Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŁowca Burz w pogoni na Doral
TheMo:
Themo również miał sny. A rzadko je miewał. Najczęściej ten brak spowodowany był jego stanem. Albo był nietrzeźwy, albo zmęczony, co pomagało mu zasnąć. Pierwsza noc w nowym miejscu zawsze mijała niespokojnie. Widział wokół siebie karczmę w której dawniej przesiadywał. W karczmie często były bójki, więc widok kilku trupów na podłodze nie zdziwił go. Dalej popijał gorzałkę. Można powiedzieć, że to było bardziej wspomnienie niż sen. A jednak było kilka rzeczy wykraczających poza rzeczywistość. Nie był to mężczyzna biegnący ku niemu ze sztyletem. Themo rzucił w niego butelką. I teraz się zaczęło. Paszcza mężczyzny zaczęła rosnąć połykając butelkę. Na jego skórze pojawiły się łuski a nogi i ręce zamieniły w płetwy. Po chwili stał przed nim lewiatan, potwór którego spotkał podczas ostatniej podróży statkiem. Themo rozejrzał się po ścianach, których już nie było. Teraz siedział w małej łódce mając przed sobą wielkiego smoka. Lewiatan otworzył paszczę i połknął marynarza razem z łodzią. W kubryku rozległo się niewielkie stuknięcie. Themo spadł na podłogę budząc się przy tym.
-Kurr...
Przerwał krzyk by nie zbudzić załogi. Wstał i rozprostował zastałe kręgi szyjne. Postanowił się przewietrzyć zanim znów pójdzie spać. Wyszedł na górny pokład i zobaczył kłębiące się w oddali chmury.
Gunses:
Kiedy wyszedłeś i patrzyłeś na chmury, jakiś cień minął cię. Nie mógł być to nikt z z załogi, widziałeś tych ludzi i nieludzi, znałeś sich. ÂŻadne nie poruszało się tak szybko. Kiedy się jednak odwróciłeś nikogo nie było.
Upiór udał się do komnat Gordiana. Zapukał trzy razy, tak aby mieć pewność, że obudził. Po szeleście pościeli i zapachu poznał które miejsce w łożu zajmuje kobieta, a które mężczyzna. Wszedł. Na progu, będąc jeszcze niewidocznym w mroku rzucił
- Izaar - kierując dłoń w stronę dziewczyny. I tyle też ona zauważyła. Tylko białą dłoń, potem opadła na pościel smacznie śpiąc. Upiór nie zbliżał się. Pozostał w strefie cienia. Uprzedził jednak Gordiana
- Spokojnie. Idzie sztorm - rzekł i wyszedł z kajuty wracając na swoje miejsce na pierwszym pokładzie.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Gordian Morii:
Wyskoczył z łoża i chwycił leżące na podłodze spodnie szybko je naciągając. Szukając po omacku koszuli prawie wywrócił kosz ze śmieciami, lecz w ostatniej chwili wyhamował jego ruch tak, że pojemnik tylko lekko się zachwiał. W tym momencie on również usłyszał odległy grom, a ciemność panującą w kajucie rozświetlił rozbłysk błyskawicy. Tak, sztorm gonił okręt.
Nie mniej jednak, błyskawica pomogła w szybszej lokalizacji koszuli i butów. Nie zabierał pistoletów, bo raczej nie było potrzeby. Wybiegł na pokład trzaskając drzwiami i zapewne budząc śpiącą jeszcze, magicznym snem elfkę.
Dopadając dzwonu uderzył w niego kilkakrotnie.
- Wszyscy na pokład! Zbiórka na śródokręciu! - krzyczał
Nawaar:
- Co u diabła?. Spytał się właściwie sam leżąc, jeszcze z zamkniętymi oczami. Gdy do jego długich uszu dotarł dźwięk dzwonów i nawoływania Gordiana. Nathaniel zerwał się i usiadł jeszcze na koi przetarł, przespane oczy a następnie założył łuki i kołczany i wyruszył na pokład. Elf rozglądając się w morkach, kierował się dźwiękiem dzwonów wiało wówczas niemiłosiernie. Dziecię lasu podeszło do stanowiska kapitana. - Kapitanie, co się dzieje?. Zadał pytanie retoryczne, bo wówczas rozejrzał się dookoła gdy dopadł ich sztorm. - O matko!. Jakie rozkazy!?. Powiedział elf zaciągając kaptur płaszcza.
Progan:
Progan nie zaznał długiego snu. Dźwięk pokładowego dzwonu wyrwał go z kołysania pomiędzy światem żywych a nieświadomością umarłych. Zeskoczył na równe nogi, zarzucił na siebie koszulę. Nie wiedział, co się dzieje. Złapał więc całą broń jaką miał i ruszył na górny pokład. Wyskoczył na jego deski w biegu, wiatr uderzył w jego ciało, rozwiewał włosy, szarpał koszulą, wdziewał się za kołnierz. Progan spojrzał w niebo, na kłębowisko wielkich chmur. Od morza słychać było narastający huk. Huk wojny wody i powietrza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej