Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy II
Nawaar:
Elf w lekkim szoku pozostał. Widocznie spodziewał się bluzg, albo nagłej śmierci z ręki jaszczura. Ten jednak spokojnym tonem, mówił co wybiło Natanka z pantałyku. Miał jego słowa zakodowane w pamięci, gdy siadał między skrzyniami woza z łukiem już przygotowanym. Wiedział, że może on się niedługo przydać.
Eric:
- Już patatajam, Salazarze! - krzyknął z entuzjazmem i smagnął wierzchowce lejcami. Konie parsknęły żywiołowo i ruszyły żwawo z kopyta, wznosząc tumany kurzu, których kłęby zionęły na dwóch strudzonych wędrowców siedzących pod murem i pałaszujących łapczywie wędzony bekon. Najwyraźniej nie uznali tego za przejaw szlachetnej uprzejmości woźnicy, bo kasłając i dławiąc się resztkami zasuszonego mięsa, klęli paskudnie na odjeżdżający wóz. Eric tego nie zauważył i zaczął radośnie gwizdać i nucić na przemian. Była to ta irytująca cecha każdego z powożących we wszechświecie, niezależnie od tego czy trzymali w dłoniach lejce czy ster statku. Wibrujący ton jego gwizdu już wkrótce zaczął świdrować głębie małżowin usznych jego towarzyszy, drażniąc i doprowadzając ich do szału.
- Lalala - nucił.
Nawaar:
Elf siedząc na wozie, myślał aktualnie na swój temat i wyboru określonej ścieżki. Nawet nucenie Erica nie mogło, go akurat wyprowadzić z równowagi. Nathaniel siedział sobie z łukiem w ręku, bujając się w ruch wozu. Jednak chciał poznać lepiej towarzysza Erica. - Ericu, możesz coś opowiedzieć o sobie?, żeby zabić tą nudę.
Canis:
Zagłuszając piękną ciszę i możliwość słuchania miarowego stukotu kopyt, zauważyliście, ze docieracie na skraj lasu. Minęliście pierwsze drzewa, dało się słyszeć wiele odgłosów przypominające żywotność małych stworzeń w tym lesie. ptaki ćwierkały a roślinność wiła się wraz z wiatrem...
Eric:
- Obawiam się, że może to nie być porywająca historia - westchnął, sięgając pamięcią ku dawnym czasom, kiedy jeszcze żył na kontynencie, niepomny istnienia portalu. Był wówczas młody... i głupi.
- Urodziłem się w mieście Harton 26497 roku I ery. Jak się pewnie domyślasz, niewiele z tego okresu już pamiętam. Jak pewnie w przypadku każdego z nas był to czas brudnych pieluch, ssania piersi, raczkowania i wolnego poznawania świata. Harton było miastem podobnym do Efehidon. Wielkie, zatłoczone, pełne możliwości, ale i niebezpieczeństw. W okresie mojego dorastania król i jego świta nie cieszyli się zbytnim poparciem ludu. Nieliczni rojaliści byli mieszani z błotem przez opinię publiczną. Plebs domagał się kogoś, kto zaprowadzi porządek, zmieni coś, przywróci miastu dawny blask. Płonne życzenia hołoty, która o niczym nie ma pojęcia - urwał i zamyślił się, odganiając dłonią muchę sprzed twarzy. Jego oczy wydawały się zaszklone, jakby na źrenicach wyświetlano mu projekcję ubiegłych lat, do których nie chciał wracać.
- Byłem wtedy młody, głupi i ambitny. ÂŁudziłem się, że mogę coś zmienić. Zatrząsnąć tym miastem. Ludzie mnie lubili. Popierali. Stanowiłem zagrożenie dla starych wyg na wygodnych stołkach z kabzami wypełnionymi brzęczącymi monetami. Nie podobało im się to, że rosnę w siłę. A oni wiedzieli, jak wykorzystać moją młodzieńczą butę i porywczość. Uwiodła mnie dziewka, córka jednego z szlachciców. Pewnie domyślasz się do czego doszło - uśmiechnął się zawstydzony.
- Czasami myślę, że naprawdę coś do mnie czuła. Ale jej ojciec miał na nią duży wpływ. Kiedy nasz związek się wydał... A wydał się dość spektakularnie, możesz sobie wyobrazić - szturchnął elfa łokciem w zawadiackim geście.
- To było kiepsko - skonstatował. - Co więcej, musiałem się dość szybko ulotnić. Umiejętność tego, jak się zdaje, jest jedną z niewielu rzeczy, jakie zachowałem z poprzedniego życia. Tak mniej więcej znalazłem się tu, na Valfden. Nie żałuję. Choć czasami wracam pamięcią do tych dni, rozpatrując wszystkie błędy, które popełniłem - zasępił się. - Nie z żalu. Uważam, że moje życie zmieniło się na lepsze. Taki jednak mam z natury charakter, że lubię do wszystkiego podchodzić jak perfekcjonista. Rzadko się udaje - zarechotał, choć w jego śmiechu nie było krzty wesołości.
- Dobra, koniec bajdurzenia - zaśmiał się, tym razem nieco weselszy. - Pilnuj się. Wjechaliśmy do lasu. Jako elf pewnie czujesz się jak w domu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej