Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy II
Nawaar:
Elf splunął, tylko w miejsce gdzie stary dziad siedział. Następnie udał się do wschodniej bramy miasta, w celu znalezienia towarzyszy w głowie sobie układał, co ma powiedzieć lecz bez znaczenia. Albowiem wiedział, że Salazar się wkurzy a denerwować maga, który potrafi ożywiać zmarłych nie mogło być dobrym pomysłem. Dlatego widząc towarzyszy opuścił nieco głowę. - Wróciłem. Rzekł z żalem na twarzy.
Canis:
- I? Na jakie bestie będą polować kłusownicy? Jakie trofea mają mu na jutro dostarczyć? Musimy wiedzieć, gdzie ich w lasach znajdziemy.
Eric:
- Skoro tak mówisz - odparł tonem kończącym pogawędkę. Powiedział to głosem, którym wojownicy wychodzący w bój żegnali się ze swoimi rodzinami. Takim, którym posługują się biznesmeni (i torturujący), którzy oznajmiają właśnie, że czas negocjacji dobiegł końca. No, może mniej stanowczym, złowieszczym i tęsknym. Jednak gdzieś tam w melodii grającej na jego strunach głosowych gorzało echo tego tonu, tonu silnie sugerującego nieodwracalną ostateczność prozaicznych nawet rzeczy. Takich jak pogawędka. Która, jak dobitnie zaznaczył, dobiegła końca. Siedział teraz w koźle woźnicy, wpatrując się w ludzi, którzy szykowali się do opuszczenia wioski. Niektórzy pchani niechybnie ciekawymi, często nielegalnymi przyczynami, inni w poszukiwaniu chwały, złota i okazyjnie śmierci, jeśli niezbyt chętnie studiowali o zagrożeniach czyhających na szlaku wędrownym. Eric, zastanawiając się nad tymi i innymi kwestiami, wyciągnął smagłą dłoń i zanurzając ją pod cienką osłonę skórzanych spodni, podrapał się po dupie. Jego natarczywe palce wyzwoliły strumień ulgi rozlewający się po całym ciele i rozluźniający każdą spiętą tkankę. Nagle wyzbył się wszelkich zmartwień i utrapień. Prosta czynność w piętnaście sekund pozwoliła mu nabyć spokój, opanowanie, koncentrację i metafizyczną wrażliwość mistrza zen. Zanurzając się w świecie mistyki, filozofii i dążenia do duchowego spełnienia, kompletnie nie zauważył nadchodzącego elfa. I bardzo dobrze, bo jego rozżalony wyraz twarzy, przy którym zagłodzona sierota odziana w łachmany nagle wydawała się wysportowaną atletką, której sława niesie się po całym świecie i nie pozwala zaznać biedy, sprawiał, że każdy przechodzień spoglądający w jego oczy musiał liczyć się z natarczywą chęcią sprzedania swego dobytku i oddania zarobionych pieniędzy najbliższemu sierocińcowi. Do tego stopnia wzbudzał współczucie. Przemyślny Eric nie rozchylił powiek, pod osłoną których wytrwale poszukiwał transcendencji w astralnym świecie.
- A więc zawiodłeś - cmoknął z emfazą, przez moment przypominając pewnego zielonego stworka z siwymi włosami i zamiłowaniem do szyku przestawnego w każdym wymawianym przez siebie zadaniu.
Nawaar:
- Facet okazał się tajemniczy, na tyle że nie chciał je wyjawić niewtajemniczonemu. Zaproponowałem mu test do sprawdzenia mnie, ale odmówił. Chciałem nawet z nim współpracować, lecz w końcu zwiał. Wiem, że zawaliłem. Teraz możesz się na mnie wyżyć, ale jak masz zamiar mnie zabić to chociaż nie ożywiaj z powrotem.
Canis:
- Nie wiem o czym ty mówisz Nathanielu. Jakim ożywianiu, nic takiego nie potrafię. - Powiedział zdziwiony jaszczur. - A ciężko było zapytać czy będzie miał coś ciekawego jutro do sprzedania? Z pewnością pochwalił by się by zaskarbić sobie klienta. No trudno będziemy szukać po omacku. Na wóz i jedziemy! Patataj, patataj Ericu! - Powiedział radosnym głosem wiedząc, że wycieczka chwilę potrwa. Usiadł na wozie między skrzyniami i spokojnie położył się na plecach zakładając ręce za głowę. Przymknął powieki i delektował się ciepłem płynącym z nieba.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej