Nic mi nie zrobisz! Nie jesteś w stanie.

Salazar wyjął szablę i przystawił ją do pierwszego palca u prawej dłoni. był to mały palec w okolicy pierwszej kości zewnętrznej tuż za paznokciem.

- Nic ci nie zrobię, gdy powiesz prawdę, Jutro rano wrócisz do swoich zajęć jakby nigdy nic. Od kogo masz list.
- Nie wiem...

Nim zdążył dokończyć jaszczur opuścił ostrze gwałtownie odcinając koniec palca. bandyta zawył niemiłosiernie, a z palca trysnęła krew z tętniczki. Jaszczur wiedział, że było to piękne. Przystawił ostrze szabli do drugiego palca, również za koniec pierwszej kostki.

- Ponawiam pytanie od kogo ten list.
- Nie, proszę...

Nim zdążył dokończyć, ostrze niczym gilotyna odcięło końcówkę palca, a z tętniczki ponownie trysnęła krew. Bandyta nie mógł wytrzymać z bólu i wył przeraźliwie. Jaszczur podjął się wręcz trzeciej próby i przystawił ostrze szabli do trzeciego palca, również za pierwszą kostkę.

- I jeszcze raz pytam, od kogo ten list.
- Hoffersonówna dała... Astrid Hofferson... - Mówił wyjąc z bólu.
- Przecież nie żyje. Straż znalazła jej truchło w porcie przy jednej z łódek.
- ÂŻyje, dowodzi ligą cienia. Proszę puść mnie.
- Gdzie ją znajdę?
- Nie wiem, daj już...

Powiedział, lecz nim dokończył ostrze niczym gilotyna odcięło trzecią końcówkę palca. Jaszczur przełożył broń do kciuka, lecz tym razem jego podstawy.

- Ostatni raz pytam. Gdzie ją znajdę.
- Ona mnie znalazła! proszę skończ!
- Wedle woli.

Powiedział i zabrał szablę od kciuka. Prostym zamaszystym ruchem wykonał atak tnąc od boku na wysokości gardła wojownika. Poderżnął tak gardło, a z rany trysnęła krew na posadzkę. Wojownik zmarł. Jaszczur zadowolony z dnia położył się na łóżku w pełnym wyekwipowaniu. Położył się na plecach i ułożył dłonie za głową. Zasnął błogim snem wśród strupów i rozlanej wszędzie krwi. Zadowolony zasnął i spał do rana...

Eric:
Pierwsze promienie słońca wpadły do izdebki przez okno i powoli pełzły po pościeli, wkrótce docierając do wodzących pod powiekami oczu Erica. Rosły mężczyzna zaczął się wiercić, aż w końcu obudził się ze zdezorientowaniem stwierdzając, że łóżko, w którym się znalazł, nie należy do niego. Większość wspomnień z ostatniego dnia nie zdążyła jeszcze wskoczyć na swoje miejsce. Bliżej jego aktualnych myśli znajdował się sen, w którym obrosły w orle piórka latał nad ośnieżonymi graniami masywnego pasma górskiego. W chwili obecnej usiłował przekonać swój umysł, że rozpostarcie skrzydeł i zlecenie z łóżka nie jest najlepszym pomysłem. Po zmaganiach trwających nie dłużej niż piętnaście sekund, podniósł się i podszedł do toaletki. Obejrzał swoją twarz w lustrze. Nie przypominała ona oblicza najbardziej wyspanego człowieka na ziemi. W tej chwili Eric, chociaż go nie znał, wyjątkowo mu zazdrościł. Obmył zimną wodą oczy i resztę twarzy, odświeżył się i ubrał, po czym wyszedł, zszedł po schodach i znalazł się w głównej izbie tawerny. Ta nosiła na sobie znamiona wczorajszej burdy, jednak po interwencji sił mundurowych wczorajszy rozgardiasz ucichł i dziś jedynym jego śladem były porozbijane stoły, krzesła i rzucające się gdzieniegdzie w oczy odłamki szkła, których nie zdołała uprzątnąć służba lokalu.
- Barmaaaaan! - zawołał z nadzieją, że rubaszny człowiek wyłoni się zza kontuaru polerując kufel z zimnokrwistym spokojem.
- Może jakieś śniadanko?

Canis:
- Co byś chciał? Oczywiście wszystko kosztuje. - Powiedział barman.

Poczułeś że coś na ciebie spadło z sufitu na głowę. dotknąłeś się i nic nie poczułeś poza delikatnie czymś mokrym. patrząc na palce zauważyłeś, ze jest to szkarłatna ciecz wyglądająca jak krew. Spojrzałeś nad siebie, a nad tobą była kałuża z krwi, najpewniej krew przeleciała przez deski sufitu.


Jaszczur obudził się i zszedł na dół.
- Barmanie, u mnie w pokoju będzie potrzebne sprzątanie przed przyjęciem nowych gości. proszę jednak, by było to raczej nierozgłaszane. - Powiedział zdając swój klucz do pokoju wraz z małym mieszkiem grzywien, było tamk odliczone 15 grzywien. Barman chwycił i zważył dłonią ile tam jest.

-  Niech Ci będzie.

1093 - 15 = 1078 [Grzywien]

Nawaar:
Elf śpiąc pomrukiwał sobie cicho, żeby nie zbudzić innych lokatorów zwłaszcza tych w szafach. Gdy jednak zapiał pierwszy, kur i wstało słonko Natanek się obudził, ale jeszcze oczu nie otwierał lecz spokojnie wstał, z zamkniętymi oczkami. Dziecię lasu ziewnęło sobie sowicie, a następnie opłukując twarz wodą ni to zimną, ni ciepłą ogarnął się. Pozbierał swoje rzeczy, czyli łuk i kołczany oraz sztylet, który zawieruszył się w pościeli. Gdy to już uczynił otworzył drzwi kluczem, a następnie zszedł na dół widząc Erica i Salazara zawołał. - Zamówiliście, coś do jedzenia?.

Eric:
- Jajecznicę na boczku i bekon - zdecydował się na nutę swojskości. - Ile to będzie? - zapytał, czując jak jego organizm wygrywa na strunach żołądku pieśń głodu.
- Dzień dobry, Nathanielu, Salazarze - skinął na towarzyszy klepiąc się po brzuchu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej