Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŁowca Burz w pogoni na Doral
TheMo:
Po zamotaniu ze sztormem Themo wziął swoje uzbrojenie i w pełni wyposażony czekał na górnym pokładzie na rozkaz kapitana samemu przyglądając się dalekiemu celowi.
Progan:
Progan uwielbiał dyskusje. Nie czuł się w nich dobry, ani wyższy. Lubił je, bo mógł uczyć się od innych. Widzieć ich oczami otaczający świat. Dostrzegać to, czego sam mógł nie dostrzec. Kochał poznawać zdanie innych, pryzmat ich spostrzeżeń. Jednakże nie był on pewien, czuł się jakoby stąpał po piasku. Chciał kiedyś stanąć na skale.
- Nie wiem czy moja odpowiedź będzie potwierdzeniem Twoich słów, czy ich zaprzeczeniem. Ja uważam, że każdy jest trybem w wielkiej maszynie. ÂŻe każdy z nas jest dźwignią, mogącą cały poruszyć cały świat. Pytanie, czy będziemy prosić w swej drodze bogów i starać się podążać ich prawdami jest naszą decyzją. Każdy ma prawo wyboru. Nie można potępić żadnej decyzji - wiedział, że wybrnął z pytania. Nie zapomniał również podziękować
- Dziękuję za pochwałę co do uroczystości w porcie. To dla mnie miłe, ponieważ... - wielki czarny dracon wszedł pod pokład i objaśnił co się święci. Progan przełknął ślinę.
- Będziemy walczyć? - zapytał
Gordian Morii:
Okręty powoli zbliżały się do siebie. Marynarze złapali za kotwiczki z linami służące w przypadku abordażu jednostek. Inni wspięli się na wanty refując żagle tak by ÂŁowca powoli wytracał prędkość. Gdy zbliżyli się do siebie na jakieś 15 metrów kapitan krzyknął.
- Zarzucać liny! Zrzucić wszystkie żagle.
Silne marynarskie ramiona powoli zbliżyły do siebie okręty przyciągając burtę do burty. A w tym samym czasie reszta zwijała żagle.
- Ahoj kapitanie! Rzucić trap.- powiedział Gordian, a dwóch marynarzy z handlowej jednostki przerzuciło na drugą stronę drewnianą kładkę.
- Bogowie Was zesłali kapitanie. Myślałem, że pomrzemy tu jak skończą się zapasy, mam za mało ludzi żeby postawić żagiel.
- Tak się dobrze składa, że pełnimy patrol na tych wodach, weźmiemy was na hol, do najbliższego portu. Panowie zabezpieczcie okręt. A Ciebie kapitanie zapraszam do mnie na kieliszek wina.- powiedział Tinuvel zapraszając kapitana okrętu na własną jednostkę.
//: Na okręcie znajduje się jeszcze 3 członków załogi i ewentualni podróżni.
//: Aragorn masz wolną rękę w poszukiwaniu, łapaniu i ewentualnym zabiciu swojego celu. Reszta cały czas zależna jest od moich rozkazów.
Rakbar Nasard:
- Przepraszam, Proganie, ale jak widzisz - zły czas i miejsce na rozmowę. Musimy ją kiedyś dokończyć, w karczmie, domu czy nawet w kaplicy. - po czym wyszedł na pokład.
Rakbar wsparty na swoim kosturze, biernie przyglądał się całej sytuacji. W końcu przypiął broń do pleców, po czym stanął na granicy dwóch okrętów, bacznie obserwując nieznajomych.
Progan:
Progan poczłapał za nim, stukając na schodkach i potem na deskach pokładu kijem pasterskim. Wspiął się po kolejnych schodach na kasztel i stanął przy balustradzie oparty to o nią to o swój kij. Przylgnął policzkiem do gładkiego drewna pasterskiej laski. Obserwował to co dzieje się na drugim okręcie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej