Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŁowca Burz w pogoni na Doral
Gunses:
Upiór czuwał cały czas. Roztaczał opiekę widzialną i niewidzialną. Widzialnym był jego łuk i kołczan ze strzałami. Był strzelcem wyborowym, łucznikiem jakich mało na wyspie. Widzialnym był jego miecz. Wielgaśne dwuręczne ostrze z czarnej rudy przewieszone przez plecy. Niewidzialną opieką były jego zmysły. Aura inteligencji, wzrok, słuch, zapach, wszystko to co mogło pomóc, wyśledzić, wyczuć, usłyszeć przeciwnika.
Tu i Teraz stał i patrzył w nicość, w ciemność nocy. Lustrował jej toń, mierzył wzorkiem horyzont, patrzył na niebo i przewidywał stan pogodowy. Roztaczał opiekę widzialną i niewidzialną.
Gordian Morii:
Noc, podczas której było dane mu służyć była dosyć wietrzna. Chłodny południowy wiatr mknął przez niezliczone mile bezmiaru oceanicznego wzbudzając wielkie fale, które co raz obmywały pianą główny dek ÂŁowcy. Targane porywistym wichrem żagle złowieszczo łopotały prawie zrywając się z rej, gdy kolejne podmuchy wiatru zasysały je jak gdyby w nienawistnym pragnieniu wyswobodzenia ich spod jarzma okrętu i posłania wolnymi w szeroki świat. Gdzieś w oddali mruknęły ledwo słyszalne nawet dla wampira odgłosy gromów, a wyczulone oczy Pana Nocy dostrzegły lekkie refleksy świetlne zwiastujące nic innego jak odległe błyski piorunów. Niebo powoli zasnuwało się coraz gęstszymi obłokami i chmurami sukcesywnie zasłaniając większe i większe ilości gwiazd... Chociaż księżyce jasno świeciły to dzisiejsza noc zmian pór roku miała o sobie wyraźnie dać znać. Nie mniej zmiany miały nastąpić dopiero kiedyś... a może nawet i nigdy?
Mimo panującej w tej chwili pozornej ciszy, uszy Gunsesa wychwyciły również inne dźwięki. Znajdująca się na dziobie niewielka bosmańska kajuta dudniła chrapaniem iście smoczego lokatora - czarnego dracona. Jego donośne ryki i jednoczesne ciche pomrukiwanie przez sen bezsprzeczne dominowały wśród jakichkolwiek form "żywych" dźwięków. Tuż pod nimi niezbyt dokładnie określone namiastki słów i dźwięków mówiących przez sen marynarzy, głośne oddechy jak i ciche pomruki dochodziły znikąd indziej jak kubryku. Były też inne, dużo cichsze dźwięki. Tupot małych łapek i zabójcza bieganina szczurów na najniższym z pokładów gdzie składowane było drewno i balast, oraz ciągłe chrobotanie będące próbą przegryzienia wzmocnionej podłogi i ścian spiżarni, gdzie przechowywano zapasy.
Rufa statku również "wydawała" dźwięki. Całkowicie inne, znane chyba każdemu dźwięki.
Lekkie skrzypienie łóżka, szelest pościeli, przyspieszone oddechy i zmienne ciche szepty raz kobiety a raz mężczyzny złączonych w miłosnym uścisku wewnątrz pogrążonej w czerni nocy kajuty kapitana. Cóż, w końcu był tutaj u siebie, i nikomu nic do tego, co robił...
Piękne, na co dzień, płomiennorude włosy elfki splątane były teraz na skropionym delikatną rosą potu czole przysłaniając jedno z jej ostro zakończonych uszu. Pomimo przygryzionej lekko wargi ciche westchnienia rozkoszy coraz bardziej wzburzały jego krew, kiedy wchodził w Nią raz po raz całując jej nagą i smukłą, muśniętą promieniami słońca szyję. Pochłonięte namiętnością spojrzenia świdrowały jej ciemnobrązowe oczy starając się przeniknąć do wnętrza jej duszy, by wykraść skrywane gdzieś w głębi jej zakamarków najskrytsze pragnienia. Delikatnymi ruchami dłoni pieścił jej nabrzmiałe piersi i zesztywniałe ciemnoróżowe sutki pogrążając się w hedonistycznym transie pożądania i całkowitego posiadania tej kobiety. Nie trwało to długo, nie trwało też krótko, ot tak w sam raz. Cicho krzyknęła wbijając paznokcie w jego plecy, gdy skończył w Niej, a spazm rozkoszy przebiegł ich nagie ciała okryte tylko lekką jedwabną pościelą. Objął ją mocno i przytulił, nie musiał nic mówić, nie wymagała tego wcale. Wtulona w jego pierś zasnęła po chwili, a zaraz po tym zrobił to i on składając na dobre dzisiejszą służbę w ręce Cienia władającego nocą.
Tak… to była wietrzna, lecz wielce "niespokojna" noc.
Progan:
Progan nie mógł spać. Wiercił się z boku na bok. Cały czas coś mu przeszkadzało. Kiedy po jego ramieniu przebiegł szczur miarka się przebrała. Wiedział, że nie zaśnie. W kubryku było duszno, pot kleił koszulę do ciała, ściekał z czoła i moczył nieprzyjemnie włosy na torsie i głowie. Progan zsunął nogi z hamaka, stanął na deskach pokładu, rozpiął koszulę i ściągnął ją przez głowę. Poczuł nieprzyjemny zapach swojego potu. Mimo iż noc przesilenia jesiennego miała być zwykłą nocą, takową nie była. Wstał. Wieczorem zarzucił w morze wiadro z wodą aby móc się ochłodzić, pamiętał, że zostało jeszcze pół wiadra. Podszedł do niego, złapał je i zabrał na górny pokład. Wyszedł na górny pokład w środku nocy, chłodny wiatr zapowiadający burzę owiał jego ciało mimowolnie pokrywając przedramiona gęsią skórką. Postawił wiadro stopniu schodów prowadzących na kasztel, nabrał wody w dłonie i przetarł twarz. Jego kilkutygodniowy gęsty zarost chłonął wodę, która ściekała po szyi i karku na tors i plecy. Przemył twarz ponownie, po czym dokonał względnego umycia górnej partii ciała. Resztkę wody wylał na siebie. Przeczesał mokre włosy na głowie, ścisnął wyciskając z nich nadmiar wody. Odetchnął. Podszedł do burty, oparł się na drewnianej balustradzie. Patrzył w czerń nic nie widząc, wzdychając do stałego lądu.
- Ventepi, Ellmorze, Nalasie... miejcie nas w swojej opiece - powiedział. Postał tam jeszcze trochę, ziewnął jeden i drugi raz, i wrócił do kubryku, aby spróbować zasnąć.
Gunses:
Ktoś nie spał. Szczury, których nocne odgłosy walki o swoje małe szczurze królestwo na pokładzie balistycznym, nie były jedynymi nieśpiącymi istotami. Odgłosy miłosnych uniesień niosły się dla Nieśmiertelnego niby obwieszczane przez herolda. Kobieta na pokładzie pomyślał Gordian nie jest zbytnio przesądny.
Nie spał ktoś jeszcze. Na drugim pokładzie. Cadacus odwrócił się, kiedy mężczyzna postawy kowala wyszedł na pierwszy pokład. Wampir stojąc na najwyższej poprzeczce masztu i opierając się dłońmi na linach był obserwatorem czegoś, co na pokładzie jest rzadkością. Próby walki o swoją higienę. Ale to nie tylko to, wampir o tym wiedział. Ten kto o potrafi i pamięta dbać o siebie nawet w nieprzyjaznych warunkach świadczy o swojej silnej osobowości. Jest filarem. Cadacus uśmiechnął się pod nosem. Przed wylotem przez okienko, odbył całkiem długą kąpiel. Wampir obserwował mężczyznę i zastanawiał się jaka krew w nim płynie. Przeszywał jego postać oczami czarnymi jak odmęty oceanu. A potem usłyszał te kilka słów
- Ventepi, Ellmorze, Nalasie... miejcie nas w swojej opiece
i odprowadził mężczyznę wzrokiem do schodów prowadzących w dół. Został sam. Znów sam pośród nocy, ze swoją wartą. Zadumał się nad tym co widział. On jest taki jak ja. Jak dawny ja... pomyślał.
Gordian Morii:
Tymczasem wiatr przybierał na sile. Pomruki burzy stawały się coraz bardziej słyszalne, a daleko na zachodzie pojawiły się ciężkie czarne chmury. Nadciągał sztorm...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej