Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy II
Nawaar:
- Spróbuję. Powiedział właściwe do siebie. Rzeczywiście szafa była dość sporych rozmiarów, mogłaby pomieścić kilka zwłok. Elf roztworzył szeroko szafę, skrzypnięcie jakie to wywołało mogłoby obudzić zwłoki gdyby akurat właśnie nie umarły od tego dźwięku. Natanek najpierw zaciągnął jednego mężczyznę z raną na szyi od sztyletu, tak to był ten którego właśnie zabił. Jego właśnie umieścił twarzą do prawej strony szafy, a drugiego z raną od miecza postawił na przeciwko twarzy tego pierwszego. Tak, że ich spojrzenia się spotkały wyglądali na parę kochanków chowających się, przed wykryciem i wyskoczeniem z szafy. Gdy zakończył taszczenie zwłok elf domknął, oba skrzydła znów to dziwne skrzypnięcie, a następnie wziął kawałek sznurka z jednej półek. - Dobra przyjemniaczku siadaj. Powiedział normalnym tonem, do rozbrojonego mężczyzny i zaczął go obwiązywać siedzącego. Elf zwłaszcza skupił się na nogach i dłoniach człowieka, które zostały mocno skrępowane tak, że nie miał prawa się ruszyć. Dla większej pewności związał go w okolicach klatki piersiowej. - Gotowe. Powiedział z uśmiechem na ustach.
Eric:
- A teraz - powiedział, uśmiechając się najbardziej perlistym uśmiechem ze swojego repertuaru. - Opowiesz nam, kim jest Malahar i czego chciał od Salazara - sztych miecza przyłożył do podbrzusza zbira, niebezpiecznie blisko krocza.
- Mam nadzieję, że nie masz żadnej wady wymowy i nie seplenisz - powiedział. - Mówię to wyłącznie dla twojego dobra - zapewnił, przyjmując litościwy wyraz twarzy, powściągając brwi i usta.
Canis:
Salazar zszedł do walczącej tłuszy ichciał coś powiedzieć. Jednak jego słowa przerwał huk wywołany gwałtownym otworzeniem drzwi i pojawieniem się pięciu ciężkozbrojnych strażników.
- Stać! Co tu jest kurwa grane! - Rozległo się donośnym głosem mrożącym krew w żyłach. wszyscy spojrzeli na źródło głosu. Była to drobnego wzrostu kobieta. Wszyscy od razu jak jeden mąż puścili przeciwników i zaczęli układać poprzewracane stoły i krzesła. strażnicy zaczęli patrzeć na zniszczenia w postaci krzeseł i stołów i zarządzali mandaty dla zebranych. - A ty tu czego szlachcicu i czego machasz szablą. Tyś to sprowokował!?
- Oczywiście nie. Przyszedłem bo wyrwał mnie ze snu hałas bijatyki... wynająłem...
- Dobra dobra, nie ma czasu na całą historie. Widziałeś kogoś podejrzanego? wiesz kto to wszczął?
- Nie, ale...
- Więc pozwolisz, że wykonam swoje obowiązki a ty wrócisz delektować się snem. Dobrej nocy.
Co za su*a, teraz już wiem, czemu Aragornowi nerwy puściły. Pomyślał spotykając tę samą babę. Schował szablę i wracał już na schody...
- Nic wam nie powiem, możecie mnie zabić, nic wam to nie da. - powiedział śmiejąc się z was. - Zmądrzyjcie i pomóżcie nam, zarobicie na tym. Macie jego zaufanie jakieś, łatwiej wam go zabić, zwłaszcza w tej sytuacji.
Eric:
Eric spojrzał na zbója. Potem na swój miecz. Potem jeszcze raz na zbója, chwytając go za kości policzkowe jedną dłonią i mierząc radosnym spojrzeniem. Wziął kawałek pościeli z łóżka i zakneblował mu usta. Po chwili romantycznego uniesienia odciął mu ucho, niezbyt delikatnie.
- To tyle, jeśli chodzi o jakiekolwiek negocjacje - parsknął.
Nawaar:
Patrząc na zachowanie Erica, elf zamknął oczy. Nie chciał nikogo, aż tak okrutnie ranić chociaż lepsze to niż stracić siusiaka. Jednak Nathaniel nie załamał się i otworzył oczy, a nawet zabrał głos. - Facet słuchaj my chcemy, po dobroci a sam sobie utrudniasz. Powiedz, co wiesz a wypuścimy Cię wolno. Czyżby elf blefował z wypuszczeniem zbira wolno. Jasne było to, że nie wypuści go żywego, ale nie chciał chować znów trupa w kawałkach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej