Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pułapka na myszy II

<< < (5/41) > >>

Eric:
Pchnięty w kark bandyta słaniał się na nogach. Zaskoczony ciosem elfa nie był w stanie zareagować. W tym momencie jego umysł znajdował się w dość nieprzyjemnym stanie, w którym starał się zorientować, dlaczego przed oczami poruszają mu się jakieś dziwne, dynamiczne kształty zamknięte w mrocznych konturach, których wcześniej nie widział. Dla Erica stanowiło to doskonałą okazję do pozbycia się uzbrojonego i potencjalnie szkodliwego natręta. Kopnął miotającego się przeciwnika w podbrzusze. Impet ciosu rzucił go na ladę, która wyszła na spontaniczne spotkanie potylicy zbira. Jeżeli wcześniej można było mówić o majaczących mu przed oczami kształtach, to teraz przesłoniły mu niemal cały widok, bezpardonowo rozgaszczając się w jego skromnym polu widzenia. Wykończenie zamroczonego przeciwnika nie stanowiło dla Erica większego problemu. Trzymając miecz oburącz, wraził mu klingę w brzuch i przeciągnął w górę. Posoka wystąpiła na poszargane ubranie bandyty i zbroczyła podłogę. Jej drażniący zapach w ogólnej ferii najróżniejszych woni był jak na razie niewyczuwalny. Podobnie jak obecność pozostałych dwóch rzezimieszków, których Eric widział przed tym, jak wybuchło to kompletne szaleństwo.
- Jesteś cały? - zapytał Nathaniela. Bardziej rutynowo aniżeli z jakąkolwiek troską. Zresztą elf miał dość charakterystyczny styl walki. Najwyraźniej nie uważał jej za coś, co wymaga bliższego kontaktu z przeciwnikiem i odskakiwał, jakby każdy z wrogów miał w okół siebie własną, wyjątkowo nieprzyjazną atmosferę działającą z opóźnionym zapłonem na każdego intruza, który znajdzie się w jej zasięgu. Krzywdę mógł sobie zrobić najwyżej sam.

2/2 Bandytów martwych
2x Wojownik zgromadzenia - schowani wśród walczącego tłumu

Nawaar:
- Tak. Nic mi nie jest. Odpowiedział i mówił dalej. - Bądźmy czujni, bo gdzieś się pałęta jeszcze dwóch. Elf zaczął rozglądać się, czy ktoś nie nadchodzi na wojowników.

Canis:
Wtem za Dyumem z zaskoczenia pojawił się wojownik zgromadzenia. Szybkim ruchem przystawił ci ostrze do gardła. Nie zdążyłeś nawet zareagować, gdy poczułeś chłodną stal na swoim gardle. Sięgnął do twojej ręki by wyjąć ci miecz z dłoni.
- Oddaj, nim poderznę cię jak prosię.

Nathaniel z pewnością zauważył to i zamierzał ratować kolegę. Byłoby świetnie, gdyby nie to, że banda była już na tyle blisko niego, że nie zauważyłeś, gdy tuz za tobą z zaskoczenia pojawił się wojownik zgromadzenia. Szybkim ruchem przystawił ci ostrze do gardła. Nie zdążyłeś nawet zareagować, gdy poczułeś chłodną stal na swoim gardle. Sięgnął do twojej ręki by wyjąć ci sztylet z dłoni.
- Oddaj, nim przebiję twoje gardło.

2x Wojownik zgromadzenia , jeden za Dyumem, przystawia mu ostrze do gardła i zamierza zabrać miecz. Jeden już za Nathanielem i przystawia ostrze do jego gardła, zamierzając odebrać mu sztylet.

Eric:
Eric mógł się tego spodziewać. Wszakże co drugi zbój ma w genach zapisaną skłonność do pojawiania się znikąd ze śmiercionośną stalą w dłoni. Co trzeci w tej sytuacji był podatny na dobrze wymierzony łokieć, ale Eric nie miał chwilowo wielkiej ochoty na radosną zabawę z matematycznym prawdopodobieństwem. Szczególnie, że ten miał na sobie dość solidnie wyglądającą kolczugę. Dlatego też na pozór posłusznie rozluźnił nieco uchwyt na rękojeści i nie wbudzając podejrzeń przesunął klingę w stronę wyciągniętej dłoni zbira, tak że ostrze znajdowało się między nią, a stopą przeciwnika. Kiedy poczuł na karku coś jakby westchnienie satysfakcji, z paskudnym uśmieszkiem zacieśnił uchwyt i pchnął ostrze prosto w jego w stopę. Klinga przebiła z nieprzyjemnym mlaskiem skórzane buty na nogach zbira i zatopiła się w ciepłej tkance, przebijając ją na wylot i z głuchym stukiem wbijając się w drewnianą posadzkę. Bandyta wrzasnął wariacko i zatoczył się do tyłu. Eric wykorzystał to i naparł na niego plecami, uwalniając się ze śmiertelnego uścisku. Chwycił za rękojeść tkwiącego w posadzce miecza i wyrwał go silnym pociągnięciem ramienia. Rozejrzał się w poszukiwania Nathaniela, który mógł znajdować się w podobnej opresji.

2x Wojownik zgromadzenia

Canis:
Ból sprawiony przez Dyuma wywołał mechanizm ochrony. W wyniku bólu nie był w pełni skuteczny. Miecz wojownika zgromadzenia wraz z dłonią opadł niżej i ciał równolegle, poniżej gardła przez klatkę piersiową Dyuma tworząc głęboką na 2 centymetry długą na 20 centymetrów ranę, z której obficie leciała krew.

//Otrzymujesz obrażenia cięte o głębokości 2 centymetrów i długości 20 centymetrów. Obficie krwawisz.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej