Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy II
Nawaar:
Tak jak się tego, elf spodziewał bandyta zaskoczył go w najmniej oczekiwanym momencie. Zimna stal miecza podchodziła powoli do szyi młodego elfa. Adrenalina i tętno jego wzrosły, na widok broni. Strużka potu wytworzona zleciała z czubka głowy i zatrzymała się na nosie. Nathaniel w stresie obmyślił plan i czekał, tylko na okazję. Już miał podać bandycie sztylet gdy Eric uwolnił się z okowów. Wtedy też kropla potu spadła na posadzę, a elf chwycił mithrilowyą strzałę przy kołczanie, który miał u pasa i wbił ją w szyję rzezimieszka kucając od razu, żeby nie zostać trafionym. Następnie odskoczył do przodu trzymając cały czas sztylet w dłoniach.
2x Wojownik zgromadzenia( jeden ranny w szyję strzałą.)
Eric:
Eric poczuł piekący ból w klatce piersiowej. Chwilowy mechanizm, który dzięki wysokiej dawce adrenaliny maskował go, podnosząc głośne larum ogłosił swoje fiasko. Krew lała się obficie po jego koszuli.
- Ja pierdolę - wycharczał sam do siebie, co zawsze w tych momentach dodawało mu otuchy. - To moja najlepsza koszula...
Dłonią starał się zatamować krwotok. Trochę zakręciło mu się w głowie, poczuł się słabo. Niektóre rzeczy poruszały się, w jego mniemaniu pozostawiając za sobą zdecydowanie niegustowne smugi. Ostatnim wysiłkiem zdobył się na to, by podejść z mieczem w dłoni do zbója, który właśnie kwilał, wijąc się w otoczeniu swojego własnego epicentrum rwącego bólu. Stopa, w istocie, wyglądała fatalnie.
- Ty skurwielu - wydusił z siebie, nim zadał ostateczne cięcie, które poderżnęło gardło przeciwnika. Zaraz po tym Eric osunął się na kolana i zakaszlał krwią.
1/2 Wojownicy zgromadzenia gryzą piach
Canis:
//Nathaniel:
Nie zdarzyłeś dokończyć ataku, gdy docisnął twoją głowę do ostrza dusząc cię i tworząc delikatną ranę na szyi.
- Nie bądź głupi. Pozbędziemy się jaszczura i was zostawimy. - Mówił elfowi do ucha z perfidnym uśmiechem na twarzy. - Możecie nam pomóc, ale nie zdołacie przeszkodzić.
//Dyum:
Wojownik zablokował twój cios ostrzem miecza, drugą dłonią sięgnął po sztylet klinując twoje ostrze.
- Zmądrzyj. Nie po was przyszliśmy.
Nawaar:
Elf pomyślał chwilę przyparty do ostrza miecza. W sumie zawsze, będzie można ich zabić we trójkę. - Chłopie twój miecz do mnie przemówił. Pomogę wam i tak go nie lubiłem, ale zostawcie moje rzeczy. Dobra?. Ciekaw był reakcji człowieka.
Canis:
- Oddaj sztylet i łuk, po dobroci. Jedyną krew jaką dziś chcemy przelać to krew podskarbiego. Wasza będzie jedynie dodatkiem, jeżeli się nie dostosujecie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej