Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy II
Nawaar:
- Dość ciekawa historia. Muszę przyznać. Powiedział elf na początek opowiadania, kiedy jednak Eric mówił dalej a dodatkowo to szturchnięcie mówiło mu wiele. - Dwa razy nie musisz powtarzać. Powiedział z uśmiechem na ustach. Jednak w końcu dojechali do lasu. Elf wciągnął leśne powietrze, które dodało mu sił. - W lesie czuję się zawsze dobrze, ale domem tego nazwać nie mogę. Widzisz każdy szuka swojego miejsca na tym świecie, a ja wciąż szukam. Powiedział tajemniczo gdy znaleźli się na skraju lasu.
Eric:
- A ty jak trafiłeś na Valfden? - spytał elfa, czując, że nadeszła jego kolej na ckliwą opowiastkę o latach minionych.
Canis:
Spojrzeliście na korony drzew. Widzieliście tylko rude ogony znikające w gęstwinach liści wyprzedzające was w szybkim tempie. Nagle coś ze skoczyło na ulicę, była to mała wiewiórka. Z liści wyłoniło się swoiste stadko, kilkunastu wiewiórek.
Koń spłoszył się nieco stając dęba po czym opadł zatrzymując się wraz z wozem. Czarny kuń obrócił łeb w kierunku woźnicy z pytającym i wystraszonym wzrokiem. Wyjrzeliście z wozu cóż to się stało, a wiewiórka zaczęła machać łapką i mówić coś. Nie byliście w tanie zrozumieć co mówiła, bądź próbowała przekazać. Domyśleliście się jednak, że jest to przestroga i ostrzeżenie brzmiące dokładnie tak:
"E! A wy co?! Zgubiliście się na wycieczce?! To jest mój teren synki, nie będziecie mi tu łazić po obiekcie. Chcecie bęcki?"
Zrobiliście zaskoczone miny na widok tego wiewióra. Wiewióra kontynuowała swoją próbę komunikacji chcąc przekazać wam:
"Dotkniecie tych drzew, to wam spuszczę taki łomot, że gleba! Nie lekceważcie potęgi wiewiórczego klanu. Jesteśmy strażnikami lasu, wierzymy w prawo i sprawiedliwość. W skrócie... Zjeżdżać dziady."
Jaszczur schował się za skrzyniami ze strachu, zakrył dłońmi głowę i podkulił nogi. <anioł>
Eric:
- My przybywać w pokoju. My przyjaciel - wydusił, zaskoczony, że w ogóle podejmuje próbę komunikacji z wiewiórkami. Przecież to było zupełnie nieracjonalne. Jednak coś w spojrzeniu spłoszonego konia jakby nakazywało mu szarpnąć się na taki trud.
- Nathanielu, mam nieodparte wrażenie, że lepiej odnajdziesz się w tej sytuacji - syknął przez zaciśnięte zęby, niemal nie poruszając wargami i wciąż kretyńsko, jakby przepraszająco szczerzył się do wiewiórek. Kilka ponaglających, ukradkowych spojrzeń zachęcało elfa do wzmożenia wysiłków i informowało go o tym, że w prywatnym rządzie Erica otrzymałby zaszczytną posadę ministra do spraw zagranicznych. Miał tylko nadzieję, że elf nie zgubił swojego paszportu dyplomatycznego.
Nawaar:
- Mieszkałem w lesie, dziwne nie?. Powiedział z uśmiechem na ustach. - ÂŻyłem sobie spokojnie z ojcem elfem i matką krasnoludzicą. Doprawdy rzadkie połączenie nawet, czasami sam nie mogę w to uwierzyć. Przerwał i mówił dalej już poważniejszym głosem.- Będąc kiedyś na polowaniu zobaczyłem jak się pali nasz dom. Jednakże nie mogłem znaleźć rodziców, lecz widziałem kilku ludzi którzy wybiegli z naszej chatki. Wtedy pomyślałem, że zginęli od ich mieczy a ogień dopełnił reszty. Elfowi mówił dalej poważnym tonem. - Dlatego jest mi również ciężko z takiego powodu, że być może rodziców również nie było w domu, kiedy cała akcja miała miejsce. Dlatego chyba się tam wybiorę, kiedyś sprawdzić całe miejsce jeszcze raz. Nathaniel skończył wywód o cierpieniu. Jednak nie powiedział jeszcze wszystkiego. - Następnie przybyłem na wyspę nie dawno, choć jeszcze wtedy mgła była nad morzem. Poszukiwałem tutaj wujka Kharima Kazame. Opiekował się mną wcześniej, gdy byłem gówniarzem, lecz odwiedzając jego chatkę, dowiedziałem się że popełnił samobójstwo skacząc z muru jakiejś warowni. Także znów jestem sam i właściwie dobrze mi z tym. Nathaniel skończył mówić i zaczął się rozglądać, po lesie. Gdy nagle wyskoczyły wiewiórki. Elf próbował rozkminić co mają dopowiedzenia na szczęście był lingwistą i wiewiórczy znał nawet dobrze, jednak poszczególne dialekty bywały różne zależne od gatunku. - Proponuję ominąć ją, jak najdalej i nie dotykać drzew. Właściwie to zgaduję, ale zróbmy to może się udać. Powiedział dość przekonująco.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej